Mecze rozpoczęte o 18:45 dość wysoko zawiesiły poprzeczkę tym zaczynającym się o 21:00. W dziewięciu spotkaniach padło łącznie 21 goli. Jednak i późniejszym wieczorem było na co popatrzeć. Polscy kibice mieli np. Jana Ziółkowskiego, który znalazł się w wyjściowym składzie AS Romy na mecz z VFB Stuttgart. Dość niespodziewanie, ale Gian Piero Gasperini ogólnie mocno namieszał w jedenastce rzymian i dał szansę kilku rezerwowym.
Nie przeszkodziło to Romie w tym, by prowadzić do przerwy. Stało się tak za sprawą Nicoli Pisillego, który nie zmarnował podania od Matiasa Soule i mocnym strzałem pod poprzeczkę dał Romie prowadzenie w 40. minucie. Jeśli chodzi o defensywę, bramkarz Mile Svilar musiał raz pomóc po uderzeniu Jamiego Lewelinga zza szesnastki, ale ogólnie nikt niczego nie popsuł. Ziółkowski także. Mimo to po przerwie Polak długo nie pograł. Zszedł w 59. minucie po dobrym występie. W sumie jego podaniem zaczęła się akcja bramkowa Romy, ale też nie przesadzajmy, on po prostu krótko podał w środku pola. Niezależnie jednak od tego, czy Polak na boisku był, czy nie, Stuttgart gola Romie nie umiał strzelić. Włosi wygrali 2:0 (w doliczonym czasie gry dublet ustrzelił Pisilli) i zrobili duży krok w kierunku Top 8 oraz bezpośredniego awansu do 1/8 finału.
Drugim Polakiem na boiskach LE w tym czasie był Karol Świderski. Jego Panathinaikos Ateny, z którego niedawno do Widzewa Łódź trafił Bartłomiej Drągowski, potrzebował punktów w wyjazdowym starciu z węgierskim Ferencvarosem. Jak dotąd miał ich dziesięć, czyli jeszcze bez pewności gry w barażach o awans do 1/8 finału. Łatwo jednak nie było. W pierwszej połowie nie oddali nawet celnego strzału. Zaś w drugiej to Węgrzy wyszli na prowadzenie. Stało się tak za sprawą wykorzystanego przez Dele rzutu karnego w 62. minucie. Ostatecznie jednak Grecy nie przegrali. W 86. minucie wyrównał Anass Zaroury, a ateńczycy uratowali remis 1:1. Świderski odznaczył się w tym meczu tylko żółtą kartką i niestety nie zagra przez nią w ostatnim meczu fazy ligowej z AS Romą.
Bardzo ciekawie zapowiadało się starcie Celty Vigo z Lille. Drużyny w skrajnie różnych dyspozycjach, bo Hiszpanie po trzech zwycięstwach z rzędu, a Francuzi odwrotnie po trzech porażkach. Szybko zaczęło pachnieć przedłużeniem obu serii, bo już w 1. minucie Celta wykorzystała fatalny błąd w rozegraniu piłki obrońców Lille, a Iago Aspas wystawił na pustą Williotowi Swedbergowi, który okazji nie zmarnował. Potem Hiszpanie wyciągnęli do rywali rękę, a konkretnie Hugo Sotelo, który w 29. minucie obejrzał czerwoną kartkę za ostry atak na ścięgno Achillesa rywala.
Lille nie potrafiło jednak wykorzystać w żaden konkretny sposób przewagi jednego zawodnika. Mało tego w 69. minucie Carl Starfelt podwyższył na 2:0. Dopiero to potrząsnęło nieco Francuzami, którym udało się wcisnąć w końcu gola kontaktowego. Dokonał tego w 86. minucie "nieśmiertelny" Olivier Giroud. To by jednak było na tyle z francuskich konkretów. Celta dowiozła zwycięstwo i ma dzięki temu 12 punktów w tabeli.
Ostre strzelanie urządziły sobie Dinamo Zagrzeb i FCSB (dawniej Steaua Bukareszt). Chorwaci już po jedenastu minutach prowadzili 2:0, ale jeszcze przed przerwą na 2:1 strzelił Daniel Birligea i ożywił w Rumunach nadzieję na korzystny wynik. Przesadnie długo jednak nie pożyła. Bo oto 71. minuta i Chorwat Dion Beljo strzela drugiego gola w tym meczu, przywracając dwubramkowe prowadzenie Dinamo. Na koniec spotkania mieliśmy też wątek polski, bo Sandro Kulenovicia, który w 93. minucie strzelił na 4:1, mogą pamiętać fani Legii Warszawa. To były piłkarz tego klubu.
Co się tyczy pozostałych spotkań, drogę z nieba do piekła w minutę przebyło Nottingham Forrest. W 53. minucie dostali rzut karny, zmarnowali go, a w 54. minucie już przegrywali 0:1 i to po golu samobójczym Ryana Yatesa, którego Braga zdobyła po kontrze. Anglicy w tym piekle już zostali, bo to trafienie kosztowało ich porażkę.
Z kolei mecz Utrechtu z Genk rozpoczął się z dużym opóźnieniem, łącznie miało ono ponad 50 minut. Wszystko przez to, że fani gości tłukli się z holenderską policją. Wedle medialnych doniesień z jakiegoś powodu nie zostali przeszukani przed wejściem na stadion.