Polska prasa po meczu Lecha: Postraszyli miliarderów, ale kwadrans to za mało

PRZEGLĄD PRASY: Mistrz Polski nawiązał walkę z wiceliderem Premier League, ale przegrał w Manchesterze 1:3. Wystraszeni, schowani - tak zaczęli mecz na City of Manchester Stadium piłkarze poznańskiego Lecha. Na dodatek proste błędy w defensywie sprawiły, że Emmanuel Adebayor już do przerwy strzelił dwa gole. Angielscy kibice, totalnie zagłuszeni przez niesamowicie dopingujących fanów z Poznania, myśleli że to koniec emocji. Pomylili się - czytamy w piątkowych gazetach.

SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź! ?

Gazeta Wyborcza - Adebayor załatwił Lecha. Trzy razy

W klubowym sklepie obok stadionu na Eastlands można kupić książkę "50 wspaniałych meczów Manchesteru City i kilka o których lepiej zapomnieć". Wśród triumfów opisany został wygrany finał Pucharu Zdobywców Pucharów z Górnikiem Zabrze w 1970 r., zaś blamażem nazwano odpadnięcie siedem lat później z Widzewem Łódź, wówczas absolutnym beniaminkiem europejskich pucharów. W czwartek wieczorem Manchester City i Lech nie stworzyły widowiska na miarę rozdziału w kolejnym wydaniu tej publikacji.

Nie minął kwadrans, nim Adebayor zdobył pierwszego gola meczu. Nie minęło pół godziny gry, nim po drugi raz pokonał Jasmina Buricia. W obu akcjach, tak jak w całym meczu, piłkarze City pokazali wielką swobodę w rozgrywaniu piłki, a w obu akcjach wielki udział miał David Silva. Hiszpan asystował też przy trzecim golu, już w drugiej połowie. Bramka ta rozwiała nadzieje Lecha na remis. Nadzieje, które trwały przez 24 minuty, gdy gola na 1:2 strzelił przytomny w polu karnym Tshibamba. To był poczatek drugiej połowy, kwadrans najlepszej i dobrej gry Lecha. Tylko kwadrans, w którym można się było łudzić drugą po remisie w Turynie sensacją.

Przegląd Sportowy - Pożyteczna lekcja

Udało się z Juventusem (zremisować), z Salzburgiem było zgodnie z oczekiwaniami (wygrana), ale Manchester City był w czwartek poza zasięgiem poznańskiego Lecha. Zaskoczył wszystkich trener Jacek Zieliński, który nie wystawił od początku Artjomsa Rudnevsa i Semira Stilicia, zastępując ich Jakubem Wilkiem i Joelem Tshibambą. Dziwne te roszady, zważywszy, że szkoleniowiec mistrzów Polski dzień wcześniej mówił do dziennikarzy z lekkim wyrzutem, że zbyt szybko skazali jego zespół na porażkę.

Lechici przegrali wyraźnie, ale za swoją grę nie muszą się wstydzić. Gdyby jeszcze pod koniec spotkania Tshibamba przechwycił piłkę zagraną zbyt lekko przed Boyatę do Joe Harta, w polu karnym gospodarzy, mogłoby zrobić się gorąco. Nie udało się, ale poznaniacy zebrali od polskich kibiców, których było około 10 tysięcy, gromie brawa.

Polska The Times - Lech podjął walkę, ale progi były za wysokie

Po słabej grze w pierwszej połowie i dobrej przez dwadzieścia minut po przerwie Lech Poznań przegrał z faworyzowanym Manchesterem City 1:3. Zaczęło się obiecująco, bo w 3. minucie Sławomir Peszko przed polem karnym zabrał piłkę de Jongowi i huknął tuż obok słupka, ale potem aż do przerwy zdecydowaną przewagę mieli gospodarze - Adebayor strzelił dwa gole. Sytuacja zmieniła się po przerwie. W 50. minucie po akcji Sławomira Peszki Lech strzelił kontaktowego gola. Gol poderwał cały zespół. Znakomicie dopingowani przez swoich fanów poznaniacy ruszyli do ofensywy. Kapitalną okazję w 70. minucie miał Tshibamba, ale strzelił wysoko nad bramką.

Fakt - Lechici postraszyli miliarderów

Mistrz Polski nawiązał walkę z wiceliderem Premier League, ale przegrał w Manchesterze 1:3. Wystraszeni, schowani - tak zaczęli mecz na City of Manchester Stadium piłkarze poznańskiego Lecha. Na dodatek proste błędy w defensywie sprawiły, że Emmanuel Adebayor już do przerwy strzelił dwa gole. Angielscy kibice, totalnie zagłuszeni przez niesamowicie dopingujących fanów z Poznania, myśleli że to koniec emocji. Pomylili się. Kiedy wydawało się, że Lech leży na łopatkach, najlepszy w polskiej drużynie Sławomir Peszko poderwał kolegów do walki. Atak skrzydłowego Kolejorza przyniósł gola autorstwa Joela Tshibamby.

Kompromitacji nie było, Lech nie musi się wstydzić. Różnica w umiejętnościach była widoczna, ale grając przez cały mecz z takim sercem jak w drugiej połowie, Kolejorz mógł sprawić w Manchesterze niespodziankę.

Rzeczpospolita - Kwadrans to za mało

Dwadzieścia minut przed końcem meczu po zamieszaniu w polu karnym Manchesteru piłka trafiła pod nogi Joela Tshibamby. Strzelił źle, za szybko, nad poprzeczką. Lech w tym momencie przegrywał 1:2 i od kilkunastu minut był lepszą drużyną. To miał być moment przełomowy. Gdyby Tshibamba trafił, Lech mógłby przywieźć z Manchesteru punkt. Po chwili Emmanuel Adebayor dostał jednak idealne podanie od Davida Silvy i po golu skończyła się prawdziwa gra, a zaczęła zabawa.

Lecha z trybun dopingowało 6 tysięcy kibiców, z Poznania przyjechała tylko jedna trzecia, reszta to Polacy mieszkający w Anglii, którzy przyszli zobaczyć polską drużynę. Usiedli na trybunie z napisem: "Manchester ci dziękuje, szejku Mansour". Szejka, który swoimi milionami wprowadza City na inną orbitę, na stadionie nie było. Lech nie był dla niego magnesem.

Super Express - Adebayor koszmarem Lecha

Lech dał w czwartek z siebie wszystko. Na Manchester okazało się to jednak za mało. Sprawę załatwił Emmanuel Adebayor, który trzykrotnie pokonał Jasmina Buricia.

Być może mecz miałby inny przebieg, gdyby na początku Sławomir Peszko, który świetnie wywiódł w pole Nigela de Jonga, trafił do siatki

Angielskie prasa po meczu: Lech grał u siebie?

Więcej o: