Legia Warszawa na początku października przegrała 0:1 na wyjeździe z AZ Alkmaar w Lidze Konferencji Europy. Więcej niż o samym meczu głośno było jednak o tym, co nastąpiło tuż po nim. Doszło wtedy do potężnej awantury. Holenderskie służby i ochrona nie chciały wypuścić piłkarzy i działaczy Legii ze stadionu. Skończyło się na pobiciu prezesa klubu Dariusza Mioduskiego i aresztowaniu dwóch piłkarzy - Josue oraz Radovana Pankova. Ten drugi może mieć spore kłopoty.
Obaj gracze zostali wyciągnięci z autobusu przez uzbrojone oddziały policji i spędzili noc w areszcie. Potem ich przesłuchano i do Polski wrócili z jednodniowym opóźnieniem. Holendrzy zatrzymali ich za rzekome zranienie członków miejscowego personelu. Jak poinformował w środę tamtejszy portal rtlnieuws.nl, w sprawie 28-letniego Serba właśnie podjęto dalsze kroki. Pankov jest oficjalnie ścigany przez holenderską prokuraturę za napaść, a 11 stycznia ma zostać doprowadzony przed sąd w Alkmaar.
Sprawa jest wyjątkowo kuriozalna. 5 października zatrzymano przecież dwóch zawodników, ale jak na razie decyzję podjęto tylko względem jednego. Josue wciąż nie może być jednak spokojny. - Śledztwo jest nadal w toku - wyjaśnił rzecznik tamtejszej prokuratury w rozmowie ze wspomnianym portalem.
W sprawie incydentów w Alkmaar swoje śledztwo prowadzi także UEFA. Niezależnie od niego Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny nałożyła grzywnę na... Legię w wysokości 15 tysięcy euro za "niewłaściwe zachowanie" jej kibiców. Rewanż pomiędzy Legią a AZ Alkmaar zostanie rozegrany przy Łazienkowskiej 14 grudnia o godz. 18:45. Już wiadomo, że kibice z Holandii do Warszawy nie przylecą, bo AZ Alkmaar nie sprzedaje na ten mecz biletów. "Doszliśmy do wniosku, że nie można zagwarantować bezpieczeństwa naszym kibicom" - napisał klub w oświadczeniu.