Mourinho już nie będzie "The Special One"?

W Portugalii pracuje człowiek, który może sprawić, że przydomek Jose Mourinho - "The Special One" - przestanie być aktualny. Długoletni asystent trenera Realu Madryt podbija serca kibiców Porto, a jego zespół nie zaznał jeszcze porażki. Andre Villas-Boas ma tylko 33 lata, ale już znalazł się pod lupą całego piłkarskiego środowiska.

- Nie nazywajcie mnie arogantem. Jestem mistrzem Europy i myślę, że jestem wyjątkowy - Jose Mourinho potrzebował tylko jednej konferencji prasowej w roli menedżera Chelsea, by zasłużyć na uwielbienie Anglików. Jednak sukcesy, dzięki którym Portugalczyk otrzymał ofertę od Romana Abramowicza są w dużej mierze zasługą Andre Villas-Boasa.

Villas-Boas nie był wystarczająco utalentowany, przez co nie udało mu się spełnić marzeń o karierze piłkarskiej. Los podsunął mu inny pomysł.

Gdy miał siedemnaście lat trenerem Porto został Sir Bobby Robson. Anglik wprowadził się do tego samego budynku, w którym mieszkał Villas-Boas. - Bardzo interesowałem się piłką, więc poszedłem do niego. Chciałem go poznać - opowiada.

Robson dostrzegł u sąsiada cechy wielkiego trenera i wysłał go na Wyspy Brytyjskie. Tam, dzięki znajomościom swojego mentora, Villas-Boas zdobył kwalifikacje UEFA C. Nielegalnie, bo był za młody. W kolejnych latach zapewnił sobie UEFA B, a wreszcie UEFA A. W międzyczasie został selekcjonerem reprezentacji Brytyjskich Wysp Dziewiczych. - Dopiero odchodząc powiedziałem im, że mam 21 lat - śmieje się Villas-Boas.

Portugalczyk wrócił do rodzinnego Porto, gdzie zatrudniono go w roli szkoleniowca drużyny U-19. Rok później trenerem pierwszego zespołu został Jose Mourinho.

Uczeń "Wyjątkowego"

Obaj panowie już się znali, bo gdy Sir Bobby Robson pomagał Villas-Boasowi, jego tłumaczem i asystentem był właśnie Mourinho. - Jose poprosił mnie, bym stworzył Wydział Obserwacji Przeciwników - mówi Villas-Boas. WOP był tajnym wywiadem Porto, który zajmował się przygotowaniem akt dotyczących najbliższego rywala zespołu. Krótko mówiąc, Villas-Boas szpiegował treningi innych drużyn - jak sam mówi, zazwyczaj incognito - i przekazywał informacje Mourinho.

Po wygraniu Ligi Mistrzów do trenera Porto napłynęły oferty z całego świata. Wybrał propozycję Romana Abramowicza, nowego właściciela Chelsea, który chciał zbudować w Londynie potęgę. Dużo mówi się o tym, że do pierwszych ruchów Mourinho należało kupno jego ulubieńców z Porto, ale niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, że wraz ze swoim szefem do Anglii przeprowadził się też Villas-Boas. Chelsea potrzebowała przecież WOP-u.

Angielscy dziennikarze, którzy sześć lat temu zainteresowali się młodziutkim pomocnikiem "The Special One" usłyszeli od Mourinho, że Villas-Boas to jego "oczy i uszy".

Andre nie miał problemów z aklimatyzacją na Wyspach. Wcześniej zdobył tam przecież kwalifikacje, a - jakby tego było mało - jego babcia urodziła się w północno-wschodniej Anglii. Villas-Boas posługuje się bezbłędną angielszczyzną.

Po trzech latach Mourinho przeniósł się z Chelsea do Interu Mediolan. Ponownie podążył za nim jego wierny podopieczny, ale ich drogi wkrótce się rozeszły. Villas-Boas spędził w Mediolanie tylko sezon, bo potem otrzymał ofertę od portugalskiej Akademiki. W siedmiu spotkaniach drużyna uzbierała ledwie trzy punkty i nikt nie dawał jej szans na utrzymanie w ekstraklasie.

Klon "Wyjątkowego"

Kilka miesięcy po tym, jak Villas-Boas otrzymał swoją pierwszą samodzielną pracę, Portugalczycy przecierali oczy. Academica skończyła sezon na jedenastym miejscu, a od strefy spadkowej dzieliło ją dziesięć punktów. Zbiegło się to w czasie z kryzysem Porto, które pierwszy raz od pięciu lat nie zostało mistrzem kraju.

Gigant ligi portugalskiej postawił na żółtodzioba. W wieku 33. lat Villas-Boas został najmłodszym trenerem w całej lidze. Po czternastu kolejkach Porto pozostaje niepokonane i jest liderem. Drużyna straciła tylko pięć goli, a w najciekawszym meczu rundy rozgromiła mistrza kraju, Benfikę, 5:0. Kilka miesięcy wcześniej klub opuściły jego filary - Raul Meireles i Bruno Alves. Jedynym wielkim zakupem był transfer Joao Moutinho ze Sportingu Lizbona. Latem Porto więcej zarobiło niż wydało, ale mimo to jest niepokonane. Również w Pucharze Portugalii i Lidze Europy.

Villas-Boas jest nieustannie porównywany do Mourinho, bo jego szef przeszedł praktycznie identyczną drogę. Też jest niespełnionym piłkarzem; przez lata był asystentem Sir Bobby'ego Robsona, z którym pracował w Sportingu, Porto i Barcelonie, ale opuścił go, gdy pojawiła się okazja do samodzielnej pracy. Potem - już w roli trenera - wygrał Ligę Mistrzów z Porto i odszedł do Chelsea, a stamtąd do Interu, gdzie znów podbił Europę i znalazł uznanie w oczach kierownictwa Realu Madryt.

"Wyjątkowy"?

Jak na razie Villas-Boas nie tylko wiernie podąża ścieżką wyznaczoną przez Mourinho, ale wręcz ją poprawia. Jego Porto pobiło rekord spotkań bez porażki ustanowiony przez "Wyjątkowego", a teraz tylko go śrubuje. Podobnie jak "The Special One", Villas-Boas jest na najlepszej drodze, by wygrać potrójną koronę - tę samą, którą Mourinho zdobył w swoim pierwszym pełnym sezonie pracy na Estadio do Dragao.

Dzięki Villas-Boasowi po sześciu latach Porto znów znalazło się w gronie najbardziej interesujących drużyn Europy. Ale czy młody szkoleniowiec będzie w stanie powtórzyć największe sukcesy swojego poprzednika? Stawka jest ogromna: tytuł "The Special One" i, zapewne, przeprowadzka do Anglii. Tym razem nie w roli szpiega.

Osiem goli Realu w Pucharze Króla - Mourinho przegrał zakład ?

Więcej o: