Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Raport Fortuna 1 Liga: Prześwietlamy czołowe drużyny

Jak wyglądały pierwsze dni treningów grupowych w czołowych zespołach Fortuna 1 Ligi? Co sprawiało piłkarzom największe problemy po tak długiej przerwie od zajęć drużynowych? To główne pytania, które zadaliśmy przedstawicielom Podbeskidzia Bielsko-Biała, Warty Poznań, Stali Mielec oraz Radomiaka Radom przy okazji pierwszej części raportu dotyczącego powrotu ligowców na boiska.

- Widać po piłkarzach głód piłki i chęć do pracy. Pierwszy tydzień treningów grupowych zawodnicy mocno odczuli. Inna intensywność, gra z piłką, kontakty, zwroty - to odbiło się na ogólnym zmęczeniu. Piłkarze dostali jednak wolne, aby odpoczęli. Zregenerują się i przyzwyczają się na nowo do większej intensywności. Ogólny wniosek? Nawet najlepiej rozpisane i wykonane na 100 procent treningi indywidualne nie są tym samym co sytuacja, kiedy znów masz styczność z piłką i rywalizujesz z przeciwnikiem, a nie samym sobą - mówi trener Podbeskidzia Krzysztof Brede.

Dyrektor Stali Bartłomiej Jaskot zwraca uwagę na entuzjazm wśród zawodników wywołany wspólnym treningiem. - Radość, świeżość przełożyły się na duże zaangażowanie. Kiedy pierwszy etap euforii związanej z powrotem minie trzeba już żyć drugim etapem związanym z organizacją życia drużyny. To wejście do szatni, rozmowy z piłkarzami, którym w czerwcu kończą się kontrakty. Niektórzy już wysyłają sygnały, że chcieliby przegadać pewne kwestie. Równolegle zbieramy papiery do trwającego procesu licencyjnego, czekają nas spotkania ze sponsorami w celu przedłużenia kontraktów. Zmieniamy świadczenia. Ręce mamy zajęte pracą. Mecze odciągają uwagę od spraw porządkowych w klubie, dlatego teraz był dobry moment na dopilnowanie kilku ważnych rzeczy. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, okres izolacji pokazał kto kocha klub wielką miłością i nie odwróci się od niego w trudnej sytuacji - podkreśla Jaskot.

Robert Janicki, czołowy piłkarz Fortuna 1 Ligi przyznaje, że stęsknił się za codzienną atmosferą, która towarzyszy zajęciom z kolegami z zespołu. - W trakcie kwarantanny realizowaliśmy rozpiski, które skupiały się na podtrzymywaniu dyspozycji tlenowej. Ale my nie jesteśmy maratończykami, tylko piłkarzami i nic nie zastąpi treningu z piłką przy nodze. Skoro już wróciliśmy, to cieszyłem się jak małe dziecko. Jadąc na trening, nie mogłem się doczekać jak porozmawiam z kumplami i kiedy pogramy "w dziadka". Do szatni jeszcze nie mogliśmy wejść, bo klub jest zamknięty. Nasze spotkania mają więc charakter obozów dochodzeniowych. Przyjeżdżamy na treningi już przebrani, wychodzimy na boisko, czasu na pogaduszki jak w normalnych okolicznościach nie ma za wiele, ale i tak znajdzie się chwilę na żarty - przekonuje piłkarz Warty.

- My trenerzy też się cieszymy, że w końcu możemy normalnie pracować. Za nami długi i niespotykany w piłce okres zawieszenia. Oby rzeczywiście była to już przeszłość. Brakowało tych wszystkich codziennych czynności związanych z życiem drużyny. Zauważyliśmy, że na pierwszych treningach to czucie piłki nie było jakie być powinno. Powoli i to się normuje. Mamy taki zwyczaj, że w trakcie składania życzeń urodzinowych solenizant musi podbić tyle razy piłkę, ile ma lat. No i w trakcie żonglerki naszemu 21-latkowi piłka spadła z nogi - wyjaśnia drugi trener Radomiaka Maciej Lesisz, który w przeszłości grał w piłkę, stąd wie, czego oczekuje piłkarz od treningu po długiej przerwie.

- Wszystko chcieliby robić z piłką. Piłka to sport drużynowy, lubimy pracować w grupach. Obcowanie z drużyną to podstawa, powoli się docieramy, wracamy - dodaje.

Teraz, kiedy znana jest dokładna data kolejnych meczów przerwanego sezonu, klubom łatwiej dopracować szczegóły przygotowań. - Jako że my swój pierwszy mecz rozgrywamy w środę 3 czerwca do ogólnego planu wprowadzimy pewne korekty. Zwykły mikrocykl rozpisany jest bowiem od poniedziałku do soboty/niedzieli. Samo to, że wracamy jest podstawą naszych dalszych kroków - podkreśla Brede.

Z podobnego założenia wychodzi Lesisz. - My zawsze myślimy tylko o najbliższym meczu. Najpierw niech do niego dojdzie, zagrajmy więc z Odrą Opole, niech do nas przyjedzie. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, ale wiadomo że po drodze coś się może rozsypać i ktoś się zarazi. Z jednej strony tworzymy ramowy harmonogram pracy, z drugiej strony jest mały procent niepewności, czy się uda na pewno. Niemniej robimy wszystko, by być w pełni przygotowanym na pierwsze spotkanie - zaznacza członek sztabu szkoleniowego drużyny z Radomia.

Janicki: - Oglądałem w weekend Bundesligę i odbiór spotkań z pustymi trybunami jest inny niż z kibicami. A to przecież jedna z najlepszych lig na świecie. Trzeba się przyzwyczaić do takich warunków. Mamy swoje cele, walczymy o marzenia, o realizację których będziemy się bić do samego końca. Oglądałem w niedzielę pojedynek Bayernu z Unionem. Chciałem zobaczyć Lewandowskiego, który goni rekord Gerda Muellera. Muszę przyznać, że poziom spotkania nie porwał, doczekałem się jednak bramki "Lewego". Tak jak wszyscy piszą: świat wraca do normalności, bo Robert po przerwie już strzela.

Jaskot: - Czujemy się wyróżnieni, że jako jedni z pierwszych wznawiamy piłkarski sezon w Polsce. Do Mielca przyjeżdża wielki polski klub, Lecha przyjmiemy tu z należytym mu szacunkiem. Zainteresowanie spotkaniem było ogromne, sprzedalibyśmy wszystkie bilety. To dla nas drogowskaz na przyszłość. Musimy awansować, żeby móc co tydzień rozgrywać spotkania z takimi rywalami jak Lech, Legia, Wisła. Ten stadion na pewno w ekstraklasie będzie się zapełniał. W wielu kwestiach trzeba dostosować się do nowych okoliczności. Spotkanie z Lechem pozwoli nam dopiąć organizacyjne szczegóły przed ligą.