Van den Brom usłyszał pytanie dziennikarza po meczu i od razu się zirytował. "Nie mogę uwierzyć"

- Nie mogę uwierzyć, że pierwsze pytanie dotyczy krytyki zespołu, zawodnika - powiedział zaskoczony John van den Brom na początku pomeczowej konferencji. Holender został zapytany o słabszą formę Mikaela Ishaka.

Lech Poznań wygrał 2:1 ze Spartakiem Trnawa w pierwszym meczu III rundy eliminacji do Ligi Konferencji Europy. Wynik mógł być jednak nieco wyższy, co sprawiłoby, że zespół Johna van den Broma pojechałby na rewanż z solidniejszą zaliczką. Nieskuteczny w tym spotkaniu był Mikael Ishak, który przed przerwą miał kilka dogodnych sytuacji do zdobycia gola.

Zobacz wideo Usyk zdradza, co robił na wojnie. "Patrolowałem ulice"

John van den Brom zaskoczony pytaniem. "Nie mogę uwierzyć"

Kiedy John van den Brom pojawił się na konferencji prasowej, nie ukrywał zaskoczenia. Pierwsze pytanie dotyczyło bowiem właśnie słabszej dyspozycji Ishaka. - Nie mogę uwierzyć, że pierwsze pytanie jest właśnie o to, dotyczy krytyki zespołu, zawodnika - powiedział.

- On po prostu jeszcze szuka rytmu meczowego, minut na boisku. Miał długą przerwę, więc chcemy dać mu te minuty, a to bardzo ważne. Przy bramce dla rywali nie miał po prostu szczęścia - wyjaśnił Holender.

Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl.

Szkoleniowiec odniósł się także całościowo do postawy drużyny. - W mojej opinii zagraliśmy bardzo dobrze i nie mam uwag do postawy zespołu. Każdy był zaangażowany, każdy poświęcił dużą koncentrację. Spartak nie miał w ogóle okazji, to my daliśmy im w końcu gola - przyznał i dodał: - Mieliśmy piłkę przez 75 procent czasu gry, to naprawdę dużo. I mogę tylko komplementować zespół, bo w niedzielę nie byłem z gry zadowolony, a dziś zobaczyłem bardzo dobrą reakcję w europejskich rozgrywkach.

Przed rewanżem van den Brom jest optymistą. Teraz przed piłkarzami "Kolejorza" wolny weekend - mecz z Jagiellonią został przełożony. W czwartek 17 sierpnia czeka ich spotkanie w Trnawie. Początek o 20:00. Relacja na żywo na Sport.pl i w naszej aplikacji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.