Spójrzmy prawdzie w oczy. Holandia ma problem i to poważny. Atakują nawet dzieci

Dariusz Mioduski mówił na konferencji prasowej o antypolskich nastrojach w Alkmaar, a holenderska strona całą winę za czwartkowe zajście po meczu Ligi Konferencji Europy zrzuca na polską stronę. Na ostateczne rozstrzygnięcia w tej sprawie jeszcze poczekamy, ale ostatnich kilka miesięcy pokazało, że w Holandii nie brakuje burd stadionowych z udziałem ich kibiców niezależnie od rozgrywek, rywala czy miejsca rozgrywania meczu.

"Polskie media przedstawiają obraz, w którym gracze są ofiarami działań, ale w żadnym wypadku tak nie jest. To piłkarze użyli siły. Areszt to ciężkie narzędzie i policja nie robi tego bez powodu. Na pewno nie w przypadku piłkarzy po meczu międzynarodowym" - w takich słowach władze miasta Alkmaar usprawiedliwiały czwartkowe działania policji, która brutalnie zaatakowała właściciela Legii Warszawa Dariusza Mioduskiego oraz wywiozła do aresztu dwóch piłkarzy klubu - Radovana Pankova i Josue. Zdaniem Holendrów przed meczem kibice Legii mieli szturmować bramę stadionu i starli się z policją. 

Zobacz wideo Prezes Legii o ataku w Holandii: Zastanawialiśmy się czy ten ochroniarz nie jest na jakiś środkach

- Jak jednak pomyślę, to nie był incydent, tylko było coś, co narastało. Przyjechałem dopiero po południu do Alkmaar i od razu słyszałem raporty, że ludzie z klubu są szykanowani. Nastawienie rządu lokalnego było fatalne. Były wypowiedzi nawet publiczne, że pani burmistrz nie życzy sobie Polaków w mieście. Ludzie byli wyprowadzani z restauracji. Czyli ta atmosfera braku bezpieczeństwa trwała już od kilku dni i było to nakręcane z ich strony - taką wersję wydarzeń przedstawił na konferencji prasowej Dariusz Mioduski. Zapowiedział także, że Legia nie zostawi tej sprawy i będzie do końca walczyła o sprawiedliwą ocenę całej sytuacji.

Chociaż kibice Legii Warszawa nie są najświętszymi na świecie, tak relacje polskich dziennikarzy czy działaczy stołecznego klubu jasno wskazują, że z ich strony nie było żadnego problemu podczas czwartkowego meczu. Ostatnie miesiące pokazują za to, że fani holenderskich zespołów regularnie są uczestnikami stadionowych burd, ale i nie tylko ich. Może zatem to w Holendrach jest problem?

Liga Mistrzów czy Eredivisie - holenderscy fani wszczynają burdy niezależnie od rozgrywek 

W środę Atletico Madryt grało u siebie z Feyenoordem Rotterdam w Lidze Mistrzów (3:2). W mediach społecznościowych pojawiły się relacje, w których widać kiboli rotterdamskiego zespołu, którzy zaatakowali fanów Atletico na ich stadionie, a według doniesień jedno dziecko potrzebowało pomocy medycznej po uderzeniu krzesłem. W następstwie tego doszło do starć z hiszpańską policją. Dziennik "AS" poinformował, że po całym zajściu aresztowanych zostało sześciu kibiców Feyenoordu. 

Więcej takich informacji znajdziesz na Gazeta.pl

W ostatnim czasie za to w samej lidze holenderskiej doszło do ogromnego skandalu, który wywołali kibice Ajaksu Amsterdam w meczu z... Feyenoordem Rotterdam. Było już 3:0 dla mistrzów Holandii i wtedy sfrustrowani fani gospodarzy zaczęli rzucać na boisko race oraz fajerwerki, które uniemożliwiły kontynuowanie spotkania, co w ostateczności doprowadziło do jego przerwania. 

Wokół samego stadionu rozpętało się prawdziwe piekło, gdy kibice Ajaksu zaczęli demolować zarówno obrotowe drzwi stadionu, jak i jego pozostałe części. Sytuację udało się opanować po kilkudziesięciu minutach, a mecz dokończono już bez udziału publiczności. 

Kibice AZ Alkmaar już się "popisali" w rozgrywkach Ligi Konferencji Europy

W półfinale poprzedniej edycji LKE AZ Alkmaar rywalizowało z przyszłym zwycięzcą tych rozgrywek West Hamem United. Londyński zespół wygrał u siebie 2:1, a w rewanżu, po golu w końcówce, zwyciężył 0:1 i awansował do finału. Kibole holenderskiego klubu nie umieli pogodzić się z porażką i postanowili wyważyć bramę, a następnie zaatakować kibiców West Hamu siedzących w sektorach VIP. Głównie rodziny i przyjaciół zawodników. Te sceny zaszokowały wszystkich, ale przede wszystkim piłkarzy West Hamu i trenerów obu drużyn, którzy aż ruszyli bronić swoich bliskich.

To wybrane przykłady holenderskich kibiców tylko z ostatnich kilku miesięcy. Zadają one kłam popularnemu stwierdzeniu "na Zachodzie sobie poradzili" oraz na pewno podważają wersję holenderskiej strony o czwartkowych zajściach, o czym mówił także Dariusz Mioduski. - To, co się stało, to skandal. To precedens na skalę światową. Nie odpuścimy, będziemy robić wszystko, by to wyprostować, zmienić narrację mediów holenderskich - zapowiadał na cytowanej wyżej konferencji prasowej. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.