Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań bardziej dojrzały, ale mniej porywający. Efekt ten sam - porażka i zero punktów

Inny mecz, inny Lech Poznań, ale i satysfakcji z gry nieco mniej niż przeciwko Benfice. Zespół Dariusza Żurawia można pochwalić za pierwszą połowę, w drugiej dały o sobie znać problemy kadrowe. Lech przegrał z Glasgow Rangers 0:1 i po dwóch meczach Ligi Europy ma zero punktów.

Już wypowiedziami na konferencji prasowej Steven Gerrard, trener Glasgow Rangers, namalował nam ten mecz. - Kilka razy obejrzałem spotkanie Lecha z Benficą. Wyglądało jak mecz koszykówki. Akcja za akcję, z jednego końca boiska na drugi. My postaramy się lepiej zorganizować w obronie. Musimy być czujni, bo wiemy, że Lech może nas skrzywdzić w każdej chwili - mówił. A jeśli do tych wypowiedzi dołożyliśmy statystyki, z których jasno wynikało, że najmocniejszą stroną jego zespołu jest skuteczna gra w defensywie, wiedzieliśmy już, jakiego spotkania się spodziewać. 

Zobacz wideo Ogromne pieniądze dla Lecha Poznań! Zarobili fortunę. Nie mogą popełnić błędu Legii

Zaskoczenia nie było - mecz w Glasgow był mniej porywający i znacznie spokojniejszy. Koszykówki nie przypominał w żadnym momencie. Jak już porównywać - to do szachów. Przed tygodniem Lech pięknie przegrał. Zagrał odważnie, z polotem. Atakował i na kilkanaście minut przed końcem wydawało się nawet, że jest bliski wyrównania, ale brakowało mu szczęścia przy wykończeniu składnych akcji. W końcu Portugalczycy wyprowadzili kontrę i podwyższyli prowadzenie na 4:2. Wyszło wtedy ich otrzaskanie na najwyższym poziomie. Podzieliliśmy się: większość chwaliła Kolejorza za tę odwagę i podjęcie ryzyka. Podkreślała, że przyjemnie się na jego grę patrzyło. Była dumna, że nie wystraszył się znacznie bardziej renomowanego rywala. Ale była też grupa psiocząca: że co po dobrej grze, skoro nie ma z niej punktów?

Rangersi w porównaniu z Benficą grali znacznie bardziej schematycznie, dlatego Lechowi - przynajmniej w pierwszej połowie, gdy jeszcze miał siłę sprawnie biegać - łatwiej było się bronić. Pomysłu na przeniesienie piłki do lewej strony, by Ryan Kent mógł ją dośrodkować w pole karne, piłkarze Dariusza Żurawia nauczyli się już po kwadransie, bo za każdym razem wyglądało to identycznie. W składzie Szkotów nie było też piłkarza pokroju Darwina Nuneza, który przed tygodniem schodził z boiska z hat-trickiem i umiejętnościami wyraźnie przerastał zawodników Lecha. Ale jest też druga strona medalu: zespół Gerrarda - zgodnie z jego zapowiedziami - był bardziej uporządkowany i lepiej organizował się w defensywie. Zostawiał na boisku mniej miejsca. Na to jednak Kolejorz też miał swój pomysł.

Jakub Moder w barwach BrightonJakub Moder tłumaczy wybór nowego klubu. "Plan jest klarowny. Szybko podjąłem decyzję"

Znacznie dojrzalszy Lech Poznań 

Bo na boisko w Szkocji wyszedł inny Lech: dojrzalszy, bardziej skupiony na defensywie. Nie poszedł na wymianę ciosów, jak przed tygodniem. Przed przerwą udało mu się połączyć odwagę z rozsądkiem. Wprawdzie nie atakował już z takim rozmachem, jak tydzień temu: Moder nie oddał dziesięciu strzałów, Marchwiński nie przepuścił nikomu piłki między nogami, a Ramirez nie dryblował w stylu Zinedine’a Zidane’a, ale nie sposób było Lechowi zarzucić, że całkowicie porzucił swój charakter - nadal bowiem odważnie budował akcje od swojej bramki i wychodziło mu to bardzo dobrze, mimo wysokiego pressingu rywala. Kolejorz, choć ustawiał się bliżej własnej bramki niż zazwyczaj, wciąż pamiętał o atakowaniu. Wystarczyło, że Rangersi stracili piłkę, a lechici momentalnie wyprowadzali kontrataki. Kilka razy udało im się złapać rywali na wykroku i uzyskać przewagę liczebną, ale akcje te kończyły się niecelnymi strzałami Mikaela Ishaka. Te kilka akcji warto jednak docenić. Rangersi są bowiem mistrzami defensywy - w dwunastu ligowych meczach stracili tylko trzy gole. Siedem razy zachowali czyste konto, czym wyrównali klubowy rekord. - Doskonała gra w obronie to ich wizytówka - komplementował jeszcze przed meczem Dariusz Żuraw. 

Z kolei wielki wpływ na poprawę gry Lecha w obronie miał powrót Lubomira Satki. To szef defensywy Lecha, jeden z najlepszych obrońców w ekstraklasie. Nie tylko dobrze odbiera piłkę i ją rozgrywa, ale samą swoją obecnością wpływa na grę pozostałych obrońców. Przypomina się akcja z pierwszej połowy, w której najpierw odebrał piłkę, a po chwili - mimo ataku rywala - nie wybijał jej na oślep przed siebie, jak zrobiłaby większość obrońców, ale spokojnie zagrał po linii do Alana Czerwińskiego. To detale, które robią różnicę.

Krótka kołderka i znacznie słabsza druga połowa

Początek drugiej połowy sugerował, że piłkarze obu drużyn zeszli do szatni z niedosytem i wrócili na boisko utwierdzeni w przekonaniu, że strzelenie gola jest kwestią czasu. Lechu ruszył więc do ataku, przeprowadził najlepszą kontrę w tym meczu, ale gola znów nie strzelił. Po tej akcji Rangersi na dłużej przejęli inicjatywę. Spychali Kolejorza coraz głębiej, dłużej utrzymywali się przy piłce, co chwilę dośrodkowywali piłkę w pole karne. Jedna z tych centr dała im prowadzenie - bramkę głową zdobył wprowadzony sześć minut wcześniej Alfredo Morelos. 

Rangersi fizycznie lepiej wytrzymali ten mecz - po zmianie stron Lech nie miał już tyle sił. Nie wychodził tak żwawo z kontratakami. Przyspieszał i zwalniał, podczas gdy gospodarze utrzymywali podobną intensywność przez całe spotkanie. Gerrard wykorzystał też to, że ma szerszą i bardziej wyrównaną kadrę. Zdążył przeprowadzić cztery zmiany, a w tym czasie Dariusz Żuraw wpuścił na boisko tylko Jana Sykorę za Michała Skórasia. W dodatku zmiana ta niczego Lechowi nie dała. Podobnie zresztą jak nieco spóźnione wejście Niki Kaczarawy. Koledzy nie wykorzystali jego dobrych warunków fizycznych i nie posłali w pole karne żadnego celnego dośrodkowania. Zabrakło też tej pazerności w dążeniu do remisu, która pojawiła się w Poznaniu przeciwko Benfice. Wtedy czuło się, że Lech idzie na całość, patrzy tylko przed siebie, szuka gola. W Glasgow szukał resztek sił.

Bez Tiby nie trybi

Trzeba jednak pamiętać, że kontuzje wykluczyły z tego meczu Pedro Tibę, Jakuba Kamińskiego, Djordje Crnomarkovicia i Bohdana Butko. Szczególnie odczuwalna była nieobecność Portugalczyka. To serce i mózg Lecha. Piłkarz kluczowy w każdym elemencie gry. On porządkuje grę w środku pola, on nadaje tempo atakom, on stempluje niemal każdą akcję. Daje sygnał do pressingu, jest przedłużeniem ręki trenera na boisku. Nie mógł zagrać przez drobną kontuzję. Mimo to, w pierwszej połowie Lech nie przegrał walki o środek pola. Momentami nawet przeważał i układał grę pod siebie.

Dariusz Żuraw nie szukał jednego zastępcy Tiby. Jego zadaniami podzieliła się cała trójka środkowych pomocników - Filip Marchwiński grający zdecydowanie niżej niż zazwyczaj, Dani Ramirez i Jakub Moder. Pomimo ich starań założę się, że każdy kibic Lecha przynajmniej raz podczas tego meczu westchnął: "aj, gdyby tu był Tiba…"