Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

120 sekund mogło wstrząsnąć Lechem Poznań. Wicemistrz Polski w czołówce Ligi Europy

Lech Poznań znów przespał pierwsze minuty spotkania, ale potem był skuteczny. Dwukrotnie, dzięki akcjom oskrzydlającym, rozmontował obronę Standardu Liege. Wygrał 3:1. I dzięki temu jest jedną z najbardziej bramkostrzelnych drużyn Ligi Europy. Ekipą bogatszą o rankingowe punkty oraz 2,5 mln złotych. Oto nasze spostrzeżenia po starciu z Belgami.

Poznańskie (nie)wejście w mecz

Mecz ze Standardem Liege znów pokazał, że Lech w Lidze Europy ma problem z dobrym wejściem w europejskie starcia. O ile z rozpędzoną w Poznaniu Benficą (2:4) i podczas trudnego wyjazdu do Glasgow (0:1) swoisty paraliż w pierwszych minutach można było zrozumieć, o tyle oddanie najsłabszemu rywalowi w grupie inicjatywy na własnym obiekcie było i denerwujące, i niepokojące. W starciu z Rangersami Lech został zepchnięty do defensywy niemal przez kwadrans, ale potem przejął inicjatywę i zaprezentował się kapitalnie. W meczu z Belgami zastój wicemistrza Polski na szczęście trwał niecałe 10 minut. Kto wie, jak potoczyłyby się losy tego spotkania, gdyby goście strzelili gola już w 2. minucie, po wrzutce w pole karne? To właśnie w pierwszych dziesięciu minutach Belgowie byli bliscy skarcenia ospałych gospodarzy.

Zobacz wideo "Za chwilę kibice nie będą patrzeć, kogo Lech sprzedaje, tylko jakie wyniki osiąga"

Dani Ramirez w starciu ze Scottem Arfieldem z Glasgow Rangers"Obrazek, jakiego w Lechu dawno nie widzieliśmy. Byłem pod wrażeniem"

Skuteczność i skrzydlata ofensywa

Lech po początkowym przestoju, gdy zaczął grać swój normalny futbol, był bardzo skuteczny. Na dwa gole potrzebował właściwie trzech akcji, w których doszedł w pole karne rywala. Dwa strzały zamienił w dwie bramki i to w odstępie raptem ośmiu minut. Szczególnie podczas drugiego trafienia okazało się, jak ważny jest atak większą liczbą graczy, włączanie się w ofensywę bocznych obrońców. Kolejorz po tym, jak dość długo kombinował i wymieniał podania w środkowej części boiska niedaleko pola karnego gości, na chwilę przystanął. Jakub Moder zatrzymał się, jakby zapraszając do akcji nadciągającego na dużej szybkości Tymoteusza Puchacza. Ten podciągnął do linii końcowej i dograł do Mikaela Ishaka, co skończyło się bramką. Zresztą poznaniacy szybko zorientowali się, że największe zagrożenie pod bramką osłabionego w defensywie rywala powodują po wejściach bocznymi sektorami boiska. Schemat z drugiej bramki Kolejorz powtórzył przy trzecim trafieniu i znów zadziałało. Do tego stopnia, że asystujący i strzelający był ten sam.

Lech strzela sporo. Jeśli spojrzymy na zespoły z trzecich i czwartych miejsc z dwunastu grup Ligi Europy, zobaczymy, że od Lecha jest tylko jedna bardziej bramkostrzelna drużyna. To grający w grupie I Sivasspor. Turcy mają 6 trafień. Po trzech meczach wicemistrz Polski ma pięć goli, choć po meczu ze Standardem mogło być ich sześć, a nawet siedem. W czwartek po jednym ze strzałów do przekroczenia piłki całym obwodem linii bramkowej zabrakło kilku centymetrów, a gospodarze nie wykorzystali też sytuacji sam na sam. Co ciekawe na 48 drużyn w tegorocznej edycji LE, tylko 13 na tym etapie rozgrywek uzyskało więcej goli niż Lech. 

Tak wygląda tabela grupy D po zwycięstwie Lecha Poznań [SYTUACJA W GRUPIE]Tak wygląda tabela grupy D po zwycięstwie Lecha Poznań [SYTUACJA W GRUPIE]

Niebezpieczne rozprężenie

Gdyby w futbolu tak jak w siatkówce można było brać czas, trener Dariusz Żuraw powinien skorzystać z niego w 29. minucie, tuż po stracie gola. Strzał w słupek Nicolasa Raskina, pechowe odbicie piłki od Filipa Bednarka i jej dobicie przez Maxime’a Lestienne’a zahipnotyzowało Polaków. W ciągu kolejnych dwóch minut mogli oni stracić kolejnego gola po błędzie poznańskiego bramkarza. Bednarek tak niefortunnie przyjął piłkę, że właściwie oddał ją Standardowi. Belgijscy gracze nie wykorzystali sytuacji sam na sam. To były błędy i 120 sekund Lecha, które na tym poziomie nie powinny się zdarzyć. W meczach z Rangersami czy Benficą taka nieodpowiedzialność byłaby kosztowna.

Miliony w kasie

Zwycięstwo ze Standardem dało Lechowi nie tylko pierwsze trzy punkty w fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Europy, ale też poskutkowało pierwszymi zarobionymi w tej fazie pieniędzmi. Choć do momentu awansu do fazy grupowej Lech zgarnął już około 4,5 mln euro, to za przegrywane mecze UEFA nic nie płaci. Czwartkowa wgrana z Belgami warta jest 570 tysięcy euro, czyli 2,5 mln złotych. To w czasach pandemii koronawirusa i problemów z przychodami pieniądze bardzo ważne. Dodatkowo Lech dostanie dwa punkty do swojego klubowego rankingu UEFA. To dużo. Dość powiedzieć, że do tej pory za dotarcie do fazy grupowej Kolejorz też dostał dwa oczka. A zbieranie tych punktów ważne jest w kolejnych latach przy eliminacyjnych rozstawieniach.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .