Trwa walka o ćwierćfinał Ligi Europy. Jednym z faworytów do wygrania rozgrywek jest Juventus, który w czwartek ograł Freiburg 1:0 po golu Angela Di Marii. Mistrz świata ma już 35 lat, ale nadal zachwyca. Niemal w pojedynkę ciągnie turyńczyków. W poprzednim meczu LE zdobył hat-trick, a teraz świetnym strzałem głową zapewnił wygraną.
1:0 to najniższy możliwy wymiar kary, bo gospodarze oddali aż 20 strzałów. Za to niemiecka drużyna miała wielki kłopot, aby w ogóle przedostać się pod pole karne Juve. Freiburg w ciągu 90 minut zanotował zaledwie jeden, i to niecelny strzał. Współczynnik xG Freiburga, czyli tzw. goli oczekiwanych, wyniósł zaledwie 0,04 gola.
To sprawiło, że w czwartkowy wieczór musiał się znudzić Wojciech Szczęsny. Polak nie zanotował żadnej interwencji. Jedyna jego statystyka z tego meczu, to statystyka podań. Wykonał 19 skutecznych podań na 22 próby. Trzy piłki, które zmarnował, to były długie podania.
- Rękawice ubrudził raz, gdy wyjmował piłkę z siatki po trafieniu Lucasa Holera. Na jego szczęście bramka nie zostałą uznana - pisze "JuventusNews24", który przyznał mu notę "6" w skali 1-10. Taką samą ocenę wystawiły Polakowi dwa inne portale.
- Miał dużo czasu, by podziwiać popis kibiców Freiburga. Jego obrońcy grali dobrze. Zaspali tylko raz, ale akurat był spalony. Na szczęście VAR uratował Juventus - dodaje "TuttoMercatoWeb".
- Spędził wieczór jak kibic, który nie zapłacił za bilet. Praktycznie w ogóle nie został angażowany w ten mecz - dodaje serwis 90min.com.
"6" wystawiła mu też "La Gazzetta dello Sport".
- Pierwsza połowa na totalnym relaksie. Druga, jak wyżej. Gdyby zawsze grał przeciwko Freiburgowi, to byłby to dar niebios - napisał różowy dziennik, który najlepszą notę wystawił Di Marii - 7,5.
Latem przyszłego roku wygasa kontrakt Polaka i niewiele wskazuje, że zostanie przedłużony. Jeśli Polak zdecyduje się na odejście, to możliwe, że jego miejsce w składzie zajmie Mattia Perin, obecnie rezerwowy.
Pojawiły się plotki, że Szczęsnego kusi Tottenham, ale trudno przypuszczać, by były gracz Arsenalu trafił do odwiecznego rywala. Tym bardziej, że wielokrotnie nabijał się z "Kogutów". Na razie Polak skupia się na niedzielnym meczu z Sampdorią.