W Poznaniu jest kochany, w ojczyźnie niemal zapomniany. Mikael Ishak meczem z Djurgardens może przypomnieć o sobie szwedzkim fanom i mediom. Napastnik "Kolejorza" już jako nastolatek wyjechał za granicę, przez co nigdy nie zyskał odpowiedniego uznania w kraju. - Ishak zawsze był trochę poza radarem - tłumaczy Sport.pl szwedzki dziennikarz Bjorn Johnson.
Rzadko w polskiej rzeczywistości ligowej zdarza się, żeby obcokrajowiec zyskiwał status klubowej legendy. Do takiego miana aspiruje - a według niektórych już nią jest - Mikael Ishak w Lechu Poznań. Szwed jest kapitanem i najskuteczniejszym piłkarzem w historii "Kolejorza" w europejskich pucharach, a już tylko jedna bramka dzieli go od pierwszej dziesiątki najlepszych strzelców poznańskiego klubu. Może dokonać tego już w czwartek w 1/8 finału Ligi Konferencji Europy przeciwko Djurgardens IF, drużynie ze swojej ojczyzny.
Pierwszy raz przeciwko Djurgardens
Dla Ishaka będzie to pierwsza konfrontacja z tym rywalem, bo choć Djurgardens w Allsvenskan, czyli szwedzkiej ekstraklasie - występuje od bardzo dawna, można powiedzieć, że od zawsze, to 29-letni napastnik nigdy nie miał okazji zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej w ojczyźnie. Karierę zaczynał w klubie Assyriska IF, gdzie przez dwa lata grał na zapleczu szwedzkiej ekstraklasy. Stamtąd bezpośrednio trafił do 1. FC Koeln. - Ishak grał dla Assyriska, który jest małym klubem w Sodertalje, poza Sztokholmem. W dodatku grali w drugiej lidze. W tamtym czasie nie był w Szwecji aż tak znany. Gdyby grał, powiedzmy, w jednym z największych klubów w Sztokholmie - AIK, Djurgården czy Hammarby, zainteresowanie byłoby inne. Potem przeniósł się do Kolonii, ale tam nie trafił na pierwsze strony gazet. Ishak zawsze był więc trochę poza radarem - mówi Sport.pl Bjorn Johnson, dziennikarz DobbTV.
Ishak do Niemiec przeniósł się jeszcze jako 19-latek, co wówczas, w 2011 r., z polskiej perspektywy mogło wydawać się zaskakujące. Ale nie w Szwecji. - Nie jest niczym niezwykłym, że szwedzcy piłkarze odchodzą do większych lig w młodym wieku. Albin Ekdal przeniósł się do Juventusu, gdy miał 18 lat, Dejan Kulusevski przeszedł do Atalanty, mając 16, Alexander Isak został oddany do Borussii Dortmund w wieku 17 lat - komentuje nasz szwedzki rozmówca.
W pierwszym zespole FC Koeln obecny napastnik "Kolejorza" się nie przebił, mimo że klub spadł do 2. Bundesligi. Wówczas gole dla zespołu z Kolonii strzelał Lukas Podolski, a podawał mu Sławomir Peszko. Szwed szukał swego miejsca na ziemi, lecz nie wrócił do ojczyzny. Zaliczył epizody w Szwajcarii czy we Włoszech. - Myślę, że było kilka szwedzkich klubów, które chciały podpisać kontrakt z Ishakiem, ale czas nie był odpowiedni. I być może on sam chciał również zostać za granicą, aby rywalizować w lepszych ligach, również pod względem finansowym. Dania i Szwajcaria na przykład mają lepszą ligę niż Szwecja - twierdzi Johnson. To właśnie dzięki grze w duńskim Randers FC kariera Szweda nabrała rozpędu, aż ponownie trafił do Niemiec, do FC Nurnberg i ostatecznie do Poznania.
W Polsce bardziej doceniony niż w ojczyźnie
Kariera reprezentacyjna Mikaela Ishaka nie jest zbyt okazała, mimo iż w 2015 roku zdobył mistrzostwo Europy do lat 21. Co ciekawe dokonał tego pod wodzą Jensa Gustafssona, obecnego szkoleniowca Pogoni Szczecin. Wówczas gwiazdą tej kadry młodzieżowej byli John Guidetti oraz Branimir Hrgota. Te nazwiska, oraz naturalnie Zlatan Ibrahimović czy później Alexander Isak, utrudniły Ishakowi częstsze występy w kadrze narodowej. W reprezentacji Szwecji zagrał tylko siedem razy, choć w zeszłym roku wrócił do kadry po ponad sześciu latach. - Myślę, że uczciwie jest postawić pytanie, dlaczego nie dostawał szansy tak często. Wystarczy spojrzeć na to, z kim musiał rywalizować - twierdzi Johson. Oprócz wspomnianych napastników znanych z najlepszych lig, w kadrze wciąż grał Marcus Berg, legenda szwedzkiego futbolu z blisko stu występami na koncie.
Dobre występy w "Kolejorzu" - mistrzostwo Polski, ale zwłaszcza europejskie puchary, gdyż Ishak grał w Lidze Europy w sezonie 20/21 oraz w tegorocznej edycji Ligi Konferencji Europy - pozwoliły mu wrócić do szerokiego składu reprezentacji, ale nie wpłynęły szczególnie na jego postrzeganie w ojczyźnie. - Ishak wciąż nie jest wielkim nazwiskiem w Szwecji, co mogę zrozumieć, jest trochę dziwne, jeśli spojrzeć na to z polskiej perspektywy. Myślę, że ma to związek z tym, że nigdy nie grał dla wielkiego klubu w Szwecji i nigdy nie był graczem do pierwszego składu w reprezentacji - tłumaczy nam szwedzki dziennikarz. - Ale widzę, że Ishak jest teraz we właściwym miejscu i jestem przekonany, że dostanie szansę w reprezentacji podczas nadchodzących eliminacji do mistrzostw Europy - dodaje. Szwedzi zmierzą się w grupie z Belgią, Azerbejdżanem, Austrią oraz Estonią.
Historia oraz postrzeganie Mikaela Ishaka w Szwecji jeszcze bardziej ułatwia zrozumienie jego decyzji o przedłużeniu kontraktu z Lechem, mimo zainteresowania ze strony Malmoe, które mogło mu zaoferować większe wynagrodzenie. 29-latek tłumaczył, iż w stolicy Wielkopolski czuje się kochany i doceniony. Niedawno stuknęło mu sto meczów w barwach "Kolejorza", co uczcił golem z Bodo/Glimt, który dał awans do następnej rundy europejskich pucharów.
W czwartek kapitan mistrzów Polski będzie miał idealną okazję, aby przypomnieć o sobie w ojczyźnie i ciut zagrać na nosie rodakom. "Kolejorz" przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu zmierzy się z Djurgardens IF w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji Europy. Pierwszy gwizdek o godz. 21:00.