Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Będę teraz chodził dumny po Szwecji. To Polska jest bardziej atrakcyjna"

Co warte jest wyjazdowe zwycięstwo Lecha Poznań z Hammarby 3:0? To wygrana, która daje awans do 3. rundy eliminacji Ligi Europy, ale też wynik, którego nie można rozpatrywać jako sukces. Zdaniem Jerzego Kruszczyńskiego, byłego gracza Lecha i Lechii, a od 30 lat trenera w Szwecji polska Ekstraklasa jest obecnie lepsza od Allsvenskan.

Porażka z Lechem Poznań nie jest dla Szwedów szczególną niespodzianką. Choć zdaniem bukmacherów, to Hammarby było liderem tej rywalizacji, tamtejsze media na przejście ekipy z Poznania nie dawały swojej drużynie większych szans.

Zobacz wideo Poważny problem Linettego w kadrze. "Jeden z pierwszych, któremu kupujesz bilet na turniej" [Sekcja Piłkarska #62]

- Szwedzi mieli sporo respektu do Lecha. Podkreślali, że to rywal doświadczony w europejskiej rywalizacji, bijący się o Europę niemal co roku. Hammarby gra te międzynarodowe mecze rzadziej. To "Kolejorz" był dla Szwedów faworytem meczu i mam wrażenie, że w drugiej połowie gospodarze zagrali z Polakami z większym respektem, albo nie byli już w stanie dotrzymać im kroku – komentuje Sport.pl Jerzy Kruszczyński, polski trener na stałe mieszkający w Szwecji, niegdyś gracz Lechii Gdańsk i Lecha Poznań. Zwraca uwagę na przygotowanie kondycyjne do tego spotkania.

Hammarby punkt od mistrza kraju

- W pierwszej połowie Hammarby grało nieźle. Przynajmniej, dopóki miało siły. W drugich czterdziestu pięciu minutach gospodarzom odcięło prąd. Nawet byłem zdziwiony, jak odstawali od Lechitów fizycznie. Poulinho łapał się za mięśnie uda. Robiły się luki i przestrzenie między strefami - zwraca uwagę nasz rozmówca. - Przypomnę tylko, że w tamtym roku ta drużyna do końca walczyła tu o mistrzostwo kraju (przegrała je o 1 punkt). Dodatkowo podczas pandemii trenował z nią Zlatan Ibrahimović (właściciel klubu- przyp. red).

- Podniósł ich na duchu. Chłopaki uwierzyli w siebie. Teraz jednak klub tak nie zachwyca. To, że ma problemy z obroną, też nie było nowością - mówi nam Kruszczyński. W jego opinii sztuczna murawa, na której odbywał się mecz, wcale nie była sprzymierzeńcem gospodarzy.

- Pika oczywiście leci czy odbija się na niej inaczej, ale na ogół jak chwilę się potrenuje, to łapie się wyczucie i można się do tego przyzwyczaić. Jeśli zawodnik jest dobry technicznie, to na sztucznej nawierzchni zyska. Nie będzie przeszkadzać mu wystająca kępka trawy czy dziura w boisku. Dla mnie gracze Lecha, gdy już przywykli do boiska pod względem technicznym prezentowali się bardzo dobrze - mówi nam Kruszczyński.

"Po Szwecji będę teraz chodził dumny"

Wygrana Lecha cieszy. Szczególnie nad Wisłą, ale nie można jej odbierać jako wieki sukces, raczej coś, co kiedyś było dla polskich klubów oczywistością. Skoro na 125 meczów w naszej historii wygraliśmy z rywalami ponad połowę (dokładnie 63), a 20 zremisowaliśmy, to Lech nawiązał do pięknej tradycji, która popsuła się po ostatnich występach naszych klubów w Europie. W tej dekadzie nie zdarzało się bowiem, że polska drużyna po rywalizacji ze Szwedami była zadowolona. Miesiąc temu Cracovia miała niewiele do powiedzenia w starciu z Malmoe (przegrała 0:2). Cztery i pięć lat temu w starciu z IFK Goeteborg odpadał Piast Gliwice (0:3, 0:0) i Śląsk Wrocław (0:2, 0:0). Wrocławianie wcześniej dwa razy musieli uznać też wyższość Helsingborgu. "Kolejorz" w europejskich pucharach do tej pory grał ze Szwedami trzykrotnie i zawsze z nimi odpadał.

- Po Szwecji będę teraz chodził dumny - uśmiecha się Kruszczyński. - To zawsze dobrze robi na spotkaniach ze znajomymi, jak przypominamy, że ta Polska też potrafi grać w piłkę - dodaje już poważniej. Zdaniem człowieka, który mecze szwedzkiej Allsvenskan i polskiej Ekstraklasy ogląda regularnie, trudno jednak przyjmować, że skandynawska liga ma obecnie nad polską jakąś przewagę.

- Ja bym powiedział, że szwedzka liga nie jest obecnie mocniejsza od polskiej. Wydaje mi się, że poziom ligowej piki nie idzie tutaj w górę, w dodatku wszystkim brakuje pieniędzy. To widać i po futbolu i po żużlu, gdzie Polska jest na tle Szwecji kierunkiem atrakcyjnym. Młodzi i przyszłościowi szwedzcy piłkarze szybko chcą wyjeżdżać za granicę, szczególnie do Holandii. Nie był to przypadek, że Lech pokonał Hammarby, bo przewyższał Szwedów kulturą gry. Grał mądrzej, był lepszy technicznie, miał pomysł na ten mecz i był lepiej przygotowany - komplementuje swój były klub Kruszczyński, którego zdaniem, gospodarzom nie pomógłby nawet otwarty dla fanów stadion.

- Myślę, że jakby kibice byli na trybunach, to i tak nie byłoby to dla gospodarzy inne spotkanie. W Sztokholmie, w Malmoe czy Goeteborgu fanów na trybuny w tych ważnych meczach rzeczywiście przychodzi sporo, jest żywiołowy doping. Szczerze, to ten 12. zawodnik nic by gospodarzom nie pomógł, bo w środę byli oni od Polaków słabsi - mówi nam zadowolony Kruszczyński.

W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy poznańska ekipa zmierzy się z wygranym starcia między OFI Kreta i Apollonem Limassol.