Tylko jeden piłkarz Legii usłyszał z trybun swoje nazwisko! Ksywka "Leicester"

Bartłomiej Kubiak
Najpierw były gwizdy na piłkarzy Leicester, później gol strzelony o symbolicznej godzinie, a po meczu skandowanie nazwiska Cezarego Miszty, który w czwartek wytrzymał presję i godnie zastąpił Artura Boruca - spostrzeżeniami po wygranej Legii z Leicester (1:0) w Lidze Europy dzieli się Bartłomiej Kubiak ze Sport.pl.

Mahir Emreli, czyli tzw. timing idealny

Była idealnie 19:16, kiedy Mahir Emreli przepchnął Daniela Amarteya, przełożył sobie piłkę z prawej nogi na lewą i ze skraju pola karnego pokonał Kaspera Schmeichela. Kibicom mistrza Polski tej symboliki nie trzeba tłumaczyć. Ale gdyby ktoś nie wiedział albo zwyczajnie nie skojarzył, to w 1916 roku została założona Legia.

Zobacz wideo

I Legia sama z tej symbolicznej godziny często korzysta. W ostatnich latach wielokrotnie specjalnie czekała na 19:16, by pochwalić się czy to transferem, czy to nową koszulką, czy inną akcją marketingową, z którą startowała. Teraz wyczekał na odpowiednią godzinę też sam Emreli. Tzw. timing idealny.

Azerski napastnik, który na Łazienkowską trafił przed sezonem, szybko został gwiazdą Legii. Także w klubowych mediach i przy okazji różnego rodzaju akcji marketingowych, więc pół żartem już mógł się dowiedzieć, że 19:16 to dla Legii godzina nieprzypadkowa. Dwa tygodnie Emreli w Moskwie wraz z Arturem Borucem i Luquinhasem znalazł się na wielkich banerach. A przed meczem z Leicester też został gwiazdą krótkiego filmiku, który Legia nakręciła z tej okazji. A w czwartek został jednym z wielu bohaterów na boisku, bo po wygranej z Leicester na wyróżnienie zasługuje nie tylko on.

Wystarczyło 15 minut

- Czym możemy się przeciwstawić? Przede wszystkim organizacją gry, pełnym zaangażowaniem, tak jak staramy się to robić w każdym spotkaniu. Chciałbym, aby moi zawodnicy uwolnili swój potencjał, pokazali pełnię możliwości. Często szukamy prostych rozwiązań, nie wykorzystując potencjału technicznego. A wszyscy piłkarze, którzy są w Legii, mają świetne umiejętności techniczne - zachwalał swoich graczy w środę Czesław Michniewicz.

Z tym świetnymi umiejętnościami technicznymi swoich piłkarzy trener Legii trochę przesadził. Wiedzieliśmy to już przed meczem, ale w czwartek też nie trzeba było długo czekać, by przekonać się o tym po raz kolejny... Była 15. minuta, kiedy Emreli - zanim pokonał Schmeichela - przepraszał kolegów właśnie za to, że źle przyjął piłkę. Co prawda sytuacja wcale nie była taka prosta, bo podanie, choć dokładne, było też dość mocne i dalekie: z linii obrony, od Artura Jędrzejczyka. Ale z drugiej strony też nie było na tyle trudne, bo Jędrzejczyk podał dobrze - dość dokładnie i pod nogi - by Emreli sobie z nim nie poradził.

No, ale sobie nie poradził. Zresztą nie jako jedyny, bo braków w wyszkoleniu technicznym doszukiwać się można praktycznie u każdego legionisty. O tym jedynym, do którego pod tym względem nie można mieć większych zastrzeżeń, napiszemy za moment.

Zbigniew Boniek krótko podsumował mecz Legia - LeicesterZbigniew Boniek krótko podsumował mecz Legia - Leicester

Najman i Gołota w jednej loży

Kiedy Emreli strzelał gola na 1:0, wszyscy kibice wyskoczyli z radości. To znaczy: prawie wszyscy, bo centralnie w loży pod trybuną prasową siedział Marcin Najman. Mieliśmy na niego dobry widok. No i czasem zerkaliśmy. Jakoś tak się składało, że zawsze kiedy patrzyliśmy, Najman akurat patrzył w telefon. Słowem: z tych naszych obserwacji wynikało dość jasno, że nie jest przesadnie zainteresowany grą Legii i samym spotkaniem.

Jeśli już, to prędzej sam wzbudzał zainteresowanie. Szczególnie przed meczem, kiedy chętnie pozował do zdjęć. Zresztą nie sam, bo razem z nim w loży pojawił się inny pięściarz - dużo lepszy, a przy tym wychowanek Legii i warszawiak - Andrzej Gołota. Jego akurat z telefonem w ręku nie przyłapaliśmy ani razu.

Najpierw "Legia", później gwizdy

"Legia!" - krzyknęli kibice na pół godziny przed meczem, kiedy spiker w swoim zwyczaju zapytał, kto dziś wygra. Staliśmy akurat wtedy na trybunie prasowej - nad stolikiem, gdzie siedzieli dwaj angielscy dziennikarze. Ich reakcja była wymowna, bo od razu oderwali się od komputerów, podnieśli głowy, spojrzeli na trybuny i szeroko otworzyli oczy. A później w kierunku "Żylety" spoglądali jeszcze wiele razy.

W czwartek przy Łazienkowskiej stadion był pełen. Kibice na trybunach głośno a momentami bardzo głośno - szczególnie w samej końcówce spotkania - dopingowali Legię. Zaczęli jednak od gwizdów. Na angielskich piłkarzy, którzy w ramach akcji antyrasistowskiej "Black Lives Matter", jak to mają w zwyczaju, przyklęknęli na chwilę na jedno kolano. Później już tych gwizdów było zdecydowanie mniej, bo i nie było na co gwizdać. Legia, choć oddała piłkę Leicester, broniła się umiejętnie. I dowiozła korzystny wynik do końca.

Legia Warszawa po golu na 1:0Tak wygląda tabela grupy Legii Warszawa w LE! Sensacja w Neapolu

Leicester, czyli Miszta. Nowy serialowy bohater

Lirim Kastrati - Moskwa, Mahir Emreli - Praga, Ernest Muci - Zagrzeb, Rafael Lopes - Tallin i Luquinhas - Bodo. W czwartek Legia.Net napisała, że to nowe ksywki legionistów, nawiązujące do bohaterów "Domu z Papieru", czyli popularnego serialu na Netflixie, gdzie każda z postaci ma pseudonimy, które są nazwami miast. - Czy któryś z piłkarzy Michniewicza po czwartkowym meczu zostanie nazwany Leicester? - pytał serwis.

No i pewnie zostanie, ale to wcale nie jest taki oczywisty bohater, bo tym oczywistym mógłby zostać Josue (Emreli, strzelec gola, ma już zarezerwowaną swoją ksywkę).

- Przed nami trudne zadanie, ale każdy piłkarz lubi takie wyzwania. Kiedy ludzie nie dają ci żadnych szans, możesz im pokazać, że się mylą. Mnie takie sytuacje dodatkowo motywują - mówił przed meczem Josue, który wraz z Michniewiczem pojawił się na konferencji prasowej. Portugalski pomocnik w czwartek był wyjątkowo zmotywowany. Biegał więcej niż zwykle, a do tego dokładnie podawał. To po jego asyście zwycięskiego gola strzelił Emreli.

Mahir Emreli po golu na 1:0 w meczu z Leicester City"Złodziej piłek"! Tak Mahir Emreli strzelił gola dla Legii w meczu z Leicester. Ależ to zrobił

Gdybyśmy mieli patrzeć tylko na grę i boisko, to Josue zasługiwałby na ksywkę Leicester. Ale to był taki mecz, że trzeba patrzeć na wszystko. Także na okoliczności wokół meczu. A te w ostatnich dniach były wyjątkowo niesprzyjające dla Cezarego Miszty. 19-letni bramkarz w sobotę nie pomógł Legii w meczu z Rakowem (2:3). Przy wyniku 0:0 spowodował rzut karny, którego nie obronił, a później też grał bardzo niepewnie.

W czwartek Miszta też nie był najlepszy na boisku - miewał problemy szczególnie przy dośrodkowaniach piłki z rzutów rożnych. Ale wytrzymał presję, godnie zastąpił kontuzjowanego Artura Boruca i też dzięki pomocy kolegów z drużyny zachował czyste konto. No i to on w naszym odczuciu zasłużył na ksywkę Leicester. Zresztą chyba nie tylko w naszym, bo kiedy legioniści po meczu podeszli zwyczajowo cieszyć się pod "Żyletę", Miszta był jedynym piłkarzem, który z trybun usłyszał swoje nazwisko.

Więcej o: