Lech Poznań oszukany przez sędziego? Ekspert nie ma wątpliwości [WIDEO]

Lech Poznań przegrał rewanżowy mecz III rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy ze Spartakiem Trnawa 1:3 i pożegnał się z marzeniami o grze w fazie pucharowej. Okazuje się jednak, że wynik tego spotkania mógłby być inny, gdyby sędzia miał do dyspozycji VAR. Były arbiter Rafał Rostkowski uważa, że decydujący gol Słowaków został zdobyty nieprawidłowo.

Po zwycięstwie Lecha Poznań w pierwszym meczu ze Spartakiem Trnawa 2:1, wydawało się, że awans do IV rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy jest na wyciągnięcie ręki. "Kolejorz" miał wyraźną przewagę w tym spotkaniu i można było się spodziewać podobnego występu na Słowacji. Nic bardziej mylnego. Poznaniacy po bardzo słabej grze ulegli gospodarzom aż 1:3, ale okazuje się, iż sędzia przez niedopatrzenie, mógł wypaczyć wynik rywalizacji. 

Zobacz wideo

Lech Poznań może mówić o sporym pechu. Decydująca bramka Spartaka Trnawa została zdobyta nieprzepisowo

Lech w 50. minucie przegrywał już 0:2. Taki wynik dawał awans do kolejnej rundy gospodarzom. Mimo nadal źle wyglądającej gry lechici w 63. minucie strzelili bramkę kontaktową, a konkretnie zrobił do Kristoffer Velde. Na więcej ekipę z Poznania nie było stać. Na dodatek gola na wagę awansu Spartaka w 74. minucie strzelił Lukas Stetina, który popisał się efektowną przewrotką. Zdaniem byłego sędziego Rafała Rostkowskiego, to trafienie nie powinno być jednak uznane przez arbitra prowadzącego to spotkanie. 

Akcja zaczęła się od przechwytu późniejszego strzelca, czyli Stetiny. Obrońca posłał podanie Erika Daniela, który zdaniem Rostkowskiego był na kilkunastocentymetrowym spalonym. Daniel miał okazję, by przepuścić piłkę do Marco Djuricina, który kontrolował linię spalonego, ale tego nie zrobił, czym spalił akcję. Sędzia główny, a także liniowi tego jednak nie dostrzegli, więc akcja potoczyła się dalej i przyniosła decydujące trafienie dla Spartaka. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby zespół sędziowski miał do dyspozycji system VAR, który na tym etapie rozgrywek jednak nie jest na wyposażeniu arbitrów. 

Wspominaną akcję można zobaczyć poniżej od 3:50 nagrania:

 

"W tym momencie sędzia asystent Carlos Alvarez Fernandez powinien już stać z chorągiewką, sygnalizując spalonego, bo nie było z tym, na co czekać, skoro w tej fazie rozgrywek system VAR nie jest jeszcze używany (...). Skoro sędzia asystent nie podniósł chorągiewki, to sędzia główny Cesar Soto Grado nie wiedział, że był spalony. Sam nie mógł tego stwierdzić, biegnąc za akcją. Po chwili zawodnicy Spartaka wymienili kilka podań i po dośrodkowaniu w pole karne Stetina strzelił przewrotką pięknego gola" - czytamy w analizie Rostkowskiego dla TVP Sport.

Tym razem brak VAR-u nie pomógł. Na placu boju pozostały już tylko Raków i Legia

VAR raz daje, raz odbiera - można powiedzieć. Tym razem jego brak poskutkował brakiem awansu Lecha, ale jeszcze kilkanaście dni temu pomógł Legii w Kazachstanie, kiedy to wicemistrzowie Polski przegrywali już 0:2. Wyrównanie warszawiakom dał Blaz Kramer, ale w trakcie akcji bramkowej znajdował się na pozycji spalonej.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

W eliminacjach europejskich pucharów pozostały już zatem tylko dwa polskie kluby - Raków Częstochowa i Legia Warszawa. Mistrzowie Polski w IV rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów zmierzą się z FC Kopenhagą, natomiast stołeczni o fazę grupową Ligi Konferencji Europy powalczą z FC Midtjylland.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.