Jest awans, padł cudowny gol! Wiemy, z kim może zagrać Jagiellonia

Mimo około -11 stopni Celsjusza aż 10 tysięcy kibiców pojawiło się na stadionie w Białymstoku, aby wraz z Jagiellonią przypieczętować awans do 1/8 finału Ligi Konferencji. Zaczęło się pięknie - od szybkiego trafienia Hansena, ale goście nie potrzebowali dużo czasu do wyrównania. Na szczęście ostatnie 20 minut zdecydowanie należało do mistrzów Polski, którzy nie tylko zapewnili sobie dalszą grę w europejskich pucharach, ale zwycięstwem 3:1 wywalczyli także niezbędne punkty do krajowego rankingu UEFA.
Jagiellonia Białystok
screen

Zeszłotygodniowe wyjazdowe zwycięstwo 3:1 nad TSC Baćką Topola sprawiło, że Jagiellonia do rewanżu na własnym boisku mogła podchodzić bardzo spokojnie. Serbskie media nie wierzyły w odrobienie strat swojej drużyny, do tego stopnia, że po przyjeździe do Białegostoku skupili się na kwestiach... religijnych. Korespondent tamtejszego portalu "Kurir" opisywał podlaskie miasto jako "największe prawosławne w Polsce". W Serbii prawosławie jest religią dominującą. Jego wyznawcy stanowią niespełna 85 proc. społeczeństwa.

Zobacz wideo

Mimo przewagi z pierwszego meczu szkoleniowiec Adrian Siemieniec zdecydował się na wystawienie najsilniejszej jedenastki. Zabrakło jednak w niej 16-letniego Oskara Pietuszewskiego, który zebrał bardzo pozytywne opinie po ostatnim spotkaniu z Motorem Lublin, w którym zanotował asystę.

Świetne otwarcie Jagiellonii. Po kwadransie powinno być po meczu

Od pierwszej minuty rywalizacji obu drużynom nie ułatwiała murawa, która i tak była oszczędzana, albowiem UEFA zdecydowała o braku tradycyjnego treningu obu drużyn na dzień przed meczem. W dodatku w czasie rozpoczęcia spotkania temperatura wynosiła około -11 stopni Celsjusza, ale około 10-tysięczna publiczność szybko została rozgrzana.

Już w 8. minucie Jesus Imaz wypuścił prostopadłym podaniem Kennetha Hansena, a ten perfekcyjnie wykończył sytuację sam na sam. Sędziowie sprawdzali jeszcze potencjalnego spalonego, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. 

Nie minęło kilka minut, a gospodarze mogli prowadzić już 2:0. Znów bardzo dobrze zafunkcjonował duet Hansen-Imaz. Hiszpan zagrywał z prawej strony przed bramkę gości, ale tym razem strzał Norwega zatrzymał bramkarz Baćki Topoli. 

Ten pierwszy kwadrans w wykonaniu mistrzów Polski mógł być określony jako perfekcyjny, ale już w 17. minucie niestety zespół z Serbii doprowadził do wyrównania. Dobrą centrę z prawej strony głową wykorzystał Marko Lazetić. Obok mierzącego 191 cm wzrostu napastnika nie było żadnego defensora Jagiellonii. 

Na szczęście wyrównanie nie sprawiło, że to Baćka Topola przejęła inicjatywę w tym meczu. To wciąż mistrzowie Polski wyprowadzali groźne szybkie ataki i wydawało się, że kwestią czasu jest ponowne wyjście na prowadzenie. Z kolei goście byli nastawieni bardzo agresywnie. W pół godziny aż 10-krotnie faulowali graczy Jagiellonii, przez co mecz był bardzo rwany i brakowało w nim płynności. Ostatni kwadrans to więcej problemów zdrowotnych oraz interwencji medyków niż gry w piłkę. Ofiarą tego był Michal Sacek, którego tuż przed przerwą zmienić musiał Norbert Wojtuszek.

Perfekcyjna druga połowa. Kolejne dwa ciosy

Po zmianie stron Jagiellonia trochę więcej zaczęła utrzymywać się przy piłce. Szukała drugiego gola, ale celne strzały Wojtuszka i Hansena były wprost w bramkarza. Nie było to jednak zbyt porywające widowisko. - Baćka by chciała, ale nie wie, jak dobrać się do Jagiellonii. Nie mają takiej siły w ofensywie - komentował Maciej Makuszewski na antenie Polsatu Sport. Z kolei mistrzowie Polski kontrolowali grę, próbowali ponownie wyjść na prowadzenie, ale nie za wszelką cenę. 

Potrzebowali do tego trochę magii Jesusa Imaza, która objawiła się w 70. minucie. Wydawało się, że hiszpański napastnik zbyt długo zwleka ze strzałem, przekładał piłkę na swoją gorszą lewą nogę, ale okazało się, że nią też potrafi czarować. Oddał idealne uderzenie, które odbiło się jeszcze od słupka i wpadło do bramki.

Jagiellonia zapewniła sobie spokojną końcówkę, walczyła też o punkty do krajowego rankingu UEFA, ale po kilku minutach wszystko stało się jasne. Podopieczni Adriana Siemieńca wyprowadzili kolejną doskonałą kontrę. Piłkę w swoim stylu przejął Pululu i podcinką dograł do niepilnowanego Czurlinowa. Skrzydłowy oddał strzał zmierzający do bramki, ale piłkę próbował jeszcze wybijać obrońca Radojević. Zrobił to jednak bardzo niefortunnie i jemu zapisano samobójcze trafienie, dające prowadzenie Jagiellonii już 3:1.

Ostatnie minuty przebiegły spokojnie. Mistrzowie Polski zwyciężyli w dwumeczu aż 6:2 (dwukrotnie 3:1), awansując do kolejnej fazy Ligi Konferencji. W 1/8 finału Jagiellonia zagra albo z Legią Warszawa, albo z Cercle Brugge. Stanie się to jasne po piątkowym losowaniu, które odbędzie się o godzinie 14:00 w siedzibie UEFA w szwajcarskim Nyonie.

Więcej o: