Niespodzianka na Camp Nou. Remis bezbarwnej Barcelony

Nie tak kibice Barcelony wyobrażali sobie mecz swoich ulubieńców przeciw Galatasaray na Camp Nou w 1/8 finału Ligi Europy. W stolicy Katalonii nie zobaczyliśmy bramek i losy dwumeczu rozstrzygną się w Stambule.

Barcelona przystępowała do tego meczu w roli faworyta. W ostatnich meczach w Primera Division prezentowała się naprawdę obiecująco, w przeciwieństwie do swoich rywali ze Stambułu, którzy w lidze tureckiej mocno zawodzą.

Zobacz wideo Michniewicz dotrzymał słowa. Wielki nieobecny reprezentacji Polski [SPORT.PL LIVE #16]

Barcelona grała wolno i bez polotu

Pierwsza połowa meczu z pewnością nie wyglądała tak jakby tego chcieli kibice Barcelony. Co prawda Katalończycy byli stroną przeważającą, ale brakowało im ostatniego podania do napastnika. Świetnymi dryblingami na prawym skrzydle popisywał się Adama Traore, ale piłkarz wypożyczony z Wolverhampton miał za to problemy z celnymi dośrodkowaniami. Inna sprawa, że tak naprawdę nie miał do kogo wrzucać piłek, gdyż Xavi od początku spotkania postawił w ataku na Ferrana Torresa i Memphisa Depay'a. Być może gdyby w miejsce jednego z nich grał Luuk de Jong, dośrodkowania okazałyby się skuteczniejszym rozwiązaniem.

Galatasaray za to grało całkiem inaczej niż w lidze tureckiej, w której zajmuje 12. miejsce. Podopieczni Domeneca Torrenta byli głęboko ustawieni i nie pozostawiali Barcelonie zbyt wiele miejsca między formacjami. Turecki zespół starał się szanować piłkę i spokojnie przygotowywał się do ataku. Z dobrej strony pokazał się Kerem Akturkoglu, który jest najgroźniejszym piłkarzem w ekipie ze Stambułu. To skrzydłowy, który często schodzi do środka boiska i kończy akcje strzałem. Piłkarze Barcelony z pewnością o tym wiedzieli, ale mimo to Serginio Dest zostawiał mu sporo miejsca do gry. 

Warto wspomnieć, że w bramce gości stał wypożyczony z Barcelony Iñaki Peña. 22-letni bramkarz raz nawet popisał się doskonałą interwencją po rzucie wolnym wykonanym przez Depaya z okolicy 16 metrów.

Pięć zmian nie pomogło

Na drugą połowę Barcelona wyszła w zmienionym składzie. Xavi zdecydował się na potrójną zmianę. Na środku obrony Ronald Araujo został zmieniony przez Gerarda Pique, w środku pola Sergio Busquets zmienił Nico Gonzaleza, zaś Ousmane Dembele zastąpił Ferrana Torresa. Ta ostatnia zmiana pozwoliła Depayowi zejść do środka ataku, a Dembele wskoczył na lewe skrzydło. To miało przyspieszyć trochę grę Barcelony, która budowała swoje ataki zbyt wolno. Barcelona nie mogła strzelić gola mimo to, że z każdą minutą wyraźnie się rozpędzała, a trener Katalończyków reagował na bieżąco. Tylko 15 minut w drugiej połowie na boisku spędził Depay, którego w 60. minucie zastąpił z przodu Pierre-Emerick Aubameyang. Pięć bramek w siedmiu meczach byłego zawodnika Arsenalu pozwalało mieć nadzieję na pierwsze gole w tym spotkaniu. Holender za to nie mógł zaliczyć tego meczu do udanych. Był to jego pierwszy występ od pierwszej minuty po kontuzji.

Galatasaray kontynuowało mądrą grę, nie pozwalając Barcelonie na konstruowanie akcji. Ta sporo grała wszerz boiska i do tyłu do obrońców. Podopieczni Xaviego oddawali jednak strzały, ale żaden z nich nie był na tyle groźny, aby zagrozić bramce drużyny ze Stambułu. Dopiero w 75. minucie zobaczyliśmy akcję, która mogła zestresować mocniej tureckich kibiców. Aubameyang zdecydował się na sytuacyjny strzał z przewrotki. Kopnął piłkę jednak na tyle nieczysto, że ta przez przypadek trafiła do Frankiego de Jonga. Holender nie zdołał jednak zdobyć bramki, pechowo trafiając w słupek. Zaledwie dwie minuty później strachu mogli się najeść za to kibice Barcelony. 36-letni weteran, Bafetimbi Gomis, uwolnił się spod krycia obrońców i strzelił gola, świetnie się zastawiając przed strzałem. Okazało się jednak, że był na minimalnym spalonym i bramka została anulowana.

Ostatecznie FC Barcelona zremisowała bezbramkowo z Galatasaray. Katalończycy nie mogą być zadowoleni z tego wyniku, gdyż to oni prowadzili grę i częściej przebywali na połowie przeciwnika. Jednak powolne rozgrywanie akcji, brak pomysłu w ofensywie i nieskuteczne dośrodkowania nie pozwoliły zawodnikom Xaviego zdobyć chociaż jednej bramki, która by była dobrą zaliczką przed trudnym rewanżem na wyjeździe. Wszystko rozstrzygnie się na gorącym terenie w Stambule.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.