Pięć minut wstydu Rakowa. Borek nie wytrzymał w trakcie meczu. "Niepoważne"

Raków Częstochowa szybko stracił gola w spotkaniu ze Sportingiem Lizbona pomimo gry w przewadze. Błąd przy trafieniu ekipy z Portugalii popełnił Jean Carlos, który wszedł na boisko za kontuzjowanego Zorana Arsenicia. Cały proces przeprowadzenia zmiany trwał stanowczo zbyt długo, a komentujący ten mecz Mateusz Borek nie krył z tego powodu irytacji. Chwilę później padł gol dla Sportingu.
Gol Sportingu Lizbona
Screen TVP Sport

Czwartkowe spotkanie Rakowa Częstochowa ze Sportingiem Lizbona od początku ułożyło się dla mistrza Polski. Po faulu na Zoranie Arseniciu czerwoną kartką został ukarany Viktor Gyokeres. Niestety Chorwat musiał opuścić boisko po tym starciu i jego miejsce zajął Jean Carlos. Mimo to Raków był w lepszej sytuacji, ponieważ już od szóstej minuty grał w przewadze. 

Zobacz wideo Szokujące słowa byłego reprezentanta. "Trzy razy przestrzelimy"

Raków nie wykorzystuje przewagi. Szybki gol Sportingu

Niestety Raków kompletnie nie potrafił wykorzystać przewagi liczebnej. W 14. minucie ekipa z Lizbony wykonywała rzut rożny. Pedro Goncalves dośrodkował w pole karne, a do piłki wyskoczył Sebastian Coates i pewnie pokonał bramkarza. Błąd w kryciu popełnił właśnie Jean Carlos. 

Należy zwrócić uwagę, że cały proces zmiany zawodnika trwał stanowczo za długo. Arsenić opuścił murawę z powodu kontuzji w dziesiątej minucie, a Jean Carlos wszedł na boisko dopiero pięć minut później i niemal od razu popełnił błąd. Sytuacją bardzo zaskoczony był komentujący to spotkanie Mateusz Borek, który nie krył irytacji. - I to trwa, trwa i trwa. Jeszcze teraz Jean Carlos zdejmuje lańcuszek - powiedział. Po czym dodał. - Wyglądało to niepoważnie. Najpierw z tą zmianą, a później z kryciem - stwierdził. 

Do zamieszania odniósł się również Kuba Seweryn ze Sport.pl. "Faul na Arseniciu - 4:45, decyzja o czerwonej - 8. minuta. Jean Carlos podchodzi do linii - ok 12:45. Nie za długo? I jeszcze błyskawicznie stracony gol. Lekkie frajerstwo. W pierwszej akcji (rzucie rożnym) po jego wejściu brakuje wysokiego i przy Coatesie jest m. in. Koczerhin, czego efektem jest stracony gol. Coś tu poszło ewidentnie nie tak" - napisał na Twitterze. 

Więcej tego rodzaju treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

W dalszej części pierwszej połowy Raków nie zdołał zdobyć wyrównującej bramki i ostatecznie zespoły zeszły do szatni przy prowadzeniu Sportingu 1:0. 

Więcej o: