- Czuję dużą ulgę. Ostatnie miesiące nie były dobre dla klubu i dla mnie. Przychodziłem do Wisły z jasnym celem uratowania zespołu przed spadkiem. Niestety, to się nie udało, ale ostatni sezon był podsumowaniem tego, co działo się w klubie przez ostatnich kilkanaście miesięcy - po meczu z Resovią Rzeszów (2:0) powiedział trener Wisły Kraków, Jerzy Brzęczek.
Piątkowa wygrana była dla Wisły nie tylko pierwszym zwycięstwem po spadku z ekstraklasy, ale też pierwszym triumfem od 10 kwietnia. Tego dnia zespół Brzęczka pokonał u siebie Górnika Zabrze 4:1. Później jednak wiślacy nie wygrali sześciu meczów w ekstraklasie, przez co spadli do I ligi. Sezon w niej zaczęli od bezbramkowego remisu z Sandecją Nowy Sącz.
- Wyliczanie meczów bez zwycięstwa nie jest miłe, ani przyjemne dla żadnego trenera. Musimy zachować chłodne głowy, co nie jest łatwe. Za wiele rzeczy biorę odpowiedzialność i nie chcę działać pod wpływem emocji czy pod presją mediów i kibiców. Wisła musi teraz cierpieć, ale musimy odbudować się w sposób rozsądny i na zdrowych zasadach - powiedział Brzęczek.
W piątek Wisła wygrała z Resovią po golach Michała Żyry i Igora Łasickiego. - Najważniejsze dla nas jest to, że zdobyliśmy trzy punkty. Z takim celem przyjechaliśmy do Rzeszowa, mając jednocześnie świadomość, jak niewygodnym przeciwnikiem jest Resovia. W pierwszej połowie popełniliśmy jeszcze trochę błędów, ale w drugiej kontrolowaliśmy sytuację. Mogliśmy odnieść wyższe zwycięstwo - stwierdził Brzęczek.
I zakończył: - Przed nami jeszcze bardzo trudne 32 spotkania. Drużyna jest w przebudowie. Praktycznie 80 procent składu zostało zmienione, jest w nim dużo młodych zawodników. Musimy być pragmatyczni i zbierać punkty.
Wisła, przynajmniej do soboty, będzie liderem I ligi. W sobotę drużyna Brzęczka podejmie Arkę Gdynia, czyli jednego z faworytów do awansu do ekstraklasy.