Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piast Gliwice i tak zrobił swoje. Taka jest jego pozycja w Europie

Wobec Piasta Gliwice nie mieliśmy już wielkich oczekiwań - ten zespół biorąc pod uwagę jego kadrowy potencjał i aktualne problemy, swoje już zrobił, wstydu nie przyniósł. Mieliśmy jednak nadzieję, że wbrew logice przejdzie FC Kopenhagę i awansuje do ostatniej rundy eliminacji Ligi Europy. Skończyło się porażką 0:3. Zbyt wysoką patrząc na przebieg meczu.

Piastowi jeden gol mógł spaść z nieba, gdy bramkarz Karl-Johan Johnsson wybijając piłkę ze swojego pola karnego, popełnił prosty błąd i trafił prosto w nogi nadbiegającego Piotra Parzyszka. Piłka odbiła się od niego jak od ściany, Polak nie miał żadnego wpływu na kierunek, w którym poleciała. Pech sprawił, że trafiła w słupek, a nie do pustej bramki. Mogło być 1:1. Ale czy wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej? Trudno w to uwierzyć.

Zobacz wideo Najważniejsze zadanie Michniewicza. "Jeśli mu się nie uda, będzie miazga"

Piast Gliwice w Kopenhadze pokazał ligową twarz

Problem w tym, że była to najgroźniejsza sytuacja, jaką miał Piast. Wzięła się z całkowitego przypadku, błędu rywala, nie wynikała z umiejętności czy planu wicemistrzów Polski. Dotychczas Piast funkcjonował w dwóch światach: ligowym i pucharowym. Oba miały ze sobą niewiele wspólnego: w lidze piłkarze Waldemara Fornalika w czterech meczach nie strzelili ani jednego gola, kulała gra do przodu, a obrońcy niemal w każdym meczu na chwilę przysypiali i tracili gole. Natomiast w dwóch eliminacyjnych meczach Piast zdobył pięć bramek, tworzył sporo okazji, przeszedł dwie rundy, co dla tego klubu jest historycznym wynikiem.

W Kopenhadze zobaczyliśmy Piasta, którego znamy z Ekstraklasy - brakowało mu jakości z przodu i skuteczności pod bramką przeciwnika. Przyczyn takiej indolencji jest kilka: kontuzjowani Jakub Świerczok i Gerard Badia, sprzedany Jorge Felix i Tom Hateley. Piotr Parzyszek bez formy albo myślami już w nowym klubie. Na pewno słaba dyspozycja Kristophera Vidy. Poza tym - zwyczajny pech, bo piłka dwa razy trafiła w słupek.

Piast przegrywał już od 14. minuty po golu swojego byłego piłkarza - Kamila Wilczka, który wepchnął piłkę do bramki po dobrym dograniu Pepa Biela. Gol ten niczego nie zmienił, wicemistrzowie Polski nie ruszyli wyraźnie do przodu, nie zaczęli grać odważniej, nie tworzyli kolejnych sytuacji. Tempo było identyczne jak przed stratą gola. Piastowi brakowało piłkarza, który potrafiłby wygrać pojedynek z rywalem, wziąć ciężar gry na siebie, pociągnąć resztę zespołu za sobą. Po godzinie coś jednak drgnęło. Wtedy Kopenhaga podwyższyła prowadzenie, a trenerzy Piasta wpuścili na boisko Michała Żyro - jedynego piłkarza, który z ławki mógł realnie wzmocnić ofensywę. Nie wszedł za Parzyszka, jak to zwykle bywa w lidze, ale za Patryka Sokołowskiego. Sygnał był jasny - atakować. Piast próbował: pod polem karnym rzeczywiście zaczął pojawiać się częściej, ale - znów podobnie jak na początku sezonu Ekstraklasy - brakowało mu skuteczności. Parzyszek kilka razy uderzał niecelnie, Vida nie uderzał w ogóle, bo w nieskończoność przekładał piłkę na drugą nogę. Gdy główkował Żyro, piłkę z trudem odbijał bramkarz. Podobnie po strzale Mikaela Kirkeskova z rzutu wolnego. Były trafienia w słupek, kilka ofiarnych interwencji obrońców Kopenhagi. Piast stworzył dostatecznie dużo okazji, by strzelić choćby jednego gola. Ale ile już razy podobne wrażenie mieliśmy po meczach ligowych?

Taka jest pozycja Piasta w europejskiej piłce

Zmierzam do tego, że Piast zagrał w Kopenhadze na miarę swojego potencjału. To zespół przebudowywany w każdym okienku transferowym - osłabiany, a nie wzmacniany. Waldemar Fornalik wciąż wymyśla go na nowo i osiąga wyniki ponad stan. Wstydu w Europie nie przyniósł - nie odpada po upokarzającej porażce, zgnieciony przez Duńczyków. Przeciwnie - biorąc pod uwagę wszystkie ograniczenia, wycisnął z tego meczu, ile mógł. Gdyby miał więcej szczęścia, mógłby nawet pokusić się Kopenhadze o niespodziankę. Trzeci gol nieco zakłamuje faktyczny obraz tego meczu.

Taka jest dzisiaj realna pozycja Piasta w Europie - może pokonać białoruskie zespoły, walczyć z austriackimi, ale na hegemona ligi duńskiej jest za słaby. FC Kopenhaga mogła wygrać wyżej, sam Wilczek zmarnował dwie dogodne sytuacje. Nie forsowała w tym meczu tempa, nie goniła za kolejnymi golami. Złościć się nie specjalnie jest na co. Lepszy zespół awansował do kolejnej rundy, a Piast - bogatszy o kolejne doświadczenia - może już skupić się na odrabianiu strat w lidze. Cudu nie sprawił, wstydu nie przyniósł.