Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wielki sukces Górnika przyćmiony przez Widzew. Kibice czekali pod stadionem

Górnik Łęczna wywalczył awans do pierwszej ligi, był wyżej w tabeli niż Widzew, ale sukces klubu został przyćmiony przez to, co działo się w sobotę w Łodzi. Tam kibice mimo awansu zaatakowali piłkarzy. - Chyba wszyscy myśleliśmy tylko o naszej radości, a nie reakcjach innych - mówi w rozmowie ze Sport.pl trener Górnika Kamil Kiereś.

Górnik Łęczna wygrał w sobotę 2:0 z Legionovią w wyjazdowym spotkaniu ostatniej kolejki sezonu II ligi. Zajął pierwsze miejsce i awansował do I ligi. - Wydaje mi się, że Górnik teraz może nie jest przebogatym klubem, ale stabilnym. Nie musimy budować drużyny, bo ją mamy. Ale chcemy wzmocnić skład, żeby w I lidze nie być tylko zespołem, który drży przed spadkiem - mówi Sport.pl trener Górnika, Kamil Kiereś. 

Zobacz wideo Serie A. Napoli - Sassuolo 2:0. Skrót meczu [ELEVEN SPORTS]

Jakub Balcerski: Jak się pan czuje jako trener nowego pierwszoligowca?

Kamil Kiereś: Jestem szczęśliwy. Bazą awansu była dobra runda jesienna, w której zdobyliśmy wiele punktów i prezentowaliśmy dobrą piłkę. Żeby liczyć się w grze o awans do I ligi, musieliśmy sobie poradzić z nie najlepszym startem wiosną. Kiedy z tego wyszliśmy, zaczęliśmy nawet seryjnie wygrywać. Do pełnego zadowolenia zabrakło może zwycięstwa z Pogonią Siedlce, które straciliśmy w ostatnich minutach. To była nasza jedyna porażka w ostatnich dziesięciu spotkaniach. Przedostatni mecz i remis ze Stalą Rzeszów sprawił, że do końca musieliśmy zachowywać zimną krew, ale to się udało. Wygraliśmy w ostatniej kolejce z Legionovią, która trochę zaskoczyła mnie tym, jak była zmotywowana w pierwszej połowie. Przetrwaliśmy trudniejsze momenty i po przerwie narzuciliśmy im własny styl gry. Bardzo się cieszymy tym awansem. Równo rok temu zaczęliśmy rozgrywki meczem z Garbarnią, a teraz udało się zrealizować cel.

Trudno było wstać po sobotnim świętowaniu?

Zaczęło się jeszcze na stadionie w szatni, gdzie nie było jednak naszych kibiców, więc świętowaliśmy z obecnymi w Legionowie działaczami. Dojechaliśmy do Łęcznej autokarem i pod stadionem przywitali nas kibice, z którymi zostaliśmy jeszcze półtorej godziny. Trochę śpiewania, rac, wspólnych gratulacji i wszystko w bardzo miłej atmosferze. Później trochę posiedzieliśmy jeszcze wspólnie z piłkarzami, władzami klubu i ludźmi z miasta, co trwało do około trzeciej w nocy. W niedzielę mamy jeszcze wspólny bankiet i świętujemy dalej. Później zaczniemy się zastanawiać co dalej z klubem.

Dla pana to nie pierwszy sukces z klubem podnoszącym się po wcześniejszych problemach. Wcześniej był m.in. awans w Tychach do I ligi, utrzymanie Stomilu Olsztyn czy awans z GKS-em Bełchatów do ekstraklasy. 

Kiedy przyszedłem do Górnika Łęczna, wyznaczyliśmy sobie cel: awans. Ale w tym wszystkim postawiliśmy na etapowość. Najpierw na jesieni budujemy silną pozycję wyjściową, a wiosną gramy o bezpośredni awans. Przekazałem zawodnikom, że nie skupiam się na opowiadaniu bajek czy na pustych słowach, ale na tym, że będę starał się wykorzystać swoje doświadczenia, by móc małymi cegiełkami budować trwały fundament. Ciężko mi wskazać te kluczowe rzeczy. Ogólnie jest to umiejętność odnajdywania się w codzienności problemów i ich rozwiązywanie. Chodzi tu o zarządzanie drużyną w aspekcie mentalnym, sportowym, ale też wychowawczym. Kluczem jest także właściwa relacja z ludźmi zarządzającymi klubem i podążanie jedną drogą niezależnie od koniunktury emocji związanych z wynikami.

Wasz awans przykryła sytuacja w Widzewie i to, co stało się na stadionie w Łodzi. Nie żal wam trochę takich reakcji?

Nie skupiałem na tym uwagi. Chyba wszyscy myśleliśmy tylko o naszej radości i tym, co stało się w Legionowie. Wiadomo, że Widzew jest od nas bardziej medialnym klubem i niezależnie od tego, jak ważne są informacje o nas, więcej będzie się mówiło o nich. Każdy ma swoje problemy, my bardziej myśleliśmy o tym, co przyszło po naszej ciężkiej pracy, a nie reakcjach innych. Nawet nie wczytywałem się jeszcze dokładnie w to, co wydarzyło się w meczu Widzewa ze Zniczem. Wiem tylko, że było jakieś zamieszanie z kibicami.

Przed przerwą związaną z epidemią Widzew wygrał z wami w Łęcznej i miał przewagę w tabeli. To był moment, kiedy pojawiło się pytanie: "Czy z nimi da się wygrać w walce o awans"?

Widzew wygrał, ale bez fałszywej skromności mogę powiedzieć, że Górnik w wielu fragmentach meczu był o wiele lepszym zespołem. Mieliśmy olbrzymią przewagę po przerwie, ale nie potrafiliśmy tego potwierdzić bramkami. Wtedy traciliśmy do Widzewa pięć punktów i to był trudny moment. Powiedzieliśmy sobie jednak w szatni: musimy być mężczyznami. Wiedzieliśmy, że przegraliśmy po dobrej grze i wierzyliśmy, że nadal możemy grać o pierwsze miejsce. To zostało do końca sezonu z tyłu głowy i pomogło w osiągnięciu celu.

Po epidemii, z trójki zespołów walczących o awans najbardziej tracił Widzew, a Górnik w zasadzie utrzymał tempo zdobywania punktów sprzed przerwy. Stabilność była tu kluczowa?

Na pewno. Bardzo ważnym fundamentem był mecz z Resovią z połowy czerwca. Wcześniej przegrywaliśmy, a wtedy zdobyliśmy punkt na trudnym terenie. Rywale odskoczyli w tabeli, ale my na to nie spojrzeliśmy, tylko uznaliśmy, że ten remis był naszym przełamaniem. Przyszło pięć zwycięstw. Naszą siłą były właśnie takie serie - jesienią 16 punktów w sześciu meczach, potem w końcówce pierwszej rundy 13 punktów w pięciu, a wiosną znów 16 punktów w sześciu spotkaniach. 

Górnik ostatni raz był w I lidze w 2018 roku. Wtedy klub był świeżo po spadku z ekstraklasy, w dwa lata spadł o dwa poziomy rozgrywkowe. Teraz jest gotowy, żeby wrócić do ekstraklasy?

Kluby na najwyższym poziomie mają wpływy z transmisji, sponsorów, a w Łęcznej z tego co wiem, po spadku tego bardzo brakowało i zaczęło się robić nieciekawie. Tegoroczny awans do I ligi zbiegł się z wyprostowaniem tych spraw organizacyjnych. My jako sztab i zawodnicy mieliśmy komfort pracy.  Wydaje mi się, że Górnik teraz może nie jest przebogatym klubem, ale przede wszystkim stabilnym. Jeszcze ciężko mi powiedzieć, co się zmieni w najbliższych dniach i tygodniach, bo nad tym usiądziemy z dyrektorem sportowym i prezesem dopiero po weekendzie, ale możemy sobie to spokojnie planować. Nie musimy budować drużyny, bo ją mamy, ale chcemy wzmocnić skład, żeby w I lidze nie być tylko zespołem, który drży przed spadkiem.

Przeczytaj także: