Raków Częstochowa zremisował w czwartek 1:1 ze Sportingiem. Było to drugie z rzędu spotkanie mistrzów Polski w Lidze Europy rozgrywane w Zagłębiowskim Parku Sportowym w Sosnowcu i po raz drugi zwracano uwagę na ten sam problem. Chodzi o jakość murawy. Już po starciu ze Sturmem Graz narzekał na nią trener Dawid Szwarga. - Nie chciałbym zamieniać się w greenkeepera na konferencji prasowej, czy w osobę odpowiedzialną za obsługę obiektu. Szkoda, że mecz Ligi Europy odbywa się na takiej murawie. Stan boiska miał wpływ na grę obu zespołów - mówił na konferencji prasowej. Teraz głos zabrał piłkarz Marcin Cebula.
Problemem po drugiej kolejce zainteresowała się sama UEFA. Do Sosnowca wysłała nawet przedstawicieli firmy STRI, która odpowiada za stan boisk na imprezach organizowanych pod egidą UEFA. Nawet oni nie byli w stanie zażegnać kłopotów. - Bardzo ciężko tutaj grać. W pierwszej połowie nawet jeden z zawodników Sportingu pytał mnie, co to jest, i na czym my gramy. Nie jest lekko, ale chyba nic z tym nie zrobimy - skarżył się pomocnik Rakowa Częstochowa Marcin Cebula, cytowany przez portal TVP Sport.
Raków wolałby rozgrywać mecze Ligi Europy na własnym stadionie przy Limanowskiego w Częstochowie, ale ten nie spełnia wymogów UEFA wyznaczonych dla tej rundy zmagań. Pieniądze na modernizację obiektu obiecał sam premier Mateusz Morawiecki, ale na początek prac trzeba jeszcze poczekać. Wiele zależy tu od kwestii formalnych, które klub załatwia z władzami miasta Częstochowa. Cebula postanowił wbić im delikatną szpilkę. - Widocznie też prezydent (Częstochowy – przyp. red.) nie jest skory, żeby coś zrobić z naszym stadionem - dodał po spotkaniu.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Dla Rakowa remis ze Sportingiem dał dopiero pierwszy historyczny punkt w rozgrywkach Ligi Europy. Ekipa Dawida Szwargi pozostała więc na ostatnim miejscu w tabeli. W najgorszym wypadku częstochowianie pojawią się na stadionie w Sosnowcu jeszcze raz - przeciwko Atalancie Bergamo 14 grudnia. Pozostałe dwa mecze rozegrają na wyjeździe.