Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wicemistrz Polski z 2007 roku walczy o przetrwanie. "Pytają, kiedy gasimy światło"

- Niektórzy jak tu przyjeżdżają, pytają, kiedy gasimy światło. A my im udowadniamy, że nawet w tak ekstremalnej sytuacji sobie radzimy - słyszymy w Bełchatowie. Piłkarze GKS-u nie dostają wypłaty od połowy stycznia, ale w lidze biją najlepszych. Poza boiskiem jest ciężko. Jednym pomagają rodzice, innym żony. Kolejni ograniczają koszty i wybierają wspólne mieszkanie.

Gdy koledzy z innych klubów 1. ligi i ekstraklasy przez koronawirusa negocjowali wysokość cięcia pensji, w Bełchatowie w praktyce nie było czego negocjować. Ostatnią cząstkową wypłatę zawodnicy widzieli tu na swoich kontach w połowie stycznia. GKS Bełchatów, wicemistrz Polski z 2007 sezonu, od początku tego sezonu gra bez głównego sponsora. PGE wspierał drużynę od 2007 roku do czerwca roku 2019. Z podpisaniem kolejnej umowy był problem. Koncern energetyczny ostatecznie wskazał, że przez "strukturalne i finansowe problemy klubu" nowego kontraktu nie będzie. Poza tym firma w 1. lidze wspierała już Stal Mielec, a polityka spółki nie pozwala na sponsorowanie dwóch drużyn na jednym szczeblu rozgrywkowym. 

Zobacz wideo "Boję się, że Arkadiusz Milik nie trafi do Juventusu". Jeden gwarant transferu Polaka [SEKCJA PIŁKARSKA #52]

O innego sponsora nie było łatwo. W poszukiwaniach nie pomógł kryzys związany z koronawirusem. Dług klubu powiększał się, należności wobec piłkarzy rosły. Drużyna, choć przez chwilę próbowała zwracać uwagę na swoje problemy protestami, wychodziła na mecze i punktowała.

"Przyzwyczailiśmy się do problemów"

- Zdaliśmy sobie sprawę, że nikt nam nagle ręki nie poda, że długi będą się nawarstwiały, że musimy sobie z tym radzić. Chcieliśmy pokazać, że umiemy grać w piłkę, żeby nie zaprzepaścić dobrego poprzedniego sezonu i połowy tego. Mam wrażenie, że od początku wznowienia rozgrywek, podłamania już nie ma. Trochę się do tego wszystkiego przyzwyczailiśmy, przesiąkliśmy tym. Potrafimy sobie z tym radzić - mówi nam Bartosz Biel, pomocnik GKS-u Bełchatów, choć problemów nie brakuje.

Czy pierwszoligowy piłkarz może nie mieć z czego zapłacić comiesięcznych rachunków? Może, choć nasi rozmówcy wiedzą, że hasło "piłkarz" łączy się zwykle ze stereotypem człowieka, który co miesiąc zarabia Bóg wie ile i ma poupychane pieniądze na kilku kontach. W Bełchatowie tak to nie działa.

- Mamy najmniejsze kontrakty w 1. lidze. Mało u nas zawodników z przeszłością w Ekstraklasie, którzy mają poodkładane większe środki. Sporo chłopaków to ludzie młodzi, na dorobku. To wszystko naprawdę jest trudne. Młodszym pomagają rodzice, innym żony lub dziewczyny, choć nie zawsze druga połowa pracuje. Poza tym my tak funkcjonujemy już od niemal pół roku - wyjaśnia z kolei 29-letni obrońca Mikołaj Grzelak.

Kredyty, rachunki, ślub jednego z kolegów z drużyny - to rzeczy, które nie znają pojęcia "półroczny brak wypłaty". Niektórzy gracze Bełchatowa musieli przez to trochę zmienić codzienne życie. - Niektórzy koledzy rzeczywiście zorganizowali sobie zakwaterowanie po dwóch czy po trzech. Nie stać ich, by samemu płacić rachunki. Redukują koszty, jak mogą - przyznaje nam Grzelak.

Piłkarze odchodzą. "Nikt nie ma pretensji"

Mecze i treningi stały się dla Bełchatowa rodzajem antidotum na codzienne problemy. Zresztą dobra gra była też sposobem, by zapewnić sobie jakiekolwiek wpływy. - Większość pieniędzy, które dostawaliśmy, gdy w klubie nie było sponsora, generowaliśmy sami - wyjaśnia Biel. - To były premie od PZPN za awans do 1. ligi, czy też należności za Pro Junior System, ale też wpływy za transfery młodszych graczy - tłumaczy.

O tych transferach i wpływach za zawodników trudno będzie teraz mówić. Każdy z graczy Bełchatowa od dawna może złożyć wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy klubu i zmienić klubowe barwy w tempie błyskawicznym.

W ostatnich dniach GKS stracił w ten sposób kilku zawodników. Do Olimpii Grudziądz odszedł kapitan Bełchatowa Marcin Grolik, a Bartłomiej Bartosiak przeniósł się do Wisły Puławy. Z młodszych graczy GKS stracił młodego Kacpra Kondrackiego, który poszedł do Wisły Płock.

W klubie nie są pewni, czy na najbliższym meczu będą mogli skorzystać z wszystkich trenujących graczy, bo kolejni mogą odejść z drużyny z dnia na dzień. Jeśli pojawią się kolejne oferty, pewnie będą z nich korzystać.

- Nie wiemy, czy klub przetrwa? Co stanie się z nim po sezonie? Każdy musi też walczyć o siebie. Grać tak, by w razie potrzeby znaleźć gdzieś miejsce. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że sytuacja doszła do takiego momentu, że każda decyzja poszczególnych graczy będzie szanowana. Czy mówimy o rozwiązaniu kontraktu z winy klubu, transferze, czy innych rzeczach. Nikt tu do nikogo za odejście nie ma żadnych pretensji - mówi nam Biel.

Trochę jak w Wiśle Kraków

To, jak coraz bardziej osłabieni bełchatowianie radzą sobie w lidze, jest zaskakujące. Po wznowieniu sezonu przerwanego przez epidemię koronawirusa GKS został szóstą najlepiej punktującą ekipą ligi. Ostatnio wygrał z Zagłębiem Sosnowiec, Wigrami Suwałki i - co było sporą niespodzianką - z bijącą się o Ekstraklasę Stalą Mielec.

- Meczem z Mielcem pokazaliśmy Polsce, że warto w nas zainwestować, że tu jest kawał dobrej drużyny, że potrafimy grać w piłkę - uśmiecha się Grzelak.

To spotkanie miało też szczególny wymiar dla miejscowych kibiców. GKS górował nad klubem ich niedawnego sponsora. Choć w bełchatowskich gabinetach wszyscy zapewne życzą Stali awansu do Ekstraklasy. Wtedy może PGE wróci do GKS-u? Najpierw trzeba jednak dotrwać do następnego sezonu.

Podczas niedawnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy podjęto decyzję o restrukturyzacjach w klubie i walce o byt. Przyjęto sprawozdanie finansowe spółki za 2019 rok, udzielono absolutorium dla jednoosobowego zarządu. GKS na razie ma zapewnić sobie utrzymanie w 1. lidze, w czym mocno pomaga postawa i ostatnie wyniki zawodników. Dalsze plany na razie trudno układać. Najważniejsze są teraz kolejne punkty.

Pytani przez nas piłkarze podkreślają, że mecze i wspólne zajęcia stały się odskocznią od codziennych problemów.

- Mecze i treningi to jedyne momenty, kiedy możemy o tych kłopotach zapomnieć i robimy to, co kochamy. Zajęcia przypominają nam, że dalej jesteśmy drużyną. Ta atmosfera bełchatowskiej szatni może ponieść. Udowodniliśmy to ze Stalą, Sosnowcem czy Chojnicami - mówi nam Grzelak. - Niektórzy jak tu przyjeżdżają, pytają, kiedy gasimy światło. A my im udowadniamy, że nawet w tak ekstremalnej sytuacji jesteśmy sobie w stanie radzić - dodaje.

 - Mamy taką szatnię, w jakiej nigdy nie byłem i pewnie nigdy nie będę. Jest jedność, każdy się wspiera. Staramy się zrzucać finansowo. Jak ktoś ma jakiś problem, pomagamy sobie - dodaje Biel. Przypomina to trochę niedawną sytuację w Wiśle Kraków. Tylko że na Reymonta w porę znalazło się kilka osób, które oprócz walki o klub wyłożyły też sporo pieniędzy. Jak będzie w Bełchatowie?

Do zakończenia sezonu w 1. lidze pozostało sześć kolejek. GKS ma punkt przewagi nad pierwszą drużyną ze strefy spadkowej, ale za jego plecami jest jeszcze Odra Opole. Najbliższe dni łatwe jednak nie będą. Do Bełchatowa najpierw przyjedzie lider ligi z Bielska-Białej, a potem GKS czeka mecz z Grudziądzem i Termaliką.

Więcej o: