Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najdłuższy VAR w historii polskiej piłki przesądził o awansie do finału! Historia jak z filmu

Warta Poznań długo miała pecha: był słupek, zmarnowane sam na sam z bramkarzem i akcja, po której do bramki wpadł Michał Jakóbowski, ale piłka została na boisku. Dopiero w kolejnej wszystko się udało: to piłka była siatce, a Jakóbowski cieszył się z jedynego gola w meczu z Bruk-Bet Termaliką. W finale baraży poznaniacy zagrają z Radomiakiem Radom.

Piotr Tworek, trener Warty Poznań, w wywiadach wielokrotnie wracał do swojej pierwszej rozmowy z zespołem. Powiedział wtedy piłkarzom, że jeśli przeszkadza im przeciekający dach w szatni, hulający w klubowych budynkach wiatr, granie wszystkich domowych meczów poza Poznaniem i ciężkie treningi, to Warta nie jest klubem dla nich. A kto gotowy zacisnąć zęby, może zostać. Tak stworzyli drużynę, która przerosła oczekiwania i w barażach do ekstraklasy gra o zmianę tych warunków. O przyspieszenie rozwoju całego klubu. O osiem milionów złotych za sezon w ekstraklasie, zamiast miliona za sezon w 1. lidze. Od innej rzeczywistości finansowej dzieli ich już tylko krok.

Zobacz wideo

Najdłuższy VAR w historii polskiej piłki przesądził o jedynym golu

25 lat temu, gdy Warta grała ostatni mecz w ekstraklasie, Tworek przygotowywał się do ważnego egzaminu na AWF. - To ciekawa zbieżność, bo teraz też ja i piłkarze mamy do zdania bardzo ważny egzamin - mówił na przedmeczowej konferencji. To miał być trudny egzamin, bo w tym sezonie Warta z Bruk-Betem w dwóch meczach ugrała tylko punkt. Niedawno przegrała na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim 1:3. Po wznowieniu rozgrywek słabła, a ich rywal przeciwnie - nie przegrał żadnego z ostatnich pięciu meczów. W ostatnim spotkaniu sezonu poradził sobie z presją, wygrał z Odrą Opole i zajął 6. miejsce w tabeli. Wbrew tabeli, to on był faworytem w półfinale.

Piłkarze Warty zewsząd słyszeli, że to najważniejszy mecz od ćwierć wieku. Wyliczano, ilu z nich nie było jeszcze na świecie, gdy klub spadał z najwyżej ligi i zaczynał długą tułaczkę po drugim, trzecim, a nawet czwartym poziomie rozgrywkowym. Mogli sobie odświeżyć dzieje Warty. Dowiedzieć się, ile kiedyś znaczyła w Poznaniu. Tworek mówił, że zawodnicy znają historię, ale teraz sami chcą do niej przejść. Nie zdejmował z nich presji, nie przerzucał jej na Bruk-Bet, wolał podkreślić, że pracuje ze świadomym zespołem, w którym wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, przed jak wielką stają szansą. To wszystko nie spętało im nóg.

Nawet podczas arcydługiej przerwy po golu, gdy VAR dokładnie analizował sytuację, byli zaskakująco spokojni. Ważyły się ich losy. Mateusz Kupczak, były piłkarz Bruk-Betu, mocno uderzył na bramkę, Tomasz Loska obronił, ale główką dobił Michał Jakóbowski. Wtedy spontaniczna radość została przerwana. Chorągiewka w górze. A później interwencja VAR i długie minuty oczekiwania na ostateczną decyzję. Kwestia centymetrów: dwóch zawodników wracało ze spalonego, ale akurat Jakóbowski wydawał się ustawiony zgodnie z przepisami. Trudna do oceny "mijanka" - jak mówią sędziowie. Piłkarze mieli czas się napić, porozmawiać, odpocząć. Mogli też zwariować, bo mijała już godzina gry, więc wyjście na prowadzenie znaczyło wiele, a decyzja wciąż nie zapadała.

Obie drużyny miały w tym czasie co rozpamiętywać. Jeszcze w pierwszej połowie Warta obijała słupek, a Bruk-Bet poprzeczkę. Sytuację sam na sam z bramkarzem zmarnował Robert Janicki. Groźnie było też po stałych fragmentach gry. Zaraz po przerwie jeszcze jedną okazję zaprzepaścili gospodarze - Spławski uderzał z pięciu metrów, ale Loska obronił. To wtedy Jakóbowski próbował dobijać z kilku metrów, ale do bramki wpadł on, a nie piłka. Po ponad pięciu minutach zapadła decyzja: gol został uznany. W Grodzisku dawno nie było tak głośno. Radość odłożona w czasie wcale nie była mniejsza. Wyszło na to, że piłkarze z jednego gola cieszyli się dwa razy. Waga tego gola na to pozwalała. 

Wygrana po dobrej grze

Przez ostatnie pół godziny Warta tylko udowodniła, że była w tym meczu zespołem dojrzalszym: miała inicjatywę, częściej utrzymywała się przy piłce, częściej strzelała na bramkę, ustrzegła się błędów na swojej połowie, a przy kolejnych dośrodkowaniach Bruk-Betu dobrze spisywał się jej bramkarz Adrian Lis. Jednobramkowe prowadzenie udało się utrzymać do końca meczu. I chociaż jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Piotr Tworek wracał do porzekadła, że w tak ważnych meczach nie chodzi o to by grać, ale żeby wygrać, to we wtorek jego zespół połączył jedno z drugim. Wygrał po dobrej grze

Warta awansowała do finału baraży o ekstraklasę. Już w piątek zagra w Grodzisku Wielkopolskim (zgodnie z regulaminem zespół zajmujący wyższe miejsce w tabeli będzie gospodarzem) z Radomiakiem Radom, który wcześniej ograł 3:1 Miedź Legnicę.

Więcej o: