Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dramat Lecha! Prowadził, grał z przewagą zawodnika, przegrał po golu w ostatniej akcji!

Lech Poznań przegrał 1:2 ze Standardem Liege w 4. kolejce fazy grupowej Ligi Europy. Zespół Dariusza Żurawia może jednak mieć żal do siebie, bo prowadził 1:0, grając w przewadze jednego zawodnika, a decydującego gola stracił w ostatniej akcji spotkania.

Lech rozpoczął przygodę w fazie grupowej Ligi Europy przyzwoicie, jednak nie przyniosła ona korzystnych wyników. Piłkarze Dariusza Żurawia przegrali pierwsze dwa mecze - z Benfiką Lizbona (2:4) oraz Rangers FC (0:1). Dopiero trzeci mecz ze Standard Liege przyniósł wicemistrzowi Polski zwycięstwo, gdy poznaniacy wygrali na własnym stadionie 3:1.

Dariusz Żuraw podał skład Lecha na mecz ze Standardem. Są dwie zmianyDariusz Żuraw podał skład Lecha na mecz ze Standardem. Są dwie zmiany

Zobacz wideo

Tym razem ich rywalem ponownie była belgijska drużyna. Od początku spotkania piłkarze Standardu Liege wyglądali zdecydowanie lepiej, niemal nie pozwalając zawodnikom Lecha wyjść z własnej połowy. Kolosalną różnicę robił wysoki pressing, którym błyskawicznie odbierali piłkę, jeszcze na połowie zawodników Dariusza Żurawia. 

Pierwszą dobrą okazję piłkarze Standardu stworzyli sobie w 16. minucie, gdy bardzo groźny strzał oddał Fai. Kapitalnie zachował się wówczas Filip Bednarek, który zdołał odbić piłkę. Lech chciał odpowiedzieć już kilkadziesiąt sekund później, jednak Ishak został złapany na spalonym. Dziesięć minut później gospodarze mieli kolejną świetną sytuację, jednak Bednarek powstrzymał Oulare'a. 

Lech grał w przewadze zawodnika

W 40. minucie Standard stworzył sobie jeszcze jedną groźną sytuację, jednak Bednarek zatrzymał centrostrzał Gavory'ego. Najważniejsza rzecz pierwszej połowy wydarzyła się tuż przed przerwą. Wówczas drugą żółtą kartkę, za uderzenie rywala łokciem w głowę, zobaczył Oulare, który tym samym w głupi sposób osłabił swój zespół.

Gascoigne wspomina Maradonę. Ujawnił szczegóły spotkań sprzed lat. Gascoigne wspomina Maradonę. Ujawnił szczegóły spotkań sprzed lat. "Jestem trochę wstawiony"

Lech zaczął grać zdecydowanie odważniej, wykorzystując przewagę jednego zawodnika. Na samym początku drugiej połowy w dobrej sytuacji mógł znaleźć się Moder, jednak nie zdecydował się na strzał, a jego podanie okazało się niecelne. Kilka minut później strzał oddał Ishak, jednak piłka poszybowała ponad poprzeczką.

Z każdą kolejną minutą obraz gry zmieniał się coraz bardziej na korzyść Lecha. Piłkarze Standardu dali zamknąć się na własnej połowie, jednak zawodnicy Dariusza Żurawia nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza gospodarzy. To zmieniło się w 60. minucie, gdy Puchacz przejął piłkę po błędzie obrońców, minął jednego z nich, wycofał do Ishaka, który strzałem po bliższym rogu pokonał Bodarta.

Głupia czerwona kartka Crnomarkovicia

Radość piłkarzy Lecha nie trwała jednak długo. Już trzy minuty później zawodnicy Dariusza Żurawia stracili piłkę na własnej połowie. Balikwisha oddał strzał, Bednarek odbił piłkę, jednak na tyle niefortunnie, że ta spadła na nogę Tapsoby, który z najbliższej odległości wbił ją do pustej bramki, doprowadzając do remisu.

Lech powrócił tym samym do gry z pierwszych minut drugiej połowy i powolnego budowania akcji na połowie rywala. Piłkarze Standardu ponownie cofnęli się w okolice własnego pola karnego, czekając tam na swoją okazję wyjścia z kontrą. Jedna z nich skończyła się faulem w środkowej strefie boiska i drugą żółtą kartką dla Crnomarkovicia, przez co siły na boisku się wyrównały.

W ostatnich minutach obydwa zespoły skupiły się bardziej na defensywie, nie pozwalając rywalowi na stworzenie dobrej okazji i zmianę wyniku. Wszystko zmieniło się w 93. minucie, gdy po dośrodkowaniu z lewej strony boiska, strzał głową oddał Laifis, który strzałem przy słupku pokonał Bednarka i dał zwycięstwo Standardowi Liege.