Skandal w Holandii. Rzecznik prasowy Legii zabrał głos

Po meczu Legii Warszawa z AZ Alkmaar doszło do ogromnego skandalu. Funkcjonariusze policji zaatakowali prezesa klubu Dariusza Mioduskiego, a dwóch piłkarzy zostało zatrzymanych. Szerzej na ten temat wypowiedział się rzecznik prasowy Legii Bartosz Zasławski, który nie krył oburzenia zaistniałą sytuacją. - To, co się działo, jest absolutnie nie do zaakceptowania - powiedział na kanale "Prawda Futbolu".

W czwartek Legia Warszawa zmierzyła się na wyjeździe z AZ Alkmaar. Stołeczna ekipa przegrała to spotkanie 0:1. Po jego zakończeniu doszło do ogromnego skandalu. Po konferencji prasowej piłkarze zaczęli opuszczać stadion, gdy nagle podjęto decyzję o jego zamknięciu. A to był dopiero początek. Serwis legioniści.com informuje, że piłkarze i sztab, którzy wraz z władzami klubu chcieli opuścić obiekt, zostali zablokowani przez ochronę oraz policję. Następnie funkcjonariusze zaatakowali prezesa Dariusza Mioduskiego, a Radovan Pankov i Josue zostali wyciągnięci z autokaru i zabrani na komisariat.

Zobacz wideo W takim składzie powinna grać reprezentacja Polski Michała Probierza

Rzecznik prasowy Legii skomentował wydarzenia z Holandii

Głos w tej sprawie szybko zabrała menadżer ds. komunikacji i marketingu Legii Aleksandra Kalinowska, która potwierdziła doniesienia mediów. "Te wszystkie materiały, które obejrzeliście po meczu, są niestety prawdziwe. Tak, byliśmy przetrzymywani w strefie biznesowej a część piłkarzy ze sztabem i dziennikarzami nie mogła opuścić stadionu i wejść do autokaru" - napisała na Twitterze. Później wydarzenia skomentował również rzecznik prasowy klubu Bartosz Zasławski.

- To, co się działo, jest absolutnie nie do zaakceptowania. W najczarniejszym scenariuszu nie podejrzewaliśmy, że możemy zostać tak potraktowani przez ochronę klubu. Zaczęło się od tego, że większość drużyny czekała w autokarze, a ochrona w pewnym momencie zamknęła drzwi wejściowe, nie wiadomo dlaczego. Autokar stał tuż przy drzwiach. Wielokrotnie prosiliśmy ochronę, żeby drzwi zostały otwarte. Służby zaczęły być bardzo agresywne w stosunku do piłkarzy, członków sztabu, nawet do prezesa Mioduskiego. Muszę powiedzieć, że pobity został nasz szef przygotowania działu motorycznego. Prezes Mioduski nagrywał wszystko telefonem, który został mu wytrącony. Dzieje się to wbrew jakimkolwiek standardom organizacji - powiedział na kanale "Prawda Futbolu".

Więcej tego rodzaju treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Następnie wspomniał o Pankovie i Josue. Jak stwierdził, nadal pozostają poza drużyną i nie wie, z jakiego powodu zostali zatrzymani. - Na miejscu został nasz klubowy prawnik, który w tej chwili rozmawia z UEFĄ. Byłem na ponad 430 meczach i muszę przyznać, że takie sceny widziałem po raz pierwszy. Poziom mojego oburzenia jest gigantyczny - kontynuował. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.