Rywal Legii przebojem wdarł się do czołówki Premier League. Wielka przemiana w 13 lat

Konrad Ferszter
Chociaż zaledwie 13 lat temu Leicester City spadało na trzeci poziom rozgrywkowy w Anglii, to dziś klub z niespełna 400-tysięcznego miasta zna każdy kibic futbolu. - Przeżyliśmy niesamowity rollercoaster. Jesteśmy wielkimi szczęściarzami, że to wszystko działo się na naszych oczach - mówi kibic Leicester City, Ryan Hubbard. W czwartek zespół Brendana Rodgersa zagra z Legią Warszawa w Lidze Europy.

Kiedy w 2014 roku Leicester City po 10 latach wracało do Premier League, żaden z kibiców klubu z King Power Stadium nie mógł nawet marzyć o tym, co wydarzyło się w ciągu następnych 24 miesięcy. Chociaż w pierwszym sezonie po powrocie do elity drużyna Nigela Pearsona ledwo utrzymała się w lidze, to w kolejnym, już pod wodzą Claudio Ranieriego, sięgnęła po pierwsze w historii mistrzostwo Anglii. Była to jedna z największych sensacji w historii futbolu, bo maleńkie Leicester City wyprzedziło rywali budowanych za setki milionów funtów. Ich szanse przed sezonem oceniano na 1:5000.

Zobacz wideo "Trochę się obawiam, czy Legia nie pójdzie śladem Lecha z poprzedniego sezonu"

Chociaż od tamtej pory tak dużego sukcesu klub z King Power Stadium już nie odniósł, to tamto mistrzostwo Anglii nie okazało się jednorazowym wybrykiem. Leicester City, które przez lata tułało się po niższych ligach, albo szurało po dnie Premier League, dołączyło do angielskiej elity. Chociaż jeszcze kilka lat temu sukcesem dla drużyny było bezpieczne utrzymanie, to dziś jego celem minimum jest gra w europejskich pucharach. W dwóch ostatnich sezonach Leicester City było o krok od awansu do Ligi Mistrzów, jednak ten wylatywał im z rąk w ostatniej chwili.

- W ciągu ostatnich 13 lat przeżyliśmy niesamowity rollercoaster: od gry na trzecim poziomie rozgrywkowym do pierwszego mistrzostwa Anglii w zaledwie osiem lat. Jeszcze dekadę temu nikt o nas nie słyszał, a teraz jesteśmy znani na całym świecie. Fani Leicester City są wielkimi szczęściarzami, że to wszystko działo się na ich oczach - mówi nam kibic klubu Ryan Hubbard.

Taj, który zbudował rodzinę w Leicester

- Najważniejszym momentem była zmiana właściciela w 2010 roku. Chociaż zajęło im trochę czasu, by rzeczy zaczęły się układać po ich myśli, to warto było być cierpliwym. Mimo że kadencje Paulo Sousy czy Svena Gorana Erikssona nie były dobre, to mogliśmy poczuć, że nowi właściciele nie chcą zbudować tylko silnej drużyny. Chodziło im o coś więcej, o stworzenie specyficznego klimatu, rodziny w Leicester - dodaje Hubbard.

Za przemianą klubu stoi Vichai Srivaddhanaprabha, który majątku dorobił się dzięki wolnocłowym handlu. Latem 2010 roku zarządzane przez Srivaddhanaprabhę konsorcjum Asian Football Investments odkupiło od Milana Mandaricia Leicester City za około 39 mln funtów.

Ale Srivaddhanaprabha był kimś więcej niż tylko biznesmenem i właścicielem klubu. W przeciwieństwie do swoich odpowiedników z największych klubów, którzy na co dzień są niedostępni i nieosiągalni, był po prostu jednym z mieszkańców miasta, członkiem lokalnej społeczności. Pobyt w Anglii go zmienił. O ile w Tajlandii o Srivaddhanaprabhie wiedzieli niewiele, o tyle w Leicester nie miał przed nikim tajemnic.

Srivaddhanaprabha udzielał się w akcjach charytatywnych, z własnych środków finansował miejscowe szpitale. Był też jednym z kibiców. Sponsorował roczne karnety najbardziej oddanym fanom, z okazji swoich urodzin spotykał się z nimi pod stadionem, zapraszając na ciasto i piwo. Przed meczami wyjazdowymi organizował kibicom śniadania.

"Był wyjątkowy pod wieloma względami. Rozmawiał z kibicami, słuchał ich i brał pod uwagę ich zdanie przy codziennym zarządzaniu klubem. Rozumiał ich problemy i troski. W czasach, gdy kluby piłkarskie są wielkimi, bezdusznymi firmami, to niespotykane" - napisano w "Guardianie" po tragicznej śmierci Srivaddhanaprabhy. Tragicznej, bo właściciel klubu zginął trzy lata temu, po tym jak lecący z nim na pokładzie śmigłowiec, runął na parking przy stadionie. Wszystko działo się godzinę po ligowym meczu z West Hamem United.

- Srivaddhanaprabha jest bohaterem w Leicester. Poprzez swoją dobroć i ciepło został momentalnie przyjęty i zaakceptowany w mieście. Khun Vichai przybliżył ludzi do klubu i zbudował wokół niego oddaną społeczność. Bardzo mocno angażował się też w sprawy pozasportowe, wspierając lokalne szpitale i organizacje charytatywne. Jego dobroć i mądrość nigdy nie zostaną zapomniane - mówi Hubbard.

Duma po pogrzebie, która przeniosła się na klub

Chociaż śmierć Srivaddhanaprabhy wstrząsnęła lokalną społecznością i klubem, to w Leicester City nie zapanował chaos. Rządy w klubie przejął syn Vichaia -  Aiyawatt - który pełni funkcję prezesa. I idzie mu to bardzo dobrze. W poprzednich dwóch latach Leicester City kończyło ligę na 5. miejscu, w maju pierwszy raz w historii wygrało Puchar Anglii, a w sierpniu sięgnęło po Tarczę Wspólnoty. Mimo że Leicester City wciąż nie ma i pewnie nigdy nie będzie mieć takich możliwości finansowych jak największe kluby w kraju, to przebojem wdarło się do angielskiej elity.

- W 2015 roku, gdy byliśmy jeszcze na dole tabeli Premier League, byliśmy świadkami historycznego pogrzebu byłego króla Anglii, Ryszarda III, którego szczątki przeleżały ponad 500 lat pod parkingiem. Wydarzenie, o którym mówił cały świat, zmieniło Leicester. Nagle ludzie poczuli się dumni, że są z tego małego miasteczka. Można było wyczuć, że ta atmosfera przeniosła się też na klub i drużynę. To był bardzo symboliczny moment - wspomina Hubbard.

I dodaje: Na ten moment nasza pozycja w angielskim futbolu jest więcej niż satysfakcjonująca. Jesteśmy w ligowej czołówce, w tym roku pierwszy raz sięgnęliśmy po Puchar Anglii. Wciąż jednak jest w nas pragnienie, by systematycznie iść naprzód. Wygrana w Lidze Europy byłaby kolejnym, ważnym krokiem.

"Celem powinno być wygranie Ligi Europy"

W Lidze Europy Leicester City grało już w poprzednim sezonie. Zespół Rodgersa tej przygody nie będzie jednak wspominał najlepiej, bo w 1/16 finału odpadł po rywalizacji ze Slavią Praga. Teraz apetyty w klubie i mieście są zdecydowanie większe.

- Ligę Europy to dla nas bardzo prestiżowe rozgrywki, w których możemy zmierzyć się z bardzo silnymi i ciekawymi rywalami. Za takich właśnie uznajemy Legię, Napoli i Spartak, które z różnych względów są bardzo znane w Europie. Oczywiście żadnego z nich nie możemy lekceważyć, ale uważam, że naszym celem powinno być wygranie Ligi Europy. Mamy wystarczającą jakość w drużynie i inne podejście nie miałoby w ogóle sensu - mówi Hubbard.

Ambicje Leicester City są coraz większe, ale początku tego sezonu w klubie nie mogą uznać za udany. Po sześciu kolejkach Premier League zespół Rodgersa zajmuje dopiero 13. miejsce w tabeli z siedmioma punktami na koncie. Leicester City nie wygrało w lidze od trzech meczów. W sobotę drużyna Rodgersa zremisowała z Burnley (2:2), a wcześniej przegrała z Brighton (1:2) i Manchesterem City (0:1).

- Trudno wskazać jedną przyczynę, bo każdy z kibiców i ekspertów ma własną opinię. Na pewno nie pomaga nam to, że ważni zawodnicy jak James Maddison i Youri Tielemans są w słabszej formie. Problemem jest też zgranie obrony, a para stoperów Caglar Soyuncu -  Jannik Vestergaard dla wielu nie jest tą, która powinna zaczynać mecze. W tym momencie jedynym światełkiem w tunelu jest to, że Jamie Vardy się przełamał. Jego gole będą niezbędne, by wrócić do wygrywania meczów - wylicza Hubbard.

"Kibice są podekscytowani meczami z Legią"

Sytuacja w Leicester City nie jest łatwa. Po ostatnim meczu z Burnley schodzący do szatni Rodgers został wygwizdany przez kibiców. - Jestem już tu bardzo długo i to nasz pierwszy kryzys. Zresztą to normalne w tym zawodzie. Przyjmuję te gwizdy z pokorą, ale też spokojem - powiedział trener Leicester City.

W czwartek jego drużyna będzie miała szansę się przełamać i odnieść pierwsze zwycięstwo w tej edycji Ligi Europy. W pierwszej kolejce zespół Rodgersa zremisował u siebie z Napoli 2:2. - Wielu kibiców Leicester City jest naprawdę podekscytowanych meczami z Legią. To nasz pierwszy polski przeciwnik w europejskich pucharach. Niestety przez koronawirusa wyjazdy są teraz utrudnione, ale ci, którzy wybierają się do Warszawy, nie mogą się doczekać, by poczuć atmosferę na stadionie, która znana jest w całej Europie. Sportowo na pewno nikt jej nie lekceważy. Zwłaszcza po wielkiej wygranej w Moskwie w ostatnich minutach - mówi Hubbard.

Mecz Legia - Leicester City w czwartek o 18:45. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej.

Więcej o: