Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Klub z miasta, którego mieszkańcy nie wypełniliby Old Trafford, może podbić Europę. Zaczynali od zera, są wzorem dla innych

Jakub Kręcidło
Gdy w 2004 r. Villarreal negocjował transfer Diego Forlana, dyrektor sportowy klubu chciał, aby Manchester United przy okazji zagrał na Estadio de la Ceramica sparing. Ale Anglicy odmówili. - Nie martwcie się, przyjadą. I to za darmo - stwierdził Fernando Roig, który w miasteczku znanym z ceramiki i pomarańczy zbudował jeden z najzdrowszych i najlepszych hiszpańskich klubów.

Gdyby o trofeum w finale Lidze Europy decydowały liczby, statystyki i historia, Villarreal nie miałby po co wychodzić na boisko. Manchester United ma sześciokrotnie wyższy budżet. Zdecydowanie przebija rywala pod względem popularności, sportowych osiągnięć i gwiazd. Zresztą, czy mogłoby być inaczej? Mówimy o Villarrealu, klubie z miasteczka, w którym jest jeden hotel i którego mieszkańcy wypełniliby Old Trafford w 67 proc. Na papierze wszystko przemawia za Anglikami. Na szczęście w piłce chodzi o coś więcej.

Zobacz wideo Ponad 230 mln dla polskich klubów! "To jeden z najtrudniejszych sezonów w historii" [Studio Biznes]

Hollywoodzka historia Villarrealu. Zaczynali od trzech osób, dziś zatrudniają pięćset

Villarreal ma 98 lat, ale jego historię można podzielić na dwie ery. Momentem zwrotny nastąpił w 1997 r. Balansujący na krawędzi drugiej i trzeciej ligi klub przejął Fernando Roig, miliarder i prezes Pamesy, firmy produkującej luksusowe płytki, do którego należy też kilka procent akcji największej w Hiszpanii sieci supermarketów Mercadona. Dla Roiga nie było rzeczy niemożliwych.

– Mam nadzieję dokonać czegoś wielkiego – deklarował Roig, gdy oficjalnie kupował Villareal. Ceremonia przekazania zespołu w jego ręce odbyła się w restauracji. Klubowy budynek był w tak opłakanym stanie, że nie wypadało podjąć w nim gości. Villareal przypominał wówczas klub z poprzedniej epoki. Syn Fernando Roiga wspominał na łamach "Guardiana", że kiedy weszli do siedziby klubu po raz pierwszy, pracownicy w biurze wciąż pracowali na staroświeckich maszynach do pisania.

Dziś Villarreal to korporacja zatrudniająca 500 osób.  Na Estadio de la Ceramica (nazwa nieprzypadkowa, pochodzi od ceramiki produkowanej przez Roiga) stworzono klub-wzór. Nigdy nie przeinwestowali. Wydają dużo, ale w Excelu wszystko się zgadza: bilans transferowy jest na plus. Prezes, jeden z najbogatszych Hiszpanów, nie szasta forsą. Nie ma żadnych długów. Kiedy drużyna niespodziewanie spadła w 2012 r., zaciągnął dziesięcioletnią pożyczkę. Spłacił ją w niespełna sześć lat. Roig w ogóle nie korzysta z pomocy publicznej, wszystko załatwia sam i dąży do upragnionego celu, czyli dokonania czegoś wielkiego. I nie załamywały go nawet pierwsze niepowodzenia, którymi było balansowanie na granicy LaLiga i Segunda na przełomie XX i XXI wieku. Ciągle pracował u podstaw, działając często mało efektownie, ale skutecznie. 

Spain Greece WCup 2022 SoccerTakiej reprezentacji Hiszpanie jeszcze nie mieli. Zaskakujące decyzje Luisa Enrique

Villarreal – klub bez długów, oparty na wychowankach i chcący rozwijać piłkarzy i ludzi

Pierwsze rezultaty przyszły jednak błyskawiczne. Klub z małego miasta najpierw stał się regionalną potęgą, budując popularność wśród lokalnej społeczności np. dzięki rozdawaniu biletów w szkołach, by trybuny przebudowanego stadionu nie świeciły pustkami. Od zera stworzona została klubowa akademia, dziś jeden z najlepszych ośrodków w kraju. W 2006 r., gdy Villarreal mierzył się w półfinale Ligi Mistrzów z Arsenalem, wychowanków w pierwszym skłądzie jeszcze nie było. Wówczas sukces opierał się na graczach z Ameryki Płd. Do półfinałów Pucharu UEFA (2003/04) i Ligi Mistrzów (2005/06) i wicemistrzostwa Hiszpanii (2007/08) klub doszedł z pomocą Diego Forlana, Juana Romana Riquelme, Diego Godina czy Marcosa Senny, który później otrzymał hiszpański paszport. 

Po sensacyjnym spadku w 2013 r. Roig obciął niemal wszystkie wydatki. Zaczął od zera. Budżet utrzymał jedynie w klubowej akademii. Efekty widać gołym okiem. Gdy 15 lat później Arsenal ponownie przyjechał na Estadio de la Ceramica, w kadrze gospodarzy było aż dziesięciu wychowanków, a z szesnastu graczy, którzy wystąpili w rewanżu na Emirates, ośmiu pochodziło z klubowej akademii. To dwaj kapitanowie - Mario Gaspar i Manu Trigueros, ale też przebijający się do składu napastnicy Fer Niño i Yeremi Pino i fenomenalny Pau Torres, czyli stoper, o którego biją się najmocniejsze kluby w Europie. On dołączył do klubu w wieku pięć lat i zaczął grać w drużynie "cherubinków". Przeszedł przez wszystkie kategorie wiekowe i został pierwszym reprezentantem Hiszpanii urodzonym w Villarreal. 

"Wiedziałem, że w Atletico trzeba cierpieć, ale nie aż tak!". Spisek i walizki z pieniędzmi

Dziś klub ma dwa ośrodki treningowe i kilkanaście boisk, na których pracują 32 różne grupy młodzieżowe. Około setka dzieci mieszka w budynkach akademii. – Chcemy wychować piłkarzy, ale i ludzi. Jeśli wraz z rozwojem sportowym nie idzie rozwój ludzki, nie zbudujesz dobrej drużyny – uważa wiceprezydent klubu Llaneza. Dlatego władze uczą swoich zawodników, że sport to nie wszystko. Gracze trenują i uczą się, ale też odwiedzają dwanaście organizacji charytatywnych, odwiedzając domy starców i pomagając osobom z autyzmem czy sparaliżowanym ludziom. To zmienia ich jako ludzi, o czym mówił Trigueros, który skończył studia pedagogiczne. – Poczucie bliskości jest dla nas wszystkim – podkreśla Roig, najdłużej urzędujący prezes w LaLiga.

Villarreal słynące z eksportu pomarańczy i firmy ceramicznej stało się znane także dzięki piłce

– To rodzina właścicieli, nie ja, jest projektem – podkreśla trener Uani Emery. To widać. W Villarrealu postawiono na rozwój efektownego futbolu. Kreują tam piłkarzy znakomitych technicznie, ofensywnych, docenianych w całej Hiszpanii, ale i poza nią, bo to właśnie ze szkółki "Żółtej Łodzi Podwodnej" wywodzi się Carlitos, były gwiazdor ekstraklasy. Młodzieżowe drużyny z Estadio de la Ceramica podbijają kraj, a Trigueros za klucz do sukcesu uważa grę piłką: – Jeśli Anglicy mieliby nas ograć, to nie dlatego, że brakowało nam siły fizycznej, ale ze względu na fakt, że źle kontrolowaliśmy piłkę. Jeśli hiszpański zespół gra dobrze piłką, może ograć każdego. Pod względem fizycznym pomocnicy United są znacznie mocniejsi. Ale gdy muszą się zatrzymać, pojawia się problem, tak samo jak wtedy, gdy muszą ganiać w kółko. Oni są jak silnik benzynowy, my jak diesel. Lepiej radzimy sobie na dłuższych dystansach, gdy dłużej kontrolujemy piłkę, gdy kontrolujemy ustawienie. Villarreal został zbudowany na pomocnikach, którzy nie boją się gry piłką. Czasem ją stracisz, tak już bywa. Ale jeśli na dziesięć prób zagrania do przodu wychodzi ci dziewięć, będziesz miał okazje do zdobycia bramki. To klucz. 

"Rzeź w szatni" Barcelony. Laporta nie ma sentymentów. Koniec ze "świętymi krowami"

Roig zaznacza, iż nie rozumie, jak można być właścicielem drużyny i żyć kilka tysięcy kilometrów dalej, jak szefowie Liverpoolu czy Valencii. On jest w szatni praktycznie non-stop, tworząc klub, w którym piłkarze po prostu chcą grać. Każdy mówi o miejscu, w którym dobrze się gra i żyje. Ten klub to jedna, wielka rodzina. Roig senior jest właścicielem Villarrealu. Roig junior - dyrektorem generalnym. Llaneza to wiceprezydent. A takie przykłady można mnożyć. – Gdyby to zależało wyłącznie ode mnie, nigdy bym nie chciał odchodzić – podkreśla obrońca Alberto Moreno.

Nie można się jednak temu dziwić. Villarreal to jeden z najbardziej harmonijnie rozwijających się klubów. Stworzenie marki w miejscu, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie kojarzyło się z futbolem, to osiągnięcie. W świecie, w którym nad futbolem wisi widmo elitarnej Superligi, teoretycznie nie ma miejsca na takie historie, ale futbol często wyrównuje szanse. Ale w kontekście Villarrealu nie można mówić o sukcesie przypadkowym. 

– Ludziom czasem wydaje się, że jesteśmy nowym klubem w czołówce. Ale tak nie jest – podkreśla Roig. Liczby mówią same za siebie. Villarreal jest na 17. miejscu w tabeli wszech czasów LaLiga. W ostatnich dwudziestu sezonach, zespół czternastokrotnie grał w europejskich pucharach. Czterokrotnie grał w półfinałach kontynentalnych rozgrywek (2003/04, 2005/06, 2010/11, 2015/16), a teraz stanie przed szansą na pierwsze trofeum w historii, a zmierzy się z Manchesterem United. Z tym klubem związana jest ciekawa anegdotka. Gdy w 2004 r. Llaneza negocjował kupno Diego Forlana, chciał, by Anglicy zgodzili się na rozegranie sparingu na Estadio de la Ceramica, ale odmówili. – Nie martw się, przyjadą. I to za darmo – deklarował Roig. I tak też się stało. Przyjechali już jesienią 2005 r. A później wrócili trzy lata później. Z czterech meczów przeciwko United, Hiszpanie nie przegrali ani jednego.

Karim Benzema"Nigdy nie wybaczę Benzemie". Wybaczył? Powołanie do kadry to sprawa wagi państwowej

"Marzenia nie kosztują". Unai Emery ma doprowadzić Villarreal do pierwszego w historii trofeum

Do finału Ligi Europy Villarreal doprowadził Unai Emery. Sam fakt, że klubowi udało się zatrudnić trenera mającego w CV cztery finały LE czy pracę w Paris Saint-Germain i Arsenalu, świadczy, iż nie mówimy o pierwszej lepszej drużynie, a o jednej z najstabilniejszych ekip w kraju. – Marzenia nie kosztują. A ja marzę o zdobyciu trofeum z Villarrealem – deklarował Emery na pierwszej konferencji prasowej. I jest o krok od zrealizowania marzenia całego miasta. – Zatrudniliśmy Unaia po to, by grać w takich meczach – podkreślał Roig. 

By zakontraktować 49-latka, z Villarrealu wyrzucony został Javi Calleja, klubowa ikona. Państwo Roig uznali, że do aspirowania do trofeów potrzebują trenera ze szczytu, a takim jest Emery. I choć wyniki w LaLiga nie napawały optymizmem (Calleja punktował lepiej niż Emery), to w Lidze Europy jest rewelacyjnie. Z 14 meczów Villareal wygrał 12, a dwa zremisował. Dzięki Emery’emu najlepszy sezon w karierze rozegrał Gerard Moreno, świetnie rozwinął się Torres, odżył sprowadzony z Walencji Dani Parejo, a i drużyna zrozumiała myśl szkoleniowca, który w ostatnich miesiącach przeszedł sporą zmianę i stał się nieco bardziej otwarty na zmiany. Emery z początku ustawiał drużynę nad wyraz ofensywnie, ale zmienił zdanie po porażce 0:4 z Barceloną na Camp Nou. Po niiej nadeszła seria 19 meczów bez porażki. I choć na początku roku przyszedł kryzys, to nie przeniósł się on na Europę. Gdy trener zobaczył, że nie ma szans na kwalifikację do Ligi Mistrzów dzięki LaLiga, rzucił wszystkie siły na rozgrywki kontynentalne. Dziś zbiera tego owoce.

Oburzeni zapytają: Oburzeni zapytają: "Ale że Grosickiego nie wziął?". Ale to inna absencja jest szokująca

"Nawet przez myśl mi nie przeszło, że zagramy w finale europejskiego pucharu"

Triumf nad Manchesterem United zapewniłby Villarrealowi nie tylko pierwsze w historii trofeum, ale też kwalifikację do Ligi Mistrzów, czyli wejście do innego świata pod względem finansów – za sam udział w Champions League zgarnia się ponad 15 mln euro, gdy za awans do finału Ligi Europy klub otrzymał ok. 20 mln. Porażka, z której nikt nie robiłby tragedii, zesłałaby drużynę do Ligi Konferencji Europy, do której zakwalifikowali się dzięki LaLiga. Sam awans do finału LE i tak jest kolosalnym osiągnięciem. – To  najważniejszy mecz w naszych życiach – podkreślają zgodnie piłkarze Villarrealu. Do Gdańska przyleciało ponad dwa tysiące hiszpańskich kibiców, w tym ten jeden, najważniejszy: Fernando Roig. Wyjazd 74-latka stał pod dużym znakiem zapytania, bo kilkanaście dni temu zachorował on na koronawirusa. Na szczęście na czas się wyleczył i w środę będzie na trybunach, tak samo jak klubowe legendy - Santi Cazorla czy Bruno Soriano. 

– Gdy przejmowałem Villarreal, przez myśl mi nie przeszło, że zagramy w finale europejskiego pucharu – przyznaje Roig. – Chciałem mieć klub w LaLiga. Mieć szkółkę. Być poważną, respektowaną instytucją. Do finałów docierają jednak tylko najlepsi. Wszyscy o tym marzą, a niewielu się udaje. I nam się udało! Ale największą satysfakcję daje mi poczucie dumy, które czuję u mieszkańców – podkreśla prezes, który w środę, niezależnie od wyniku, będzie mógł odczuwać największą dumę. 

Więcej o: