Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Były kapitan Lecha Poznań pod wrażeniem. "Niech teraz Lech trafi na największych"

- Nerwy w końcówce? Nie takie rzeczy się w piłce przeżyło - śmieje się Bartosz Bosacki. - Lech zasłużył na grę w fazie grupowej Ligi Europy. I teraz życzę mu, żeby wylosował wielkich rywali - dodaje były kapitan "Kolejorza". Wicemistrz Polski awans wywalczył pokonując na wyjeździe 2:1 Charleroi, czyli lidera ligi belgijskiej. Przez ostatnie 20 minut zespół Dariusza Żurawia grał w dziesiątkę.

Czerwona kartka (za drugą żółtą) dla Lubomira Satki w 76. minucie sprawiła, że im bliżej było końca, tym rozpaczliwiej wyglądała obronna gra Lecha.

Zobacz wideo Portret rodziny Brzęczków to jest filmowa historia! [SEKCJA PIŁKARSKA #65]

Sędzia? Wyszło na zero

- Ani druga kartka dla Satki, ani wcześniejszy rzut karny po fauli Satki [w 51. minucie, przy prowadzeniu 2:0, Filip Bednarek obronił] nie były takimi decyzjami sędziego, o których można by z pewnością powiedzieć, że były błędne. Może niemiecki arbiter był drobiazgowy, ale w sumie wszystko wyszło na zero, bo pod koniec meczu jeden z lechitów dostał w rękę w polu karnym i chociaż piłka była nabita, to sędzia dałby Belgom karnego, gdyby był naprawdę drobiazgowy - komentuje Bosacki. - Trzeba uczciwie powiedzieć, że Lech zagrał bardzo dobry mecz, ale miał też sporo szczęścia, bo gracze Charleroi w końcówce trafili w słupek i w poprzeczkę, a gdyby wyrównali, to dogrywkę w dziesięciu poznaniakom trudno byłoby wytrzymać - dodaje były kapitan Lecha.

Brawo młodzież. Znowu

Bosacki, który w Lechu zaczynał karierę i grał w nim w sumie przez 11 lat, szczególnie zadowolony jest z postawy wychowanków klubu. - Młodzież znów pokazała swoją wartość. Bardzo podobała mi się gra Kamińskiego. Szkoda, że w 90. minucie nie wykorzystał świetnej sytuacji na 3:1. Ale on biegł na pełnym gazie ze swojej połowy pod bramkę Belgów, na pewno od połowy drogi zastanawiał się jak strzelić, a w końcu zabrakło mu siły i obrońca go dogonił - mówi Bosacki.

Ofensywa świetna. A defensywa?

W ofensywie Lech wyglądał bardzo dobrze, poza zmarnowaną sytuacją Kamińskiego były jeszcze inne, które mogły dać wicemistrzom Polski kolejne gole. Gorzej wicemistrz Polski prezentował się w obronie. - Można mieć takie wrażenie, ale proszę popatrzeć na bilans drużyny we wszystkich meczach w europejskich pucharach w tym sezonie. Jedna stracona bramka w czterech meczach, czyli dobrze to wygląda - przekonuje Bosacki. - A że Charleroi kreowało sytuacje? Tak musiało być, bo to dobra drużyna, która jest w wysokiej formie. Przecież właśnie jest liderem swojej ligi [z sześcioma zwycięstwami i jednym remisem w siedmiu kolejkach] - zauważa były gracz Lecha.

Niech Lech trafi na największych

W piątek Lech pozna swoich rywali w fazie grupowej Ligi Europy. - Z kim by teraz Lech nie grał, to każdy mecz będzie dla niego świętem. Ale życzę chłopakom, żeby mieli okazję i przyjemność zagrać z takimi firmami jak Juventus czy Manchester City, z którymi Lech ze mną w składzie grał 10 lat temu - mówi Bosacki. - Grając w tamtych meczach miałem okazję się zmierzyć z piłkarzami, których przez lata obserwowałem. Takich przeżyć życzę młodszym kolegom. Niech mają okazję zmierzyć się z dużymi nazwiskami i zapamiętać ten sezon w pucharach na lata - podsumowuje Bosacki.

Przeczytaj także: