Rosjanie zbadali sprawę Rybusa. Jest decyzja. Wszystko w porządku

Ekspercka Komisja Sędziowska przy prezesie Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej oceniła zachowanie Macieja Rybusa w meczu Achmat Grozny - Spartak Moskwa. Nie wini sędziego za to, że Polak dostał czerwoną kartkę.

W sobotnim meczu ligi rosyjskiej Maciej Rybus najpierw sfaulował Darko Todorovicia. Później w nerwach wykopał piłkę, a na koniec wdał się w przepychankę. Gdy sytuacja się uspokoiła, sędzia wyliczył Rybusowi przewinienia i pokazał mu dwie żółte kartki, a na koniec czerwoną. W rosyjskich mediach na Polaka spadła duża krytyka. - Maciej popełnił duży błąd, ale już za niego przeprosił. Jestem przekonany, że wyciągnie wnioski na przyszłość - powiedział po meczu Guillermo Abascal, szkoleniowiec Spartaka Moskwa.

Zobacz wideo Rozmowa z Christianem Falkiem z Bilda o transferze Roberta Lewandowskiego

Lewandowski na treningu BarcelonySkok Lewandowskiego do raju? Cannes, Dolce Gabbana i Sitges. "Inny człowiek"

Maciej Rybus słusznie z czerwoną kartką

Po spotkaniu oberwało się również sędziemu Władysławowi Bezbordowemu, który był krytykowany za podjęcie aż pięciu bardzo kontrowersyjnych decyzji (m.in. czerwona kartka Rybusa). Spartak Moskwa postanowił nawet złożyć protest. Ekspercka Komisja Sędziowska przy prezesie Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej (ESK RFU) postanowiła rozpatrzyć odwołanie rosyjskiego klubu.

Ostatecznie okazało, że na boisku wszystko było w porządku. ESK FFU nie znalazła błędów w pracy sędziego Bezborodowa. Jego decyzje zostały uznane za słuszne we wszystkich aspektach - informuje rosyjski portal "RB Sport".

Mecz zakończył się remisem 1:1. W doliczonym czasie pierwszej połowy bramkę dla Achmata zdobył Artiom Timofiejew, a w 84. minucie wyrównał Victor Moses.

Pożegnanie Artura BorucaByły obawy o stypę, było wesołe pożegnanie. Boruc godnie rozstał się z Legią

Maciej Rybus to pierwszy od 2010 roku zawodnik Spartaka Moskwa, który wyleciał z boiska w 1. kolejce sezonu. Ostatni raz doświadczył tego Aleksandr Szeszukow w derbach z Dinamem (0:1).

Więcej o: