Reakcje Czesława Michniewicza streszczeniem meczu. Ale to cieszynka Emreliego jest symbolem

Dużo o meczu ze Slavią Praga mówią same reakcje trenera Czesława Michniewicza: gdy trafiała Slavia, łapał się za głowę i zaciskał pięści po dwóch bramkach dla Legii Warszawa. Po ostatnim gwizdku i wzwycięstwie 2:1 z uniesionymi rękami cieszył się z awansu do Ligi Europy. A z nim cały stadion.

Gdy piłkarze schodzili na przerwę, stadion milczał. Chwilę wcześniej Slavia Praga strzeliła gola na 1:0 i przy Łazienkowskiej pojawiło się zwątpienie. Filip Mladenović nieodpowiedzialnie sfaulował, Josue nie zdążył zablokować strzału, a Artur Boruc nie miał żadnych szans na obronę. Zapanowała cisza. Legia Warszawa od 3. minuty grała w przewadze, ale kompletnie nie było tego widać. I o ile przez całe eliminacje europejskich pucharów imponowała dobrą organizacją gry, o tyle w kluczowym momencie ostatniego meczu zdrzemnęła się w swoim polu karnym, zostawiając dwóch piłkarzy bez krycia. Goście niewiele zrobili, a byli krok od awansu do Ligi Europy.

Zobacz wideo Michniewicz o odejściu Juranovicia: To się szybko potoczyło. Odszedł z klasą

Dopiero po przerwie Legia zaczęła atakować i wykorzystywać grę w przewadze. Po godzinie wyrównał Mahir Emreli, a stadion eksplodował. Symboliczna była reakcja samego napastnika, który od razu pobiegł po piłkę, wziął ją pod pachę i zaniósł na środek boiska. Wysłał reszcie kolegów sygnał, że za chwilę muszą ruszyć po kolejnego gola. I tak rzeczywiście się stało. Atmosfera na stadionie sprzyjała atakowaniu, a zawodnicy Slavii wyraźnie opadali z sił i cofali się coraz bliżej własnej bramki. Dziesięć minut później wykorzystał to Mladenović, który tak zacentrował w pole karne, że wystarczyło tylko delikatnie trącić piłkę, by wpadła do bramki. Emreli nie zawiódł i trafił po raz drugi. Dopiero wtedy pozwolił sobie na wybuch radości. Minęło kolejne dziesięć minut, a stadion nagrodził go owacją na stojąco, gdy opuszczał boisko.

To nie sen! Wielki faworyt pokonany. Legia Warszawa zagra w Lidze EuropyTo nie sen! Wielki faworyt pokonany. Legia Warszawa zagra w Lidze Europy

Miłe złego początki

Jeszcze kilkanaście minut przed godz. 21 wokół stadionu spacerowało parami mnóstwo dzieci. Legia Warszawa zaprosiła ich na "Żyletę", którą UEFA za karę zamknęła dla najzagorzalszych kibiców za odpalenie rac podczas rewanżu z Dinamem Zagrzeb. Gdy zaczął się mecz, w drodze na parking jeszcze korkowały się autobusy. W 4. minucie cały stadion ryknął, jakby właśnie padł gol dla Legii Warszawa. Spóźnialscy, którzy czekali w kolejkach przed stadionowymi bramkami, nerwowo sięgnęli po telefony, by sprawdzić, co się stało. Okazało się, że kibice fetują czerwoną kartkę pokazaną Tomasowi Holesowi, który brutalnie sfaulował Andre Martinsa. 

Ale kto później pojawił się na trybunach, mógł nawet nie zauważyć, że Slavia Praga ma jednego piłkarza mniej. To goście prowadzili grę i stwarzali groźniejsze sytuacje. Artur Boruc jak przed laty - w najbardziej pamiętnych meczach reprezentacji Polski - charakterystycznie rozkładając ręce i nogi rzucał się napastnikom pod nogi. Czuć było ulgę, ale też obawę, że już kolejna akcja może skończyć się stratą bramki. 

W doliczonym czasie do pierwszej połowy Slavia miała rzut wolny z boku pola karnego, atakowała raptem sześcioma piłkarzami, Legia miała wyraźną przewagę liczebną. A jednak po chwili dwóch zawodników Slavii zostało kompletnie bez krycia. Napastnik Ubong Ekpai trafił idealnie w okienko, a stadion zamarł. 

Kibice Legii Warszawa przygotowali transparent uderzający w UEFAKibice Legii Warszawa przygotowali dla UEFA rebus. Cios tuż przed meczem ze Slavią

Czas na wzmocnienia. Trudno uwierzyć w awans z Arturem Jędrzejczykiem na wahadle

Dopiero po przerwie piłkarze Legii Warszawa zaczęli wykorzystywać grę w przewadze. Spychali rywali coraz bliżej własnej bramki i dośrodkowywali piłkę. Czesław Michniewicz szedł na całość: zdjął Mateusza Hołowni - środkowego obrońcę i wprowadził napastnika Tomasa Pekharta, który nie dość, że dobrze gra głową, to jeszcze w niektórych akcjach wydaje się przyciągać piłkę w polu karnym. Mecz wydawał się więc układać idealnie dla niego. O dobrym wyniku przesądziła jednak skuteczność Mahira Emreliego, który najpierw (w 59. minucie) wykorzystał dośrodkowanie Rafy Lopesa, a później (w 70.) Filipa Mladenovicia. Mimo nerwów i zwrotów akcji Legia wygrała 2:1 i awansowała do Ligi Europy. Po meczu piłkarze świętowali razem z kibicami: w pierwszym rzędzie bohaterowie - Artur Boruc i Mahir Emreli. 

Legia Warszawa po pięciu latach zawodów i kompromitacji zagra w europejskich pucharach. I to nie w Lidze Konferencji, do której awans był dość prosty, ale bardziej prestiżowej Lidze Europy. Tam mistrzowie Polski spotkają się z lepszymi rywalami, dopiszą więcej punktów do rankingu UEFA i więcej zarobią. 3,63 mln euro za sam awans (ponad pół miliona euro więcej niż w przypadku wejścia do Ligi Konferencji), a dodatkowo 630 tysięcy euro za wygraną i 210 tysięcy euro za remis.

Być może prezes Dariusz Mioduski przeznaczy część tych pieniędzy na wzmocnienie składu. Bo to, że Legii udało się wywalczyć awans z Arturem Jędrzejczykiem na prawym wahadle, bez naturalnego zmiennika dla kontuzjowanego Andre Martinsa i z tercetem obrońców: Maik Nawrocki, Mateusz Wieteska, Mateusz Hołownia, jest wydarzeniem niebywałym. To awans pomimo wszystko.

- Rozmawiałem z prezesem przed i po meczu. Gratulował, ale o transferach jeszcze nie rozmawialiśmy - powiedział na konferencji prasowej Czesław Michniewicz. Do końca okienka pozostały raptem cztery dni.

Koniec marzeń Rakowa Częstochowa. Żelazna defensywa pękła. Raz, dwa, trzy...Koniec marzeń Rakowa Częstochowa. Żelazna defensywa pękła. Raz, dwa, trzy...

Więcej o: