Była 74. minuta meczu przy stanie 1:1. Właśnie wtedy rozpędzeni gospodarze przeprowadzili piękną akcję. Steve Kapuadi posłał dośrodkowanie w pole karne do Wahana Biczachcziana, ten pięknie odegrał z pierwszej piłki do Ryoyu Morishity, który minął bramkarza i z ostrego kąta mocno strzelił wprost w Karela Pojeznego, który z metra zdobył samobójczego gola. Rozpędzona Legia, bardzo dobrze grająca była blisko awansu. Niestety przydarzył się błąd. W 86. minucie Paweł Wszołek faulował w polu karnym Erika Prekopa. Sędzia główny podyktował jedenastkę, ale po kilku minutach pobiegł zobaczyć powtórkę, ale swojej pierwszej decyzji nie zmienił. Do piłki podszedł David Buchta, ale trafił w zewnętrzną część słupka. Jego intencje wyczuł też Kacper Tobiasz, bramkarz Legii Warszawa, który rzucił się we właściwy róg.
Legia Warszawa grająca bez lekko kontuzjowanego stopera Radovana Pankova od początku meczu dominowała. Grała wysokim pressingiem, szybko odzyskiwała piłkę i napierała na rywala. Gospodarze już po zaledwie dziesięciu minutach oddali cztery strzały.
Zdobyli nawet gola, ale sędzia go nie uznał, bo Jean-Pierre Nsame był na minimalnym spalonym. W efekcie napastnik, który był już na wylocie z klubu, w pierwszej połowie jeszcze nie strzelił bramki w trzecim spotkaniu z rzędu (trafił w Ostrawie i z Koroną w Kielcach). Do niego wrócimy jednak później.
Znane powiedzenie mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Tak też było tym razem. Goście w pierwszej swojej akcji ofensywnej zdobyli gola. Mieli sporo szczęścia, bo Rafał Augustyniak źle wybił piłkę w polu karnym, David Buchta strzelił zza pola karnego i trafił w swojego kolegę - Erika Prekopa. Ten przejął piłkę, mocno strzelił z jedenastu metrów i Kacper Tobiasz nie był w stanie obronić strzału. Kibice liczyli jeszcze, że Prekop mógł być na spalonym, ale sędzia wskazał na środek boiska. W stolicy zapanowała konsternacja, bo Legia była dotychczas zdecydowanie lepsza, a przegrywała 0:1.
Gospodarze szybko mogli wyrównać, ale brakowało im szczęścia i skuteczności. Najpierw w 28. minucie po rzucie rożnym strzał Rafała Augustyniaka rywal wybił z linii bramkowej. Chwilę później po dośrodkowaniu z lewej strony Morishity, Paweł Wszołek strzelał głową z sześciu metrów, ale wprost w bramkarza. W 42. minucie Nsame znów trafił do siatki, tym razem po uderzeniu z ośmiu metrów, ale znów cieszył się tylko chwilę, bo podający do niego - Wszołek był na spalonym. W efekcie do przerwy było 0:1, a przy takim wyniku, to goście byli w kolejnej fazie kwalifikacji do Ligi Europy.
Warszawianie szybko w drugiej połowie wyrównali. W 54. minucie po pięknej zespołowej akcji (piłkę wymienili w środku boiska Augustyniak, Biczachczian i Kapustka), Nsame dostał prostopadłe podanie od tego ostatniego i mocnym strzałem z około dziewięciu metrów zdobył gola. Cztery minuty później Kameruńczyk strzelał głową, ale tuż obok słupka. A potem doszło do wielkich emocji w końcówce pojedynku, które opisaliśmy na początku tekstu.
Zobacz także: Hajto ujawnia. "Rozmawiałem z jednym z polskich siatkarzy
Rywalem Legii Warszawa w III rundzie eliminacyjnej Ligi Europy będzie AEK Larnaka, który wyeliminował w dwumeczu słoweńskie NK Celje.
Teraz warszawianie wrócą do PKO BP Ekstraklasy. W niedzielę, 3 sierpnia podejmą Arkę Gdynia. Początek meczu o godz. 20.15. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.