Liga Europejska. Lech wygrał na śniegu z Bragą

18 minut przed końcem meczu znakomite podanie Siergieja Kriwca zaskoczyło obronę Sportingu Braga, trafiło do Artjomsa Rudnevsa i Lech Poznań wygrał z portugalskim rywalem 1:0. To wynik, który daje mu w rewanżu duże szanse na pierwszy od 20 lat awans polskiej drużyny w pucharach na wiosnę.

Serwis Lecha Poznań na Sport.pl ?

Europejskie puchary to dla Lecha Poznań okazja do wielkiej, światowej wręcz promocji, a jednak w obecnej sytuacji ligowej Kolejorza nie są one priorytetem. Dla trenera Lecha Jose Bakero ten mecz był jednak bardzo ważny. To wszak pierwszy pojedynek, jaki Kolejorz miał rozegrać po autorskich przygotowaniach do sezonu hiszpańskiego szkoleniowca. Prowadzi on Lecha od listopada - debiutował nawet w zwycięskim pucharowym meczu z Manchesterem City (3:1). Wtedy jednak nie on przygotowywał drużynę do rozgrywek. Teraz kondycyjne treningi jakie lechitom zafundował Jose Bakero stały się już w Polsce słynne, bowiem są one wzorowane na tym, jak przygotowują się kluby z ojczyzny trenera Bakero. - Tam to standard - tłumaczy Hiszpan. - Mnie zależy na tym, aby Lech grał pięknie, aby cieszył kibiców i sam siebie ładną grą. Piłkarze powinni wychodzić nawet na trudny trening z radością. Cieszyć się, że mają szansę robić za niezłe przecież pieniądze coś tak wspaniałego, jak trenowanie piłki nożnej i doskonalenie się w niej.

Mecz ze Sportingiem Braga miał być sprawdzianem teorii i zasad trenera Jose Bakero. Trudno jednak było wydobyć z tego spotkania owo upragnione przez Hiszpana piękno. Było to niemal niemożliwie na zimne, ośnieżonej i twardej murawie stadionu przy Bułgarskiej w Poznaniu. Lech ma bowiem szczęście do śniegu. Kiedy dwa lata temu też dotarł w pucharach do rund rozgrywanych w nowym roku, przyszło mu w Poznaniu rywalizować z Udinese w śniegu. Kiedy w tym sezonie eliminował z pucharów turyński Juventus, grał w śnieżycy i mrozie. Teraz, ze Sportingiem Braga było to samo. Wszystkie jednak te pojedynki rozgrywane były podczas kalendarzowej zimy.

Lech przerwie kolejną feralną passę? 'Szanse na awans ogromne'

 

Jose Bakero nie miał więc wiele okazji, by zademonstrować pełne możliwości swego zespołu, ale zademonstrował swoją tendencję do zaskakujących rotacji w drużynie. Skoro ze składu wypadło mu dwóch defensywnych pomocników - Dimitrije Injac i Tomasz Bandrowski, a pozycje te są newralgiczne w wypadku Lecha, postanowił wystawić tam Siergieja Kriwca, a na bok pomocy - Bartosza Ślusarskiego, który przez całe lata był napastnikiem. Tak grał kiedyś, dawno temu w Lechu, potem w lidze portugalskiej, angielskiej, ostatnio w Cracovii. U Jose Bakero będzie jednak bocznym pomocnikiem, zapełniając lukę po Sławomirze Peszce (odszedł do 1. FC Koln). I z ta myślą trener oswajał Bartosza Ślusarskiego już podczas zimowych zgrupowań.

Bartosza Ślusarskiego w pierwszej połowie częściej jednak można było zobaczyć w roli napastnika, jak np. w sytuacji gdy w pierwszej połowie wyszedł do znakomitego podania Semira Stilicia - wtedy na bok schodził świetnie grający przez cały mecz Semir Stilić. Bohaterem meczu był jednak Siergiej Kriwiec - znakomity w środku pola, wykonujący największa pracę przy odbiorze piłki i wreszcie podający tak, jak do tej pory zwykł to robić w Lechu tylko Stilić.

W przerwie Jose Bakrero zdjął Bartosza Ślusarskiego, wpuścił Mateusza Możdżenia i ustawił środek pola tak, że Portugalczycy w ogóle niewiele już mogli tu zdziałać. Bez dwóch bardzo ważnych graczy tej formacji Lech wygrywał bój o plac. Kontrolował w konsekwencji spotkanie, choć przez długi czas wydawało się, że przy tej pogodzie gol może paść chyba tylko po jakimś stałym fragmencie gry, najpewniej po rzucie rożnym. Dobre okazje mieli po takich fragmentach Manuel Arboleda czy Marcin Kikut. Mieli też Portugalczycy, ale Krzysztof Kotorowski nie popełnił żadnego brzemiennego w skutki błędu.

Wydawało się więc, że bez rzutu rożnego czy wolnego zostanie bezbramkowy remis, ale Kolejorz miał niesamowitego Siergieja Kriwca. W 72. minucie Białorusin najpierw wślizgiem odebrał piłkę rywalom, by od razu podać ją w sposób mistrzowski do przodu. Świetne podanie przeszyło wysuniętą do przodu i zaskoczona obronę Sportingu Braga. Nagle za jej plecami z piłką znalazł się Łotysz Artjoms Rudnevs, który miał dobre 20 metrów samotnego biegu na bramkę nim znalazł się oko w oko z bramkarzem Arturem. Przy mroźnej pogodzie Łotysz zachował zimną krew - posłał mu po prostu piłkę między nogami i Lech wygrał mecz.

Rewanż - za tydzień, na wykutym w skale stadionie w Bradze i przy dobrej już pogodzie, w której można efektownie grać w piłkę.

Lech - Braga. Rudnevs (1:0)

Czytaj relację Z Czuba z meczu Lech - Braga ?

Więcej o: