Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Byli wzorem do naśladowania dla Polaków, teraz są pośmiewiskiem. Chaos, klub płonie

Jeszcze niedawno było tam siedem z rzędu mistrzostw Szwajcarii, setki milionów z transferów i wygrana z United czy City w Lidze Mistrzów. Teraz są ligowe upokorzenia, sądowa walka o władze i kibice masowo oddający karnety. "FC Basel płonie!" podsumował "Blick" historię klubu, który miał być wzorem dla polskich klubów, głównie Legii.

Być polską Bazyleą. Takie było marzenie nie tylko warszawskiej Legii, ale pewnie niejednego klubu ekstraklasy. W ciągu kilku lat solidna szwajcarska drużyna stała się krajowym hegemonem. Zdobyła osiem mistrzowskich tytułów z rzędu (w latach 2010-2017), a w XXI wieku zapewniła ich sobie aż 12. Do tego straszyła i często zabierała punkty europejskim gigantom w Lidze Mistrzów, w której przez dekadę grała dość regularnie. Wygrywała m.in. z Bayernem Monachium (1:0), Benficą Lizbona (5:0), Manchesterem United (1:0) czy Manchesterem City (2:1), a w Lidze Europy zdołała dotrzeć do półfinału, pokonując bogatszy Zenit Sankt Petersburg czy Tottenham i zatrzymując się dopiero na Chelsea. Klubowy progres było widać też w transferach. W ciągu sześciu lat przychody z nich wzrosły z 3,6 mln zł do równowartości ponad 220 mln zł w 2016 roku. To pewnie dlatego prezes Dariusz Mioduski od dawna publicznie mówił, że Bazylea jest klubem, na którym warto się wzorować. Poszedł nawet za ciosem i w 2018 roku ogłosił, że doradcą zarządu Legii został Bernhard Heusler, wieloletni prezydent FC Basel i jeden z twórców sukcesu szwajcarskiej drużyny. Heusler współpracuje z Legią do dziś, a na swój były klub patrzy ze smutkiem. Odkąd opuścił ekipę z St. Jakob Park, ta pogrąża się w chaosie. Przytaczając słowa magazynu "Blick", można powiedzieć, że "płonie".

Zobacz wideo Dariusz Mioduski tłumaczy, jak będzie budowana Legia Warszawa [SEKCJA PIŁKARSKA #50]

Zwracane karnety i skumulowana złość kibiców

W kwietniu tego roku szwajcarskie media i portale społecznościowe obiegły zdjęcia kolejek kibiców, którzy ustawiali się do klubowych kas, by oddać zakupione wcześniej karnety na mecze. Zaapelowało o to główne stowarzyszenie kibiców. Fani chcieli w ten sposób wyrazić swój kolejny protest przeciwko wszystkiemu, co dzieje się w klubie i wokół niego, a co powoduje jego słabość sportową i coraz częściej czyni Basel przedmiotem pośmiewiska.

Częścią akcji kibiców było też porzucenie swoich szalików, koszulek flag na centralnym placu miasta, gdzie zwykle świętowano klubowe sukcesy. Teraz na Barfusserplatz powstał smutny pomnik z pozostawionych przedmiotów i haseł wzywających do ustąpienia przez obecne władze.

Wszystko w Bazylei zaczęło komplikować się po odejściu wspomnianego Heuslera, który po fali sukcesów oznajmił, że "klub potrzebuje nowych bodźców". Człowiek, który na stołku prezesa i właściciela FC Basel pojawił się po Heuslerze, Bernhard Burgener, już po swych pierwszych dniach urzędowania nie zyskał przychylności fanów. Najpierw uznał, że nie ma co przedłużać kontraktu trenerskiego Ursa Fischera, cenionego szkoleniowca, który właśnie wywalczył drugie mistrzostwo z rzędu, a potem wziął się za biznesy w Azji. Chociaż wstępnie zapewniał fanów o polityce promującej własnych zawodników, to zainwestował w indyjski Chennai City FC. Tłumaczył, że tamtejszy rynek jest futbolową i biznesową przyszłością, że na pewno da się z niego wyławiać znakomitych piłkarzy. Wśród kibiców nie zyskała też uznania inicjatywa rozwijania sekcji e-sportowej i chwalenie się pozyskaniem jednego z najlepszych graczy w FIFĘ, co zbiegło się akurat z jedną z najgorszych porażek w historii klubu w świecie realnym. Przegrana w meczu z Young Boys aż 1:7 dla fanów z Bazylei była mocnym upokorzeniem. Jak opisywał w swoim tekście Łukasz Godlewski, na boisku w Bernie pojawiły się wtedy rzucane przez fanów gości piłki tenisowe i kontrolery do gier, a na trybunach również "sektorówka" z symbolem "pauzy" i kilka banerów z wulgarnymi napisami.

Spory, sportowa niestabilność i absurdalne zwolnienia trenerów

Frustracja kibiców była wówczas też spowodowana ogólnymi słabymi wynikami sportowymi, albo inaczej - wynikami, które przyzwyczajoną do triumfów Bazyleę rozczarowywały. Krajowe mistrzostwo przeszło do sfery pięknych wspomnień. W lidze dużą przewagę zyskali Young Boys, regularnie notując nad Bazyleą po kilkanaście czy nawet 20 punktów przewagi. W sezonie 2019/20 Bazylei nie udało się już nawet zdobyć wicemistrzostwa kraju. Obecnie drużyna jest trzecia w tabeli i jeśli nie obroni tej lokaty, to nie będzie mogła liczyć na europejskie puchary. Właśnie znowu przegrała z YB tym razem tylko 0:2.

“Nowe władze klubu potrzebowały zaledwie roku, by zamienić FC Basel w zwykły klub piłkarski. Klub piłkarski, którego władze są pogubione - gorzko opisywał sprawę "Neue Zurcher Zeitung". W tym roku Bazylea może znaleźć się poza pucharami już drugi rok z rzędu. Z tą bitwą o Europę w ostatnich latach jest bowiem coraz trudniej. W 2019 klubowi nie udało się zakwalifikować do żadnych pucharów pierwszy raz od 14 lat. Drużyna najpierw poniosła porażkę w eliminacjach Ligi Mistrzów (1:5 w dwumeczu z PAOK-iem Saloniki), by potem przegrać starcie o Ligę Europy z Apollonem Limassol. W klubowych gabinetach robiło się nerwowo. Zmiany trenerów były na porządku dziennym, choć w związku z nimi dochodziło też do abstrakcyjnych sytuacji. Szkoleniowiec Marcel Koller, który poległ w lidze i Europie, ale w 2019 roku wywalczył krajowy puchar (ostatnie trofeum drużyny), został już ponoć zwolniony przez dyrektora sportowego Marco Strellera. Ten funkcję szkoleniowca obiecał Patrickowi Rahmenowi. Tyle że ruch dyrektora ostatecznie zablokował prezes Burgener. Zatrzymał Kollera, a pożegnał się ze Strellerem. To również w tym czasie 10 procent udziałów w FC Basel nabył David Degen, były piłkarz, który po sportowej karierze wraz z bratem Philippem prowadził agencję doradczą dla graczy. To ważny moment, bo ma wpływ na to co w klubie dzieje się dziś, ale o tym później.

Jose Mourinho - Władca Piłki. No, tak jakby... Przecież Chelsea przegrała u siebie z FC Basel 1:2 (do przerwy było 0:1).Liga Mistrzów. Jak FC Basel stało się pogromcą gigantów?

Żeby wokół Bazylei nie było tak czarno trzeba dodać, że drużyna w sezonie 2019/20 doszła do ćwierćfinału Ligi Europy. Z jednej strony potrafiła wygrywać z Eintrachtem Frankfurt czy Getafe, z drugiej w lidze w ciągu miesiąca uzbierać tylko 4 punkty. Trener Koller na długo nie zagrzał w drużynie miejsca. Niedługo po zakończeniu sezonu przejął ją Ciriaco Sforza. Też nie miał szczęścia. Popracował w klubie tylko 7 miesięcy i stracił pracę w kwietniu tego roku. W tym czasie zdołał odpaść z kwalifikacji Ligi Europy oraz krajowego pucharu po porażce z drugoligowcem (2:6) i odsunąć od swoich treningów kapitana drużyny Valentina Stockera. Ten dosadnie i publicznie wypowiadał się o zawodzącej taktyce szkoleniowca i tym, co dzieje się w klubie. Kibice w akcie protestu i wsparcia dla piłkarza, wzięli udział w marszu protestacyjnym. Po mediacjach zawodnika przywrócono. Kapitan dalej w klubie gra, a Sforzy już tam nie ma. Obecnym szkoleniowcem drużyny jest wspominany już Rahmen. Jeśli ktoś kiedyś mówił w Bazylei o potrzebie stabilizacji i spokoju (Bernhard Heusler) to obecnie klub jest prowadzony na zasadzie antytezy tego hasła.

20 mln franków w plecy, arabska pomoc i właścicielski pat

W czasie koronawirusa w Bazylei głośno było o sporach na linii zarząd - piłkarze. Poszło o znaczne obniżenie pensji sportowców. Zawodnicy na warunki klubu nie chcieli się zgodzić, więc cała sprawa trafiła do mediów, co jest teraz powszechnym zwyczajem. Gracze - w retoryce klubu - zostali scharakteryzowani jako skąpi, a klub biedny. Dochodziło do kolejnych napięć. Ponieważ na jaw wyszła informacja, że Basel w 2019 roku stracił 20 mln franków szwajcarskich i trwają poszukiwania nowego inwestora, fani coraz mocniej wzywali właściciela do odejścia (funkcji prezesa się zrzekł). Coraz bardziej zdenerwowani byli, gdy okazało się, że potencjalnym inwestorem ma być firma Centricus. Działająca w Wielkiej Brytanii, ale zasilana pieniędzmi z Arabii Saudyjskiej. Szwajcarzy mają awersję do podejrzanych inwestorów, spowodowaną tym, co działo się choćby w Neuchatel Xamax, Genewie, Grasshoppers, czy Wil.

Dodatkowo teraz w sprawie zmian właścicielskich w FC Basel doszło do sytuacji patowej. Degen, który ma 10 procent udziałów w klubie oznajmił, że chce skorzystać ze swego prawa do pierwokupu akcji od Burgenera.

Komisja zbadała zaniedbania w kurorcie, które przyczyniły się do rozprzestrzenienia koronawirusaNowa wylęgarnia koronawirusa w Europie? Jeden Brytyjczyk zaraził 27 osób. Władze przepraszają

- Jestem gotów wziąć odpowiedzialność za FC Basel. Mam jasną strategię i wsparcie kompetentnych i bardzo doświadczonych ludzi - oznajmił cytowany przez szwajcarskie media.

Burgener na razie na ofertę współudziałowca nie zareagował pozytywnie, a właściwie dał znak, że w ich dokumentach nie ma zapisu gwarantującego mu pierwokup. Prawdopodobnie dalej przygotowywał transakcję z Centricusem. To dlatego Degen wystąpił do sądu i uzyskał tymczasowy nakaz stanowiący o tym, że klub nie może sprzedać udziałów innej stronie, do czasu dokładnego rozpatrzenia sprawy.

Dlaczego Burgener woli sprzedać klub brytyjsko-arabskiej spółce inwestycyjnej, a nie swemu partnerowi? To pole do spekulacji. Kibice i media sugerują, że może łączyć się to z innymi jego biznesami.

"Jeśli nie byłeś na studiach prawniczych, to nie ogarniesz tego, co teraz dzieje się w naszym klubie" - podsumował obecną sytuację jeden z fanów drużyny na internetowym forum.