Aston Villa odmówiła kibicom Legii i się zaczęło. Zero kompromisów

Kibice Legii Warszawa po zajściach w Alkmaar nie mogli wejść na trybuny w wyjazdowym meczu ze Zrinjskim Mostar. Na spotkanie z Aston Villą zakaz już nie obowiązuje, ale angielski klub robił, co mógł, by ograniczyć liczbę fanów z Polski. Działania okazały się przeciwskuteczne. Jak donoszą angielskie media, w Birmingham spodziewają się najazdu ponad tysiąca kibiców Legii bez biletów.

Legia Warszawa szykuje się do ostatniego wyjazdowego starcia w fazie grupowej tej edycji Ligi Konferencji Europy. W czwartek o 21:00 zmierzy się z Aston Villą. Na Villa Park zgodnie z ostatnimi ustaleniami piłkarzy wicemistrza Polski ma wspierać skromna grupa zaledwie 880 fanów. Z takiego obrotu spraw nie są zadowoleni sympatycy Legii, którzy postanowili urządzić prawdziwy najazd.

Zobacz wideo Thomas Thurnbichler wybrał skład na zawody w Lillehammer, a Harald Rodlauer wykazał gotowść do inauguracji sezonu skoczkiń

Aston Villa dyskryminuje kibiców Legii. Może pożałować. W Anglii biją na alarm

W niedzielę informowaliśmy, że Aston Villa dość mocno ograniczyła liczbę biletów przysługującą kibicom z Warszawy. Normalnie w przypadku spotkań w europejskich pucharach kluby zobowiązane są udostępnić przyjezdnym pięć procent pojemności stadionu. W tym przypadku mowa o 2100 miejscach. Anglicy, zasłaniając się względami bezpieczeństwa, udostępnili początkowo 990 biletów. Po negocjacjach zgodzili się nawet na 1700, by ostatecznie zejść do zaledwie 880 biletów. Legia zgłosiła w związku z tym skargę do UEFA. Ta pozostała jednak bierna.

Jak donosi brytyjski dziennik "Express and Star", w Birmingham spodziewają się "ponad tysiąca fanów Legii bez biletów". Gazeta twierdzi nawet, że w mieście zjawi się nawet 3 tys. kibiców z Polski, którzy już wcześniej zarezerwowali sobie podróż i nocleg.

Kibice Legii chcą wejść na stadion. Stawiają ultimatum. "Albo wszyscy, albo nikt"

Informacje te potwierdził dziennikarz "Przeglądu Sportowego", Robert Błoński. Z jego relacji wynika, że sympatycy warszawskiej drużyny nie zamierzają w tym czasie pozostawać poza stadionem. - Sprawa jest prosta. Albo wszyscy, albo nikt. Albo tak jak się umawialiśmy, że "zapraszacie dokładnie, co do osoby 1703 kibiców, a jeśli tylko 880 to dziękujemy uprzejmie, rozejdziemy się i zobaczymy wtedy, co będzie". To wygląda oczywiście trochę jak szantaż i stanowcze ultimatum ze strony kibiców Legii, ale trwają rozmowy - doniósł Błoński.

Jak zaznaczył, od poniedziałku w Birmingham działa specjalna grupa reprezentująca polskich kibiców, która wciąż próbuje negocjować z miejscowymi władzami. - Trwa "zmiękczanie" policji i służb odpowiadających za bezpieczeństwo z miasta. Zobaczymy, jak to się skończy. Podobno jest trochę lepiej i więcej szans, bo wieczorem jeszcze w trakcie treningu sytuacja była niemal na ostrzu noża - zakończył.

Więcej o:
Copyright © Agora SA