Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zbigniew Kowalewski - więcej niż kierownik Wigier

Jaki by w ostatniej dekadzie nie grał piłkarz w Wigrach, ten spotkał w klubie Zbigniewa Kowalewskiego, który jest ikoną biało-niebieskich. Jego związek z Wigrami trwa już niemal trzy dekady!

Zapytajcie kibica Wigier, czy wie kim jest Zbigniew Kowalewski. Jedni powiedzą, że to były piłkarz, inni nazwą go legendą, jeszcze inni słusznie zauważą, że jest kierownikiem. I wszyscy będą mieli rację. W końcu chodzi o postać ikoniczną dla tego suwalskiego klubu. 

Swoją historię w Wigrach pan Kowalewski zaczął pisać w 1978 roku, trzynaście lat po narodzinach. - W Wigrach pracował ś.p. Kazimierz Lewandowski, który prowadził nabór młodych piłkarzy do klubu. Nie było wówczas akademii, szkółek piłkarskich, zawodnicy byli werbowani na podstawie rozgrywek szkolnych, w których to reprezentowałem swoją szkołę - opowiada.

Grał na pozycji defensywnego pomocnika, chociaż jako młodzieżowiec zdarzało mu się występować w seniorach także na boku pomocy. Jak sam mówi trochę tych pozycji zwiedził. - Na początku byli trampkarze Wigier. Tylko kilka meczów zagrałem w juniorach. Do seniorów trafiłem już w wieku junior młodszy - podkreśla. 

Wigry w owym czasie występowały na trzecim poziomie rozgrywkowym (dzisiejsza 2 liga). Raz w erze Zbigniewa Kowalewskiego zdarzył im się spadek. Po sezonie jednak suwalczanie wrócili na ten szczebel. - Większość piłkarskiego życia w Wigrach spędziłem w obecnej 2 lidze - tłumaczy Kowalewski, który był w szatni z innym Kowalewskim - Wojciechem. - Graliśmy razem przez chwilę, gdy powoli kończyłem z grą. Wojtek miał szczęście, że szybko trafił do Legii. Zapracował na to. Wiemy już jak potem potoczyła się jego kariera - dodaje.

- Na boisku w biało-niebieskiej koszulce uzbierało się ponad 300 meczów. Do tego ok. 20 bramek. Nie strzelałem zbyt wielu goli, ale jak już strzelałem to takie, o których wszyscy pamiętali. To były spektakularne bramki - z dalszej odległości, z rzutu wolnego. Byłem zawodnikiem zagrywającym, asystującym przy bramkach - kontynuuje piłkarskie wspomnienia bohater tej opowieści. - W moich latach gry przez zespół przewinęli się tacy piłkarze jak Krzysztof Kropiwnicki, Romuald Wiszniewski - obaj grali w pierwszoligowym Bałtyku Gdynia. Barw ekstraklasowych Szombierek Bytom bronił Edward Ambrosiewicz. Uczyłem się piłki przy Ołowniuku, Śliwińskim, Bołądziu - na ówczesne czasy to byli piłkarze z umiejętnościami na wyższą ligę. No ale wtedy przywiązanie do klubu było czymś bardzo ważnym.

Sam jest związany z Wigrami od 1978 roku. - Grę w piłkę zakończyłem po sezonie 1997/98. Następnie miałem kilkunastoletnią przerwę od Wigier. Trzeba było inaczej zarabiać na życie. Poszedłem pracować do straży granicznej. Po piętnastu latach przeszedłem na emeryturę i wtedy dostałem telefon z Wigier, czy nie chcę wrócić. Długo się nie zastanawiałem. Kierownikiem zostałem po roku, gdy przejąłem obowiązki Jana Adamczewskiego - mówi. 

W tej roli pan Kowalewski współpracuje z Wigrami już ósmy rok. - Jestem bardzo mocno zżyty z klubem, całe życie uczestniczyłem w jego rozwoju, budowie. Kolejne awanse, już ze mną w roli kierownika, w pewien sposób zaspokoiły mój niedosyt z boiska - przyznaje.

Jako kierownik drużyny zaczął pracować na zmodernizowanym stadionie. Stadion przy ul. Zarzecze 26 dysponuje obecnie blisko trzema tysiącami miejsc siedzących, oświetleniem, podgrzewaną murawą i innymi atrybutami nowoczesnego obiektu. - W miejscu starego budynku klubowego stoi hotel. Wcześniej znajdowały się tu charakterystyczne dla tamtych czasów podłużne baraki, gdzie były szatnie, biuro administracji, magazyn. Szatnie przeniesiono do nowego budynku, na boisko wychodzimy z podziemia. Z roku na rok stadion się zmieniał. Pamiętam dzień inauguracji sztucznego oświetlenia. Przyznam, że serce mi mocniej zabiło. Cieszyłem się jednocześnie i smuciłem, że nie było mi dane grać w takich warunkach w Wigrach. Teraz to warunki są super, wliczając w to bazę. Nawet jak wychodzę z zawodnikami na trening to w myślach widzę stary obiekt, kiedy sam na nim występowałem. Szkoda, że te lata tak szybko minęły... - wzdycha.  

Jakie dostrzega plusy bycia kierownikiem? - Bardzo sobie cenię spotkania i rozmowy z piłkarzami, trenerami, pracownikami klubu. Od każdej osoby, z każdej rozmowy można się wiele nauczyć. Staram się, aby druga osoba czuła się w mojej obecności dobrze, dbam o podtrzymywanie relacji. Staram się być dla tych wszystkich ludzi jak przyjaciel. Ostatnio w świat z Wigier ruszyło wielu bardzo wielu zawodników, którzy obecnie grają na najwyższym poziomie. To Damian Kądzior, Rafał Augustyniak, Mateusz Radecki, Damian Gąska. Nie było zawodnika, z którym nie miałbym dobrego kontaktu. Ze wszystkimi utrzymuję kontakt. Każdego mile wspominam i myślę, że vice versa. Jak zdrowie dopisze to jeszcze trochę w Wigrach pociągnę. Oby klub jak najlepiej funkcjonował. Moje ciche marzenie jest takie, aby przygoda Wigier z  1 ligą trwała tak długo jak tylko się da - puentuje kierownik, były piłkarz i legenda suwalczan. Jednym słowem: Zbigniew Kowalewski.