Lech w pucharach. Przygoda skomplikowana

Mecze mistrzów Polski w Lidze Europejskiej to największa atrakcja kulejącego polskiego futbolu. A jednak trener Lecha Poznań Jacek Zieliński mówi: - Nie samymi pucharami człowiek żyje. Mamy też ligę.

I do gry przeciwko Manchesterowi City wystawia Joëla Tshibambę, a nie najlepszego strzelca w zespole Artjomsa Rudnevsa. Czy Lech odpuścił mecz? Nie, podobnie zresztą jak nie robią tego silniejsi rywale - Juventus i Manchester City.

Roberto Mancini, trener Manchesteru City, podkreśla: - Nie wystawiam w pucharach rezerwowego składu. To skład inny, ale równie dobry. Najlepszy, jaki mam na ten dzień. Carlos Tévez nie zagrał z Lechem, gdyż wymagał odpoczynku.

Trener Lecha Jacek Zieliński znalazł się w podobnej sytuacji - też musiał wystawić skład tego dnia najlepszy, ale pole manewru miał dużo mniejsze niż Mancini. Jeśli ktoś ma słabszą formę czy kontuzję, wypada ze składu i do gry wkracza zmiennik. Na wyniki z Lechem lub drużynami na jego poziomie to nie ma wpływu. W Lechu taki manewr ma na grę wpływ olbrzymi.

Poznański szkoleniowiec przyznał, że zdecydował się posadzić na ławce najlepszego strzelca Rudnevsa i wystawić do gry Joëla Tshibambę z trzech powodów. Pierwszy - musiał zmianą zainspirować drużynę, bo Lech ostatnio w lidze grał w fatalnie. Drugi - chciał podjąć taktyczny pojedynek z Mancinim, zagrać jokerem.

Wreszcie powód trzeci, który Zieliński określa tak: - W niedzielę mamy ligowy mecz w Zabrzu. Puchary to fantastyczna przygoda, ale nie tylko przygodami się żyje.

To, że europejskie puchary są świetną przygodą, Lech spośród polskich klubów w ostatnich latach wie najlepiej. W 2008 r. grał w fazie grupowej Pucharu UEFA. Wyszedł z grupy i to właśnie wtedy zbudował swoją popularność w Polsce. Lech był, niczym szynka konserwowa "Krakus" w czasach PRL, towarem eksportowym. Zalicza czasem wpadki, np. z Interem Baku, ale nie przynosi wstydu w pucharach. Tak jest i tym razem. Puchary i Liga Europejska są Lechowi potrzebne nie tyle po to, by w nich odnosić wielkie sukcesy, bo te dla polskiego klubu są na razie nieosiągalne, ale po to, by budować swoją markę w kraju. No i uczyć się futbolu. W tym sensie mecz w Manchesterze był cenną lekcją, choć bardzo trudną nawet dla pojętnego ucznia, jakim jest Lech.

- Nigdy nie nauczyliśmy się o grze w piłkę tyle, co w pucharach - mówi Ivan Djurdjević, który niebawem zamierza zostać trenerem. - Nie chodzi tylko o taktykę, także o obycie na takich stadionach, w takich meczach, z takimi rywalami. Oni nas już nie przerażają, nawet jeśli więcej umieją i mają sławne nazwiska.

Brak tremy to jeden z powodów, dla których mecze z silniejszymi rywalami wyglądają w miarę dobrze, nawet jeśli Lech je przegrywa, jak w Manchesterze.

Trener Zieliński po meczu w Turynie mówił wprost: - Jeden mecz z Juventusem daje więcej niż rok taplania się w lidze.

Puchary to zysk. Ale też komplikacja. Mistrzowie Polski nie są w stanie grać na dwóch frontach. Nawet wychodząc na mecz z Manchesterem City, nie mogą poddać się podnieceniu. Muszą myśleć o lidze. Inaczej za rok kolejnej pucharowej przygody nie będzie.

Liga Europejska. Grupa A: Manchester City - Lech Poznań 3:1 (2:0): Adebayor (13., 25., 73.) - Tshibamba (49.); Red Bull Salzburg - Juventus Turyn 1:1 (1:0): Svento (36.) - Krasic (47.).

Tabela:

1. Manchester 3 7 6-2

2. Lech 3 4 6-6

3. Juventus 3 3 5-5

4. Salzburg 3 1 1-5

Padła teoria o braku prądu w Lechu?

Więcej o: