Brudne pieniądze w Premier League. Relacje 15-letniej Cariny przerażają

Kacper Sosnowski
Po ataku Rosji na Ukrainę kluby Premier League z jednej strony odcinają się od rosyjskich firm, ale z drugiej wciąż inkasują olbrzymie wpływy od azjatyckich bukmacherów zarejestrowanych na Filipinach. Raport, który prześwietla ich działalność, jest bezwzględny. Sponsorzy ośmiu angielskich klubów mogą czerpać profity z przymuszania do pracy, handlu ludźmi i prostytucji dziewczynek.

Czy angielskie kluby ostatnio zyskały w oczach fanów na świecie? Tak zapewne jest. Po inwazji Rosji na Ukrainę dość szybko zajęły się zrywaniem powiązań z Rosją. Manchester United zakończył umowę z liniami lotniczymi Aeroflot. Właściciel USM Holdings, Alisher Usmanov musiał pożegnać się z Evertonem. Biznesmen Roman Abramowicz ogłosił, że sprzedaje Chelsea. Anglicy zapowiedzieli też, że będą bojkotować mecze z Rosjanami. Gdyby jednak dokładniej przyjrzeć się skąd pochodzą pieniądze, które zasilają futbol na Wyspach, włos i tak będzie jeżył się na głowie. 

Zobacz wideo Wielki powrót Cristiano Ronaldo. "Lepiej nie mógł sobie tego wymarzyć"

Wyraźny związek między rozwojem branży bukmacherskiej a prostytucją 

Filipiński senat już od miesiąca zna treść raportu nr 542 opisującego to, co dzieje się w kraju w związku z obecnością bukmacherskich firm. Tych w ciągu dekady namnożyło się jak grzybów po deszczu, zgodnie zresztą z wolą państwa, przy ogromnych wpływach do budżetu.  Ale działalność bukmacherów staje się coraz bardziej problematyczna. To dlatego przez dwa lata zastępca dyrektora Specjalnego Biura Śledczego oraz szef jednostki dochodzeniowej policji w Makati brali udział w operacji, która miała zweryfikować ich przypuszczenia. I potwierdzono, że działalność firm oferujących gry hazardowe wiąże się z łamaniem sporej liczby paragrafów.

"Istnieje wyraźny związek między rozwojem branży bukmacherskiej, a wzrostem przypadków prostytucji i handlem ludźmi" - oznajmili autorzy raportu. Operatorzy gier hazardowych "uczynili Filipiny miejscem docelowym przerzutu kobiet będących przedmiotem handlu na niespotykaną wcześniej skalę" - czytamy w raporcie. Dlaczego tak się stało?

Piesek Putina jest gotowy do wszystkiego. Jest w pełni oddany prezydentowi RosjiPiesek Putina jest gotowy do wszystkiego. Jest w pełni oddany prezydentowi Rosji

Liczba zarejestrowanych operatorów gier na Filipinach przed pandemią koronawirusa sięgała 60, obecnie zmalała do 40. Przynajmniej takie są oficjalne dane Filipińskiego Operatora Gier. Do nich trzeba doliczyć też ponad 30 firm działających w kraju nielegalnie. W sumie zatem kilkadziesiąt firm, które mają swoje siedziby na Filipinach, obsługuje znaczną część kontynentu azjatyckiego. Dla mieszkańców wielu azjatyckich krajów, w których hazard jest nielegalny (np. Chiny, poza Makau i Hongkongiem), są one internetową bramą do świata obstawiania - uśmiechu losu lub finansowych tarapatów.

Okazuje się, że są też bramą do handlu ludźmi. Filipiński raport odnotowuje, że w latach 2017-20 granice państwa przekroczyło 4 mln Chińczyków, którzy często korzystali z wiz turystycznych, a potem rozpływali się bez śladu. W przekraczaniu granicy regularnie pomagały im zresztą miejscowe służby graniczne, które przyczyniły się do handlu ludźmi. W zamian za łapówki znane jako "pastillas" (zwinięte opakowania banknotów przypominały opakowania cukierków), kontrole były ograniczane. Jak odnotowano w raporcie -  90 proc. personelu na międzynarodowym lotnisku w Manili brało "pastillas" w wysokości minimum 40 dolarów amerykańskich, za wpuszczenie jednej osoby.

Filipiny z przymusu i 14-latki dla klientów kasyn

Ale, jak zauważono w raporcie, spora część z tych osób na Filipiny trafia nie tylko nielegalnie, ale także - wbrew swojej woli. Jedni byli zmuszani do przyjazdu, aby uregulować własne długi hazardowe, a inni byli dostarczani jak towar i zmuszani do pracy: informatycznej, seksualnej oraz handlu narkotykami. Te działki nielegalnego biznesu kontrolują na Filipinach chińskie gangi. W raporcie wprost odnotowano, że niektóre kasyna w Manili służą wręcz jako domy publiczne, tworzone specjalnie dla chińskich pracowników branży hazardowej. Międzynarodowa Organizacja Pracy oszacowała, że na Filipinach, gdzie prostytucja jest nielegalna, swoje ciało sprzedaje od 500 do 800 tys. osób. W dużej części - nieletnich. Relacje 15-letniej Cariny, do której dotarli śledczy przygotowujący raport, są wstrząsające. Mowa w nich o kwotach, "oknach wystawowych" w kasynach i narodowościach stręczonych (i jeszcze młodszych) dziewczynek, a także ich problemach z chorobami weneryczymi.

"Nigdy nie mówiłam, że byłam molestowana". Shuai Peng prostuje. Ale czy z własnej woli?

Filipiński raport szczegółowo opisuje procesy, jakie zachodzą w kraju w związku z działalnością wielu bukmacherskich operatorów. Nie wymienia żadnych firm z nazwy, ale sugeruje wprost, że cała branża działa w taki sam sposób. Potrzebuje reklamy i promocji - najczęściej w krajach, w których hazard jest nielegalny. I tu wracamy do Premier League, której kluby są znakomitą platformą do reklamowania ich oferty. Wykupione na meczach bandy reklamowe i miejsca na koszulkach piłkarzy podczas transmisji trafiają do milionów widzów w Azji. Zasadnym pytaniem jest: czy kluby Premier League wiedzą kogo promują lub, czy w ogóle chcą to wiedzieć?

Ośmiu filipińskich sponsorów w Premier League

Ośmiu działających na Filipinach internetowych operatorów gier hazardowych posiada umowy sponsorskie z klubami Premier League. Są to i8.bet (Everton), SBOTOP/SBOBET (Leeds United), Fun88 (Newcastle i Tottenham), ManBetX (Wolverhampton), HTH (Manchester United i Leicester), LoveBet (Leicester), Leyu.com (Chelsea) i W88 (Crystal Palace i Leicester). Jak ustalił sportowy portal śledczy Josimar - 188BET, czyli partner Liverpoolu (ale też choćby Bayernu Monachium), również wydaje się być powiązany z Filipinami. Mansion Bet, znany również jako M88, partner Newcastle United w latach 2019-2021 i Bournemouth w latach 2019-20, też jest własnością firmy z Filipin. Słowem, powiązania z tamtejszymi bukmacherami ma połowa ligi. I nie przeszkadza im fakt, że na szemranych biznesowych koneksjach z azjatyckimi krajami można było się już sparzyć.

Yabo Sport, były oficjalny sponsor m.in Manchester United, Bayern Monachium i Paris Saint-Germain, który miał być partnerem na lata, zniknął z dnia na dzień po tym, jak jedną z największych akcji w swej historii walki z bukmacherami przeprowadziła chińska policja. Aresztowano kilka tysięcy osób. Odzyskano miliony nielegalnie zarobionych dolarów.

Norwich anulowało umowę z malezyjską BK8 po tym, jak kibice ujawnili na portalach społecznościowych, że firma używa quasi-pornograficznych zdjęć młodych modelek do promowania swojej marki w Azji. Z kolei Everton, który kiedyś musiał zerwać umowę ze SportPesa. Firma nie płaciła podatków, a jej bułgarski właściciel być oskarżany o oszustwa i ściąganie haraczy. Angielski klub kilka lat temu podpisał umowę z i8.BET, ale oferta dla klientów z Wysp ciągle jest "w przygotowaniu". Wspomniany portal Josimar, który zajął się prześwietleniem tej i innych spółek, przewiduje, że z brytyjską wersją nikt spieszyć się nie będzie, bo najważniejsi są klienci m.in. z Chin, Wietnamu, Tajlandii i Malezji, Singapuru, gdzie rynek online warty jest 1 bilion dolarów. To dla nich, a nie dla kibiców Evertonu, jest i8.

Gra w Gra w "ściskanie za penisa", a to nie koniec. Wstrząsające relacje. "Potem robili to też w domu"

Co ciekawe, w oficjalnym filipińskim rejestrze licencjonowanych operatorów hazardowych i8 w ogóle nie można znaleźć. W azjatyckiej wersji serwisu w momencie zarejestrowania się i zawarcia zakładu, na ekranie widać zdjęcia skąpo ubranych młodych kobiet, a potem następuje przekierowanie na inne strony internetowych bukmacherów (M8BET, MAXBET, NOVA88 i SBOBET). Trzy z nich mają siedzibę na Filipinach i nie posiadają brytyjskiej licencji. Josimar poprosił Everton o podanie danych kontaktowych nowych partnerów i zapytał, czy klub wie kim jest i jak funkcjonuje jego sponsor. Serwis skontaktował się również z brytyjską Komisją ds. Hazardu z pytaniem, czy i jak nowi operatorzy są prześwietlani. Zapytał, czy przekierowywanie usług od operatora z brytyjską licencją, który de facto żadnych usług nie świadczy, do innych podmiotów jest zgodne z prawem.

"Gdy operator zawiera umowę z osobą trzecią, oczekujemy w tym procesie należytej staranności w celu upewnienia się, że relacja w żaden sposób nie naruszy koncesji operatora" - to meritum oświadczenia Komisji ds. Hazardu, która spycha odpowiedzialność na innych.

Między ciszą a ciszą

Komisja przyznaje, że o licencje dla chińskich operatorów zwykle stara się jeden pośrednik, specjalizujący się w takich operacjach (TGP Europe Ltd) i to on jest monitorowany - tożsamość realnych beneficjentów tych koncesji nie jest poszukiwana. Na marginesie - media donosiły, że TGP i jej spółki córki były założone i powiązane z grupą SunCity z Makau. Jej właściciel, Alvin Chau, pod koniec listopada został aresztowany wraz z dziesięcioma innymi osobami przez chińskie władze pod zarzutem przynależności do gangu przestępczego.

Everton na pytania dotyczące swego sponsora nie odpowiedział. Podobnie zresztą jak Josimar przez ostatnie kilkanaście miesięcy nie uzyskał odpowiedzi od innych 11 klubów czerpiących korzyści ze współpracy z azjatyckimi bukmacherami. Pytania przeważnie zbywano lub odpowiadano formułką "klub nie omawia dokładnego charakteru swoich partnerstw handlowych".

Kim są zatem azjatyccy właściciele sponsorów ekip z Premier League? Co dzieje się w ich firmach? Fakty odnotowane w filipińskim raporcie skłaniają do tego, by przy każdej takiej współpracy na powyższe pytania znajdować dokładne odpowiedzi.

Więcej o: