Sport.pl+

Po klęsce Lecha polskim klubom pozostaje tylko jedno. To powinien być obowiązek

Piłkarze Lecha Poznań
Krzysztof Porebski/Pressfocus

Dziesięć lat czekania na polską drużynę w Lidze Mistrzów przygnębia i sprawia, że opowieść o rozwoju Ekstraklasy pozostaje niepełna. Ale odpowiednim etapem, by postawić kolejny krok, byłaby Liga Europy. Obecności polskiej drużyny w tych rozgrywkach tym razem trzeba już oczekiwać. Inaczej Liga Konferencji, zamiast cieszyć kolejnymi rankingowymi punktami, zacznie powoli frustrować.

Chociaż klęska Lecha Poznań z Aarhus pozostanie już w historii klubu i w życiorysie każdego piłkarza, który dołożył do niej nogę, wciąż jest jeszcze szansa przekuć dopiero rozpoczęty sezon w europejskich pucharach w sukces nie tylko Lecha, ale i całej polskiej piłki. Dziesięć lat nieobecności w Lidze Mistrzów boli, zwłaszcza wobec ogromu szansy, która została właśnie zmarnowana. Lecz choć europejska elita kusi deszczem pieniędzy i perspektywą przyjazdu największych światowych marek, dobrym, mimo że mniej powabnym miejscem do podnoszenia poziomu polskiej piłki jest także Liga Europy. I warto zauważyć, że tam też niepokojąco dawno nas nie było.

Dopóki przez dwie dekady funkcjonował system z dwoma stopniami europejskich rozgrywek, Puchar UEFA, przemianowany później na Ligę Europy, traktowany był jak puchar pocieszenia. Dowód naszej słabości, niepozwalającej kolejnym mistrzom przebić się do elity. Od sezonu 2021/2022 to się jednak zmieniło. Okrojona o jedną trzecią uczestników (z 48 do 32 drużyn, później poszerzona do 36), stała się znacznie trudniej osiągalna, więc także bardziej prestiżowa. Początkowo nic nie zapowiadało, że polskim klubom będzie coraz trudniej się do niej dostawać, bo w pierwszym roku po reformie w jej fazie grupowej grała Legia Warszawa, a w trzecim Raków Częstochowa. Kolejne dwa sezony, w których ekscytowaliśmy się wyczynami polskich drużyn w Lidze Konferencji, odbywały się już jednak bez obecności polskich drużyn w Lidze Europy.

Ekstraklasa samotną wyspą

Wiśle Kraków drogę zamknął Rapid Wiedeń. Jagiellonii Białystok - Ajax Amsterdam. Legii Warszawa - AEK Larnaka. Lechowi Poznań - Genk. To już cztery z rzędu przegrane dwumecze. Szybko o nich zapominaliśmy, bo Wisła była I-ligowcem, Jagiellonia doszła potem do ćwierćfinału Ligi Konferencji, Lech także grał w fazie pucharowej. Pozycje rankingowe pozwalały ogłaszać sukces za sukcesem. Niemniej Polaków nie było już nie tylko w elicie, ale też na jej zapleczu. A przecież większości polskich drużyn drogę tam zamykały drużyny z lig, które mamy "za sobą", albo które chcielibyśmy atakować.

Przy czym nie jest tak, że wszystkie kraje spoza pierwszej dziesiątki rankingu ucierpiały na reformach Ligi Europy podobnie, jak my. W poprzedniej edycji w fazie zasadniczej przedstawicieli miały Izrael, Szwecja, Szkocja, Austria, Rumunia, Szwajcaria, Grecja, Chorwacja, Czechy, Bułgaria, Serbia, Norwegia czy Węgry. Duńskie Midtjylland zajęło nawet trzecie miejsce w ligowej części rozgrywek. Inaczej mówiąc, spośród dwudziestu dwóch czołowych lig kontynentu, jedynie Ekstraklasa nie miała ani jednego klubu w Lidze Mistrzów bądź w Lidze Europy. To część opowieści o poprzednim sezonie, której nie chcieliśmy dostrzegać, bo ekscytowaliśmy się czterema drużynami w Lidze Konferencji.

Droga Bodo

Żeby była jasność, ubiegłosezonowy wynik był bezprecedensowym sukcesem i faktycznie świadczył, że w Polsce jest coraz więcej drużyn na niezłym europejskim poziomie. Ale jeśli liga ma dalej iść naprzód, jeśli opowieść o sukcesie nie ma być zwyczajną propagandą, trzeba oczekiwać kolejnego kroku.

Wprowadzenie czterech drużyn do Ligi Konferencji po raz drugi z rzędu, nawet jeśli daje większe szanse na punktowanie w rankingu, będzie mniejszym sukcesem niż wejście którejś szczebel wyżej niż w poprzednich latach. Skoro do Ligi Mistrzów ani Lechowi, ani Górnikowi Zabrze się nie udało, teraz należy oczekiwać, że któremuś z trzech polskich przedstawicieli uda się dostać do Ligi Europy. Inaczej Liga Konferencji, zamiast cieszyć, zacznie już raczej frustrować.

Zobacz też: Tak Węgrzy piszą o Górniku przed meczem el. LE

Zwłaszcza że losy klubów w Lidze Europy pokazują, że to wręcz idealny poligon do przygotowania się na naprawdę wielki skok, jakim jest Liga Mistrzów. Dobrze pokazuje to ścieżka zeszłorocznej rewelacji Ligi Mistrzów, czyli przykład Bodo/Glimt. Norwegowie również zaczynali od podbijania Ligi Konferencji, ale już dwa sezony temu sensacyjnie doszli do półfinału Ligi Europy, co przygotowało ich na batalie z najlepszymi na kontynencie. Po tym, jak dotarli do ćwierćfinału Ligi Konferencji, odbili się od Ligi Mistrzów za sprawą Dinama Zagrzeb i Crvenej zvezdy Belgrad. Ale po osiągnięciu na drugim europejskim szczeblu najlepszej czwórki, byli gotowi. Sturm Graz w eliminacjach Ligi Mistrzów praktycznie zmietli z boiska. O finałach mówi się, że aby je wygrać, trzeba najpierw je przegrać. Podobnie jest z eliminacjami Ligi Mistrzów. A w Lidze Europy można się odpowiednio wzmocnić.

Zobacz wideo Żelazny szczerze o Lechu Poznań: Dzisiaj ten klub jest wzorem dla Legii

Problem rankingowych sąsiadów

Ostatnie lata nauczyły polskie kluby względnej regularności, nieprzegrywania z kim popadnie i raczej unikania przykrych niespodzianek. Nawet ta nieszczęsna klęska Lecha z Aarhus przynależy już do innej kategorii niż wcześniejsze kompromitacje ze Stjarnan czy Żalgirisem Wilno. W tym przypadku bolą bardziej okoliczności porażki niż sam fakt odpadnięcia w rzutach karnych, po zremisowanym dwumeczu z mistrzem Danii. Nadal nie widać jednak, by polskie kluby nauczyły się samemu sprawiać niespodzianki, czyli ogrywać teoretycznie lepszych od siebie. Na pokonanie w dwumeczu rywala z czołowej ligi kontynentu polski futbol czeka już 23 lata, od czasów rywalizacji Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski z Manchesterem City. Ale na ogół także rywalizacje z czołową dziesiątką i piętnastką europejskiego rankingu, czyli tymi, którzy są bezpośrednio przed i tuż za polską ligą, nie wypadają najlepiej. I tu tkwi największe pole do rozwoju.

Od 2022 roku polskie drużyny rozegrały dziewiętnaście pucharowych dwumeczów z rywalami z naszego bezpośredniego rankingowego otoczenia. Wygrały siedem z nich. Trzy razy w pokonanym polu zostawali Duńczycy, dwa Norwegowie i po razie Belgowie i Cypryjczycy. Najczęściej kluby z tej półki eliminowała Legia Warszawa (trzy razy), przed Jagiellonią (dwa). Po razie udało się to Rakowowi i Lechowi. Nie zmienia to jednak faktu, że w niemal 2/3 przypadków nasi rankingowi sąsiedzi okazywali się lepsi. Gdy polski klub wpada w dwumeczu na kogoś, od kogo nie jest na papierze wyraźnie lepszy, zazwyczaj odpada.

Szukanie sensacji

Losowanie tegorocznych eliminacji pucharów sprawiło, że polskie kluby muszą to zmienić, by osiągnąć sukces. Trafiły bowiem w większości na teoretycznie silniejszych rywali. W rankingu Elo, uznawanym za najbardziej miarodajne narzędzie do porównywania siły drużyn, Ferencvaros jest o 73 pozycje nad Górnikiem Zabrze. To mniejsza przepaść niż dzieląca wicemistrzów Polski od Fenerbahce (160 miejsc), ale wciąż niestawiająca drużyny Michala Gasparika w wygodnej pozycji. A to przecież dopiero przedostatnia runda eliminacji Ligi Europy. W razie niespodziewanego pokonania Węgrów, Zabrzanie zmierzą się z jeszcze minimalnie silniejszym od drużyny z Budapesztu Trabzonsporem. Górnik potrzebuje więc dwóch sensacji, by wystąpić w Lidze Europy. Dla klubu, wracającego na ten szczebel po latach niebytu, sukcesem byłaby po prawdzie i Liga Konferencji. By jednak do niej wejść, trzeba by pokonać Monaco, 43. drużynę świata, rywala silniejszego od Fenerbahce, z którym Górnik przegrał w poprzedniej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Jak by nie patrzeć, Górnik musi tego lata pokonać przynajmniej jednego rywala ze znacznie wyższej półki. Inaczej skończy europejską przygodę w sierpniu.

Więcej można oczekiwać od Jagiellonii, która wprawdzie ligę skończyła niżej, ale za to zebrała wiele europejskich doświadczeń w poprzednich sezonach, z ćwierćfinałem Ligi Konferencji włącznie. Ona powinna już celować w następny poziom. Tyle że Rangersi to rankingowo rywal z poziomu Ferencvarosu, a więc klasyfikowany 47 pozycji wyżej od Jagi. Różnica między Jagiellonią a Szkotami powinna być mniejsza niż między Górnikiem a Węgrami. Wciąż jednak jest to różnica na niekorzyść polskiej drużyny. Tyle że w przypadku ekipy z Podlasia sprawienie tej jednej niespodzianki powinno przynajmniej załatwić sprawę. W ostatniej rundzie eliminacji czeka Larne lub Iberia Tibilisi, czyli rywale z poziomu I-ligowego.

Zadośćuczynienie Lecha

Najprościej powinien mieć Lech Poznań, który w trzeciej rundzie gra z farerskim Klaksvik, a w ewentualnej czwartej ze szwajcarskim FC Thun. Zarówno ze względu na siłę ligi, jak i samego szwajcarskiego klubu, klasyfikowanego poniżej Jagiellonii, awans mistrzów Polski do Ligi Europy należy traktować w kategorii obowiązku. Jednocześnie jednak wypełnienie go powinno wystarczyć jako zadośćuczynienie za sprawę Aarhus. Pojawienie się Kolejorza w Lidze Europy po sześciu latach musiałoby zostać uznane za sukces, już bez rozpamiętywania, że nie dało się wejść do Ligi Mistrzów. Byłby to kolejny etap w rozwoju. Sygnał, że Lech wciąż rośnie. I zapowiedź, że będzie gotowy, gdy znów przystąpi do walki o elitę.

To powinna być w jakiś sposób oczyszczająca świadomość. Po wcześniejszych, traumatycznych doświadczeniach pucharowych w najnowszej historii, Lech musiał czekać przynajmniej rok, by się za nie zrehabilitować. Teraz już nie musi. Zaledwie miesiąc po klęsce ma szansę znów grać z poczuciem, że wszystko w Poznaniu zmierza w dobrą stronę. Najważniejsza lekcja, jaka powinna popłynąć z dwumeczu z Aarhus nie tylko do piłkarzy Lecha, ale do wszystkich polskich drużyn walczących o puchary, to taka, że w żadnej sytuacji nie można pomyśleć, że sprawa jest rozstrzygnięta, a mecz sam się wygra, bo to najprostsza droga do pucharowej katastrofy. Jeśli tego uda się uniknąć, będzie można mówić o dobrym pucharowym lecie polskich drużyn. Nawet gdy jesienią będzie ich grać w Europie mniej niż przed rokiem, czas oczekiwać, że przynajmniej niektóre zaczną się obracać w trochę lepszym towarzystwie.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...