Wielu kpi z jego wniosków, a on rewolucjonizuje futbol. Na naszych oczach

Dawid Szymczak
Kiedy angielscy kibice dopiero ocierali łzy po przegranym w rzutach karnych finale Euro, 25-letni Sammy Lander miał już gotową analizę, minuta po minucie, dlaczego właśnie to rezerwowi zepsuli serię jedenastek. I choć wielu kpi z jego wniosków, to on rewolucjonizuje futbol. Na naszych oczach.

Sytuacja z finałowej dogrywki, w której Gareth Southgate wpuścił na boisko Markusa Rashforda i Jadona Sancho, jeszcze wcześniej - w 70. minucie - Bukayo Sakę, a następnie oni trzej zmarnowali rzuty karne, stała się dla Sammy'ego Landera przepustką do wielkiej piłki. Od dawna miał przekonanie, że w futbolu nie wykorzystuje się potencjału rezerwowych, ale dopiero w finale Euro dostał na tyle jaskrawy przykład, aby zawrócić w głowie prezesowi AFC Wimbledon - innowacyjnego klubu z angielskiej trzeciej ligi. 

Zobacz wideo Messi futbolowym królem, PSG z szybkim marketingiem. Kulisy Złotej Piłki

Sammy Lander nigdy nie grał w piłkę, nie widzi na jedno oko, ale rewolucjonizuje futbol

Angielscy kibice nie otarli jeszcze łez, a Lander już miał gotową analizę rozgrzewki, którą przed wejściem na boisko wykonali Rashford i Sancho. - Po wstaniu z ławki powoli szli za linię końcową. Tam rozgrzewali się około 11 minut, a następnie przez siedem minut stali nieruchomo, oglądając mecz. Później przez dwie minuty rozciągali pachwiny. Tuż przed wejściem na boisko przez minutę siedzieli na ławce. Moim zdaniem, nie byli ani fizycznie przygotowani do wejścia, ani odpowiednio skoncentrowani na zadaniu - wyliczał.  

Kiedyś AFC Wimbledon kojarzony był jako "szalony gang", ale dzisiaj to banda kujonów. W klubie pracuje wielu trenerów mających bardzo wąską specjalizację: jest - wzorem Liverpoolu i Thomasa Gronnemarka - trener od wrzutów piłki z autu, trener od stałych fragmentów, trener młodzieży, która dopiero wchodzi do zespołu i trener mentalny. Lander czuł, że znajdzie się tam miejsce również dla niego - pierwszego w historii piłki nożnej trenera zmienników.

Skąd w ogóle pomysł, żeby zajmować się zawodnikami siedzącymi na ławce? Z autopsji.

Kibice Legii WarszawaPiłka nożna to nie jest sport dla Polaków. Mioduski też długo nie wytrzyma

Lander nigdy nie grał w piłkę, bo w dzieciństwie w wypadku samochodowym stracił wzrok w jednym oku. Marzył jednak, by zostać trenerem. Jeszcze niecałe dwa lata temu był asystentem w Weymouth na piątym poziomie rozgrywkowym i skautem w akademii drugoligowego Bournemouth. I już wtedy podczas analiz zauważał, że ten sam piłkarz gra inaczej, jeśli zaczyna mecz w pierwszym składzie i inaczej, gdy wchodzi z ławki rezerwowych. W drugim przypadku częściej przytrafiają mu się niecelne podania, nieudane przyjęcia piłki czy błędy w ustawieniu. Większość z nich można wytłumaczyć brakiem koncentracji.

Później Lander zobaczył w telewizji rezerwowych Manchesteru United, siedzących z założonymi rękami, znudzonych i nieobecnych. Wydawali się rozczarowani decyzją trenera i zniechęceni. Lander obstawiał, że żaden z nich nie pomoże zespołowi, gdy już wejdzie na boisko. Nie pomylił się. I tak - krok po kroku - rodził się w jego głowie pomysł, by zostać trenerem odpowiedzialnym tylko za rezerwowych: za przeprowadzenie odpowiedniej rozgrzewki, za nakreślenie zadań przed wejściem na boisko, a przede wszystkim za utrzymanie w nich motywacji. 

Przełom przyszedł jednak na początku pandemii. Przez przypadek. - Przed jednym z meczów wielu naszych piłkarzy zachorowało, więc trener zapytał, czy mogę włożyć strój i robić za rezerwowego. Zgodziłem się. Zamiast w dresie, siedziałem na ławce w koszulce i spodenkach. Nie przypuszczałem, że będę musiał wejść na boisko. W końcówce meczu nasz napastnik doznał jednak kontuzji, a ja pozostałem jednym rezerwowym. Gdy trener zapytał, czy jestem gotowy wejść na te kilka minut na boisko, spanikowałem. "Nie jestem, nie spodziewałem się" - opowiadał.

AFC Wimbledon wygrał 5:3. Jeden z rezerwowych strzelił gola, drugi zaliczył asystę

Na wrześniowym meczu Wimbledon - Portsmouth, w którym gospodarze po pierwszej połowie prowadzili 2:1, obecni byli dziennikarze "The Athletic". Tak opisali to, co działo się w przerwie: "Siedmiu rezerwowych Portsmouth skierowało się do szatni, by posłuchać wskazówek trenera. Siedmiu rezerwowych Wimbledonu pobiegło w tym czasie na drugą stronę boiska i momentalnie rozpoczęło serię biegów i ćwiczeń z piłką. Trenowali indywidualnie i grupowo. Bardzo intensywnie, pod czujnym okiem Sammy’ego Landera. Po jedenastu minutach na boisko wrócili rezerwowi Portsmouth. Dobrali się w pary, ustawili 30 metrów od siebie i leniwie podawali piłkę".

Zaraz po przerwie goście wyrównali. W 57. minucie trener Wimbledonu Mark Robinson wprowadził pierwszego rezerwowego. W 70. minucie dołożył dwóch kolejnych. Osiem minut później goście wyszli na prowadzenie. Ale końcówka całkowicie należała do Wimbledonu, którego piłkarze strzelili trzy gole w kwadrans i wygrali 5:3. Jeden z rezerwowych zdobył, drugi asystował. Natomiast trener Portsmouth dokonał tylko jednej zmiany, która nie wpłynęła wyraźnie na przebieg meczu.

- Przerwa w meczu to dla mnie najważniejszy czas. Mam kwadrans na przeprowadzenie minitreningu. Ten czas w meczu z Portsmouth wykorzystaliśmy bardzo dobrze. Każdy zawodnik wykonał około 200 dotknięć piłki. Miał okazję ją poczuć. O to nam chodzi. Rozgrzewka dla rezerwowych w przerwie w niczym nie może być gorsza niż przedmeczowa dla piłkarzy przewidzianych do gry od początku. Dzielimy zawodników na grupy: obrońcy walczą ze sobą w powietrzu, napastnicy kończą akcję, pomocnicy skupiają się na podaniach. Słowem: robią to, co najbardziej przyda im się w meczu - opowiadał Lander dziennikarzom "The Athletic".

W tym roku świąt nie będzie? Omikron zbiera żniwo w Premier League. Fatalne dane o szczepieniach w lidzeW tym roku świąt nie będzie? Omikron zbiera żniwo w Premier League. Fatalne dane o szczepieniach w lidze

"Marcus Rashford i Jadon Sancho przed wejściem na boisko w finale Euro nie dotknęli piłki!"

- Naszego rezerwowego nie nazywamy "zastępcą". Wolimy określenie "finiszer", "piłkarz kończący". Przekaz jest inny, odczucia zawodników są lepsze. Odchodzimy w ten sposób od hierarchii na danych pozycjach, a skupiamy się bardziej na fragmentach meczu. Ktoś zaczyna, ktoś kończy. Ale obaj czują się ważni. Piłkarze muszą być gotowi psychicznie, technicznie, taktycznie i fizycznie, aby od razu po wejściu pomóc zespołowi. To była kolejna obserwacja: zawodnik wchodził na boisko, ale mijało kilka minut, zanim się rozkręcił. Mamy zatem specjalne ćwiczenia, które mają ten czas skrócić do minimum. Rozgrzewka nie może odbywać się bez piłki, a tak zazwyczaj się dzieje - mówił Lander w "El Confidential".

- W finale Euro Saka, Sancho i Rashford przed wejściem nie dotknęli piłki! To jak z prowadzeniem samochodu: jeśli jeździsz codziennie, wrzucasz jedynkę bez problemu i ruszasz. Nie zastanawiasz się, robisz to automatycznie. Jeśli jednak masz długą przerwę w prowadzeniu samochodu, na początku musisz się delikatnie skoncentrować, by auto ci nie zgasło. Ale po chwili znów dobrze czujesz swój samochód i nie skupiasz się na ruszeniu. Dlatego chcemy, by zawodnik pierwsze podania i dryblingi wykonał poza boiskiem i w czasie meczu nie musiał się na tym skupiać. Ma wyjść na boisko i działać automatycznie - tłumaczył Lander.

- Poza tym, rezerwowi często "wyłączali się" w trakcie meczu. Moim zadaniem jest pobudzać ich uwagę. Siedzimy więc na ławce i dyskutujemy: co piłkarz na jego pozycji robi dobrze, co po wejściu może zrobić lepiej od niego, w czym jego przeciwnik ma braki, co można wykorzystać - opowiadał "BBC". - Zresztą, samo to, że nasz klub zatrudnia trenera zmienników, pokazuje im, że są bardzo ważni.

Chińczycy mogą śmiać się z bojkotu. Budują stadion za stadionem. Chińczycy mogą śmiać się z bojkotu. Budują stadion za stadionem. "Klejnot"

"Kto następny? Trener od podawania bidonów?"

Nieprzekonani kpią, że następny trener w Wimbledonie będzie odpowiedzialny za podawanie bidonów. - Zyski są marginalne, ale są. Na tym polega dziś futbol, by minimalnymi kroczkami iść do przodu i zwiększać przewagę nad rywalami. Statystyki pokazują, że z 30 goli, siedem strzelili rezerwowi. To najlepszy wynik w lidze. Ale liczby nie oddają wszystkiego. Czasami defensywny pomocnik nie ma udziału przy golu, ale jesteśmy z niego zadowoleni, bo odsunął grę od naszej bramki, pomógł nam w pressingu albo utrzymywaniu się przy piłce. Trudno wyczytać to ze statystyk. Ale nie sądzę, że to koniec. Mam jeszcze sporo pomysłów. Rezerwowi będą znaczyć jeszcze więcej - zapewnia Lander.

Więcej o: