Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rosjanie mocno obrażali Legię. A kibic mistrzów Polski zasługuje na duży szacunek

Bartłomiej Kubiak
Rosyjscy kibice w trakcie meczu śpiewali obraźliwą piosenkę na Legię - taką samą, jaką śpiewają kibice Lecha. Ale Legia na to nie zważała. I choć wsparcia na trybunach nie miała praktycznie żadnego, bo na sektor gości w Moskwie dostała się czwórka kibiców, to Czesław Michniewicz znowu pokazał, że ma patent na rywali w europejskich pucharach - spostrzeżeniami po wygranym 1:0 meczu ze Spartakiem dzieli się Bartłomiej Kubiak ze Sport.pl.

Kiedy w doliczonym czasie do drugiej połowy zwycięskiego gola dla Legii strzelił nowy nabytek i wchodzący w środę jako rezerwowy Lirim Kastrati, eksplodowali wszyscy polscy dziennikarze na trybunie prasowej. Przesadnie nie cieszył się tylko Czesław Michniewicz. Jakby wiedział, że trzeba jeszcze wytrzymać te kilka minut, jeszcze trochę się napracować, by po 10 latach Legia znowu z Moskwy przywiozła korzystny wynik. No i przywiozła. Fazę grupową Ligi Europy zaczęła od wyjazdowego zwycięstwa ze Spartakiem (1:0).

Szacunek dla niego

"Legija k...a!" - krzyknął ktoś z trybun na pół godziny przed meczem, a później ktoś obok kilkukrotnie głośno uderzył w bęben zza jedną z bramek, gdzie zebrali się ubrani na czarno kibice Spartaka. Odpowiedzi się nie doczekali, bo w środę w Moskwie - poza kilkudziesięcioosobową delegacją klubu z Łazienkowskiej - nie pojawili się kibice Legii Warszawa.

Zobacz wideo "Nie zgodzę się, że Legia jest kopciuszkiem w tej grupie"

Baner Legii w MoskwieLegia wykupiła w Moskwie billboardy. Nietypowa akcja przed meczem ze Spartakiem

To znaczy: na sektorze gości pojawiło się ich ledwie kilku. A jeden przypadek zasługuje na szczególną uwagę, bo to był kibic Legii, który dostał się do Moskwy autostopem. I dopiero na miejscu, w dniu meczu, ogarnął sobie bilet i wszedł na stadion. Szacunek.

Nerwy kibiców Spartaka

W środę stadion Spartaka był dość głośny i rozśpiewany, bo kibice siedzący - a precyzyjniej to stojący - za wspomnianą bramką od początku meczu prowadzili doping. Ale jeszcze na dobę przed meczem w ogóle nie było pewne, czy wejdą na stadion. Rosyjski sanepid we wtorek po południu poluzował pandemiczne obostrzenia. I ostatecznie na 44-tysięcznej Otkrytijej Arienie zasiąść mogło nie trzy, a 13,5 tysiąca kibiców.

Ale czy tyle zasiadło? Mamy wątpliwości. Spiker w przerwie meczu, jak to ma w zwyczaju np. na stadionie Legii, nie poinformował jaka była frekwencja na meczu. Zresztą nie był to jeden spiker, a dwoje spikerów, bo towarzyszyła mu także pani spiker. Ona przyjemnym głosem tłumaczyła słowa rosyjskiego spikera na polski. I denerwowała tym kibiców Spartaka, bo ci bardzo alergicznie reagowali nawet na automatyczne komunikaty w języku polskim, które przypominały, by na trybunach zachowywać dystans i nosić maseczki.

"Do nienawiści do tej drużyny..."

Zresztą kibice Spartaka alergicznie reagowali też na piłkarzy Czesława Michniewicza, bo "Legija k...a!" intonowana była kilkukrotnie w trakcie meczu. Po raz pierwszy w 17. minucie, kiedy legioniści mieli rzut rożny. Ostatecznie ze stałego fragmentu wywalczonego przez Filipa Mladnenovicia nic nie wyszło - Legia nie oddała strzału, a piłka nawet nie doleciała do pola karnego, bo rzut rożny został rozegrany krótkim podaniem - ale kibice Spartaka i tak jeszcze przez dobrą minutę chwalili się dobrą znajomością jednego polskiego obraźliwego słowa.

Po godzinie gry okazało się jednak, że to więksi poligloci niż nam się wydawało, bo z sektora za bramką Artura Boruca zaintonowana została obraźliwa przyśpiewka o Legii - "Do nienawiści do tej drużyny..." - którą najczęściej śpiewają kibice Lecha. Bramkarz Legii nieczęsto sam w karierze lubił prowokować wrogich kibiców (m.in. Rangersów czy Widzewa), ale tym razem - szczególnie po wyjściu z tunelu na drugą połowę, kiedy kibice Spartaka znowu ubliżali Legii - zachował spokój.

Nowa rola prezesa Legii Warszawa. Dariusz Mioduski w strukturach PZPN-uNiejasna sytuacja Michniewicza w Legii. Mioduski: Nie wiem, czy się dogadamy

Z jednej strony nerwy, z drugiej pełen spokój

Spokojny za to nie był trener Spartaka. - Ej! No co jest z wami, strzelicie coś w końcu!? - gdyby słowami opisać reakcję trenera Ruiego Vitorii to wyglądałoby to właśnie tak. To była 14. minuta spotkania, ale trener Spartaka już wcześniej był wściekły. Zaczął we wtorek na konferencji przedmeczowej (więcej tutaj), a w środę na meczu dalej był poddenerwowany. Z tą różnicą, że nie na dziennikarzy, a na własnych piłkarzy.

Po raz pierwszy w 5. minucie, kiedy odwrócił się od boiska i złapał za głowę. A po chwili aż podskoczył, kiedy jego piłkarze nie wykorzystali kolejnej okazji. A nie wykorzystali dlatego, że w obu przeszkodził im Maik Nawrocki, w środę najlepszy z legionistów na boisku, który najpierw zablokował Ezequiela Ponce, a po chwili Gieorgija Dżykiję.

Vitoria wściekał się też w kolejnych minutach, żył tym meczem zdecydowanie bardziej niż Michniewicz, który przy bocznej linii obserwował wszystko spokojnie i tylko czasem coś podpowiadał swoim piłkarzom. Trener Spartaka podpowiadał niewiele, a w końcu też machnął ręką i na swoich piłkarzy - w 41. minucie, kiedy spuścił głowę i ręce, gdy Victor Moses - który chwilę wcześniej bez problemu minął w polu karnym Legii Mladenovicia - nie zdołał w sytuacji sam na sam trafić w bramkę.

Nie tylko kibice Legii mieli patent na Moskwę

- Nie jesteśmy faworytem, ale faworyt nie zawsze wygrywa. Mam nadzieję, że sprawimy niespodziankę sobie i kibicom - mówił przed meczem Michniewicz, który już latem, w poprzednich spotkaniach w eliminacjach do europejskich pucharów wielokrotnie udowadniał, że sam też miał patent na rywali.

W środę ten patent może nie był specjalnie wyszukany i był też już dobrze znany, bo Legia podobnie zagrała niedawno w wyjazdowym meczu ze Slavią w IV rundzie eliminacji Ligi Europy (2:2). Wtedy też przez większość meczu tylko przeszkadzała, a swoich okazji szukała w dalekich zagraniach na wolne pole za plecy obrońców. W taki sposób strzeliła w Pradze dwa gole. W środę w Moskwie jednego - nieco inaczej, bo po kontrze ze skrzydła i dośrodkowaniu do Kastratiego przez innego rezerwowego - Ernesta Muciego.

Ale co ważniejsze: sama nie straciła żadnego. I choć na stadionie w Moskwie żegnały ją gwizdy, to jeszcze głośniejsze dostali piłkarze Spartaka, którzy w lidze zajmują dopiero dziewiąte miejsce w tabeli, a w najbliższej kolejce grają z CSKA.

Więcej o: