Czwartkowe spotkanie Rakowa Częstochowa ze Sportingiem Lizbona od początku ułożyło się dla mistrza Polski. Po faulu na Zoranie Arseniciu czerwoną kartką został ukarany Viktor Gyokeres. Niestety Chorwat musiał opuścić boisko po tym starciu i jego miejsce zajął Jean Carlos. Mimo to Raków był w lepszej sytuacji, ponieważ już od szóstej minuty grał w przewadze.
Niestety Raków kompletnie nie potrafił wykorzystać przewagi liczebnej. W 14. minucie ekipa z Lizbony wykonywała rzut rożny. Pedro Goncalves dośrodkował w pole karne, a do piłki wyskoczył Sebastian Coates i pewnie pokonał bramkarza. Błąd w kryciu popełnił właśnie Jean Carlos.
Należy zwrócić uwagę, że cały proces zmiany zawodnika trwał stanowczo za długo. Arsenić opuścił murawę z powodu kontuzji w dziesiątej minucie, a Jean Carlos wszedł na boisko dopiero pięć minut później i niemal od razu popełnił błąd. Sytuacją bardzo zaskoczony był komentujący to spotkanie Mateusz Borek, który nie krył irytacji. - I to trwa, trwa i trwa. Jeszcze teraz Jean Carlos zdejmuje lańcuszek - powiedział. Po czym dodał. - Wyglądało to niepoważnie. Najpierw z tą zmianą, a później z kryciem - stwierdził.
Do zamieszania odniósł się również Kuba Seweryn ze Sport.pl. "Faul na Arseniciu - 4:45, decyzja o czerwonej - 8. minuta. Jean Carlos podchodzi do linii - ok 12:45. Nie za długo? I jeszcze błyskawicznie stracony gol. Lekkie frajerstwo. W pierwszej akcji (rzucie rożnym) po jego wejściu brakuje wysokiego i przy Coatesie jest m. in. Koczerhin, czego efektem jest stracony gol. Coś tu poszło ewidentnie nie tak" - napisał na Twitterze.
Więcej tego rodzaju treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
W dalszej części pierwszej połowy Raków nie zdołał zdobyć wyrównującej bramki i ostatecznie zespoły zeszły do szatni przy prowadzeniu Sportingu 1:0.