Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań leczy z kompleksów i wykorzystuje swoją szansę. To trzeba docenić

Lech Poznań powoli leczy mnie z kompleksów, w które przez lata wpędzały mnie pozostałe polskie zespoły grające w Europie. I chyba nie jestem w tym sam. Widzę w kibicach dużo zrozumienia, po dwóch porażkach w Lidze Europy nikt nie namawia do rewolucji. Raczej poklepują Lecha po plecach: ucz się, Kolejorzu, dalej wyciągaj wnioski.

Lech Poznań nigdy nie spotka w ekstraklasie lepiej atakującej drużyny niż Benfica Lizbona i nigdy nie zagra z zespolem broniącym się lepiej niż Rangersi. Klasę obu rywali należy docenić - pewnie dopiero faza pucharowa, do której zapewne właśnie te zespoły awansują, pokaże jak trudne zadanie miał Kolejorz. W obu tych spotkaniach był słabszy: z Portugalczykami przegrywał przede wszystkim indywidualnościami - w Poznaniu nieprędko pojawi się tak utalentowany piłkarz jak Darwin Nunez - za to Szkoci odstawali organizacją gry. A jednak Lecha w obu tych meczach dało się poznać: nie pękł przed znacznie bardziej renomowanymi rywalami, nie porzucił swojego charakteru, nie zaczął grać zachowawczo. Miałem wrażenie, że z obu tych meczów chciał czerpać garściami. Z pierwszego przede wszystkim przyjemność, cały ten prestiż, otoczkę, uwagę skautów. W Glasgow pragnienia były już inne, a Lech bardziej zrównoważony, spokojniejszy i dojrzalszy. 

Zobacz wideo "Lech Poznań zapłacił za swoją filozofię, ale to jest słuszna filozofia"

Oczekiwania szorujące po dnie

Zapewne poznaniacy dalej będą nas dzielić swoimi występami. Już po meczu z Benficą część kibiców i komentatorów piała z zachwytu nad odważnym stylem gry, podczas gdy inni pytali - co po samym stylu, skoro nie dał nawet remisu? Jeszcze większy rozdźwięk pojawia się w ocenie spotkania z Glasgow Rangers. Dobry występ? Zaraz, zaraz - Kolejorz znów przegrał i nie oddał nawet celnego strzału. 

Glasgow Rangers - Lech Poznań. Thomas RogneLech Poznań bardziej dojrzały, ale mniej porywający. Efekt ten sam - porażka i zero punktów

Rozumiem jednych i drugich, bo to po prostu kwestia oczekiwań i świadomości z kim przyszło mu grać. Benfica jedenaście ostatnich lat spędziła w Lidze Mistrzów i nagły spadek do Ligi Europy był dla jej kibiców poważnym ciosem. Z kolei Steven Gerrard zrobił z Rangersów mistrzów defensywy, którzy w dwunastu ligowych meczach stracili tylko trzy gole. Nie tylko Lech nie oddał przeciwko nim celnego strzału. Celticowi też się to nie udało, i Standardowi Liege też, i Ross County też. Ktoś, kto liczył, że Kolejorz nawiąże do 2010 roku, urwie kilka punktów faworytom i powalczy o wyjście z grupy, pewnie będzie nieco zawiedziony. Ale jeśli ktoś oczekiwania obniżył - a przyznam się, że obniżyłem znacząco, nie tylko wobec Lecha, ale w ogóle wszystkich polskich drużyn grających w eliminacjach - znajdzie powody do zadowolenia. Przecież kluby reprezentujące nas w pucharach potrafiły w ostatnich latach przegrać z każdym - pojawiali się byle Słowacy, Białorusini, Cypryjczycy czy Duńczycy, a my oddawaliśmy im piłkę i błagaliśmy o jak najniższy wymiar kary. Dlatego teraz potrafię cieszyć się tym, że Lech jednak tej piłki nie oddaje, mimo że rywali ma o klasę - albo i kilka klas - lepszych od siebie. Nasze zespoły przez lata tylko reagowały na to, co robili przeciwnicy, więc pewnie dlatego cieszę się, że Lech w pewnych fragmentach meczu przejmuje inicjatywę. Zgadzam się z Dariuszem Żurawiem, że tylko taka odważna gra, choć naraża na błędy, może nas dokądś zaprowadzić. Tak bardzo przez lata wstydziłem się za polskie zespoły, które tylko kopały od obrońców na napastnika, że czuję się lepiej, gdy Lech wyprowadza piłkę od swojej bramki i radzi sobie z pressingiem Szkotów.

Wymówką dla naszych trenerów było już wszystko: zmęczenie, długa podróż, upał, natłok meczów, opóźnione transfery do klubu, wyprzedaż najlepszych zawodników. Doceniam więc, że Żuraw nie tłumaczył porażki z Rangersami brakiem kluczowych piłkarzy - Pedro Tiby i Jakuba Kamińskiego, że po przegranej z Benficą nawet nie wspomniał o braku Lubomira Satki, że o naprawdę szalonej liczbie spotkań mówi tylko ciągnięty za język. Jest konkretny: tu nie wykorzystaliśmy okazji, tam mieliśmy większy problem z ich stworzeniem, ale głów nie spuszczamy, bo wiemy z kim graliśmy. Poza tym, w ostatnich latach widziałem już drużyny, z którymi trudno było się identyfikować. Cieszę się więc, że w jedenastce Lecha jest Puchacz, Moder, Kamiński, Skóraś czy Marchwiński. Patrzę później na skład reprezentacji Polski i widzę, że ma to sens. I to tych młodych piłkarzy doceniam najbardziej. Przeszliśmy bowiem od stwierdzeń, że w Europie nie ma już słabych drużyn - jako kolejnego wytłumaczenia najbardziej wstydliwych porażek - do Tymka Puchacza, który po Rangersach czuje niedosyt i mówi, że "przecież nie mieli w składzie takich kozaków jak Benfica". Do Modera, który przekonuje kibiców, że tym odważnym graniem zdobędą w końcu punkty. 

Na razie Lech Poznań wykorzystuje swoją szansę 

Lechowi to leczenie nas z kompleksów idzie bardzo bardzo, dlatego oczekiwania rosną więc z meczu na mecz i następne na liście oczekiwań są punkty. Był fajny styl w spotkaniu z Benficą, w Glasgow pojawiła się już bardziej dojrzała i uważna gra. Zatem przeciwko Standardowi Liege, który po dwóch meczach też nie ma punktów, Kolejorz pewnie spróbuje zebrać to wszystko do kupy i wreszcie zapunktować. Też nie chciałbym po sześciu porażkach w fazie grupowej bronić go argumentami przytoczonymi wyżej, choć większość z nich pewnie pozostanie aktualna, potrzeba następnych. Jeśli jednak Lech dalej będzie wyciągał wnioski i z tygodnia na tydzień modyfikował swoją grę w oparciu o nie, to z Belgami punkty zdobędzie.

Glasgow Rangers - Lech Poznań. Filip Marchwiński kontra Ryan KentLech Poznań ma diament, ale musi go oszlifować. Styl jest, punktów nie ma [OCENY]

Faza grupowa dla Lecha Poznań miała być przygodą, z której będzie mógł się wiele nauczyć. Nie mam na razie wrażenia, że Kolejorz zaprzepaszcza tę szansę. Przeciwnie: weryfikuje się na tle lepszych rywali grając w swoim stylu. Akcje, które znamy z ekstraklasy przeniósł do Ligi Europy - pierwszego gola Benfice strzelił przecież po rozegraniu, które widzimy po trzy-cztery razy w każdym meczu. Sam gola stracił po dośrodkowaniu z boku boiska - co raz jeszcze przypomniało, że ofensywnie grający Puchacz i Czerwiński czasami zostawiają skrzydłowym za dużo miejsca. Z Benficą Dani Ramirez miał kilka strat w środku pola, które omal nie skończyły się stratą bramki. W ekstraklasie też zdarza mu się w podobny sposób zgubić piłkę, ale ze względu na niższą jakość rywali nie jest to aż tak niebezpieczne. Benfica i Rangersi wybaczali znacznie mniej niż polskie zespoły. I w Glasgow Hiszpan tych strat miał już znacznie mniej. Przeciwko Benfice skrzydłowi chwilami za mało wspierali bocznych obrońców. Tu znów plusik dla Żurawia, bo w Szkocji i pod tym względem było lepiej.  Zobaczyliśmy już mniej odważnego Lecha, bardziej pragmatycznego, czekającego na błąd rywala, ale nadal podejmującego ryzyko. Za pierwszą połowę można go było tylko chwalić. I choć był to znacznie mniej efektowny mecz niż z Benficą, to w przerwie szanse na zdobycie punktów wydawały się większe niż przed tygodniem. Zabrakło sił, dała o sobie znać dość wąska kadra, w oczy rzucał się brak Tiby i Kamińskiego. I pomyśleć, że naprawdę żadnego z tych argumentów piłkarze i trener Lecha nie wykorzystali jako wymówki…