Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Legia ciągnęła przyczepę, a Piast zaskoczył. Bardzo dobra zmiana Fornalika"

Legioniści ciągnęli przyczepę już z Linfield (1:0). Z Omonią odpadli, bo byli słabsi w danej chwili (0:2). Piast zaskoczył mnie pozytywnie. Mimo wypracowania sobie przewagi nie spuścił z tonu i podwyższył wynik meczu z Mińskiem (2:0) - mówi o meczach polskich drużyn w el. europejskich pucharów Jacek Bednarz. Wyjaśnia, dlaczego czas będzie działał na korzyść zarówno warszawian, jak i gliwiczan.

Jacek Bednarz był zawodnikiem Legii Warszawa, Pogoni Szczecin czy Ruchu Chorzów, grał również w reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pełnił funkcję rzecznika prasowego, prezesa i dyrektora sportowego. Tę ostatnią rolę od 2017 roku sprawował przez sezon w Piaście Gliwice.

Kacper Sosnowski: Na tle Omonii, która wygrała w środę z Legią 2:0, Dinamo było dużo słabszą drużyną?

Jacek Bednarz: Na pewno słabszą, czy dużo trudno powiedzieć. Niełatwo to ocenić, bo sporo lepiej niż Legia z Cypryjczykami, zaprezentował się w Miśku Piast. Może jakby on grał z Omonią to wynik meczu z Nikozją byłby inny. Dinamo miało mniej indywidualności niż Omonia. Bazowało na motoryce, konsekwencji taktycznej, ale Białorusini zresztą tak, jak Gliwiczanie, popełniali w tym meczu błędy.

Zobacz wideo "Bayern przygotowuje się na finał 2023 i Lewandowski do tego finału dotrwa"

Gospodarze tych błędów robili całkiem sporo. Często tracili piłki, niedokładnie podawali, marnowali stuprocentowe sytuacje jak Shikavka, który był niemal sam na sam z Plachem.

- Gliwiczanie mieli wyższą kulturę gry, bo tym Piast się też wyróżnia w naszej Ekstraklasie. To zespół, który źle się czuje w bronieniu. On się broni tym, że gra w piłkę, jest zorganizowany, wie, co chce z futbolówką zrobić. To nie jest drużyna, która dobrze radzi sobie z wymianą ciosów, więc nie powinna się w taką wymianę wdawać, a trochę tego chciało Dinamo. Piast jak zbudował sobie przewagę, to strzelił gola. Potem łatwiej mu było mecz kontrolować, no może poza ostatnim kwadransem pierwszej połowy.

Strzelił gola i poszedł za ciosem.

- To, co mnie miło zaskoczyło, jak na Piasta i polskie kluby to, że zespół mimo wypracowania sobie przewagi nie spuścił z tonu. Po golu na 1:0 nie bronił się, tylko chciał podwyższyć. Zresztą trener Waldemar Fornalik zrobił w drugiej połowie bardzo dobrą zmianę wpuszczając na boisko Michała Żyrę, który pięknie wyłożył piłkę Jakubowi Świerczokowi i było 2:0. Oczywiście przy tym wyniku, trzeba też zganić Piasta za nonszalancję czy pomyłki, które doprowadziły, do znakomitej okazji gospodarzy. Zwykle tak jednak jest, że jak się pewnie wygrywa, to jest poczucie komfortu czy spokoju. Pewnie też dlatego, Świerczok w dwóch znakomitych sytuacjach nie podwyższył wyniku. Był sam na sam z bramkarzem i zgłupiał. Zbytnia pewność siebie jest czasem niebezpieczna.

Zastanawiałem się, czy trener Fornalik pogratuluje nowemu nabytkowi bramki, czy zgani go za późniejsze wyczyny?

- Gola pogratuluje, za niewykorzystane okazje zgani. Gol w jednej z dwóch sytuacji to dla napastnika był obowiązek, tym bardziej że na jego akcję pracowała cała drużyna. Świerczok generalnie rozegrał dobre zawody, a Piast, prowadząc do przerwy, zagrał jeszcze lepszą drugą połowę. W porównaniu do Legii to Piasta się dużo lepiej oglądało, nawet przy słabszym przeciwniku.

Sporo piłkarzy, którzy grali w tym spotkaniu, dobrze pan zna, bo albo ich ściągał do Gliwic, albo z nimi współpracował: Plach, Kirkeskov, Czerwiński, Konczkowski. Ten Piast przez trzy lata bardzo się nie zmienił.

- Ostatnio wydaje mi się, że jednak, że się trochę osłabił. Dobrze, że pozyskał Świerczoka i Patryka Lipskiego. Podejrzewam, że będzie musiał trochę inaczej grać. Nie tak jak za czasów mistrzostwa. Po odejściu Toma Hateley’a zrobiła się dziura. To był defensywny pomocnik, który bardzo odpowiedzialnie grał w obronie, ale był też ważny w rozegraniu, czy przy stałym fragmencie. Miał dobre uderzenie. Jak przyszedł Lipski, to rozgrywanie akcji będzie spoczywało na zawodniku numer "8", może nawet "10".

- Dotychczas to wyglądało tak, że Piast miał dwóch, albo trzech defensywnych ludzi, którzy potrafili dobrze rozegrać piłkę. Nie chodzi tylko o Hateley’a, ale też Tomasza Jodłowca, czy Patryka Sokołowskiego. Jorge Felix nie trzymał się swej pozycji, schodził do boku, czy do środka przerzucał piłkę, zaskakiwał i pograł z Gerardem Badią. Potrafił przy dośrodkowaniach strzelić nogą czy głową. Teraz przy nowych napastnikach trzeba będzie chwilę poczekać, by oni się zgrali. W Mińsku nie było za dużo akcji, które zrobili wspólnie. Albo coś sam zrobił Parzyszek – fajnie przyjął, przytrzymał piłkę, albo sam poszedł Świerczok. Między tą dwójką nie było jednak wielkiej współpracy. To pewnie przyjdzie. Do tego trzeba będzie wkomponować Lipskiego.

No to dobrze, że przed II rundą el. Ligi Europy będzie miesiąc przerwy.

- Jak najbardziej. Ona może posłużyć, nie tylko Piastowi, ale też Legii. Już w meczu Warszawian z Linfield było widać, że Polacy ciągną przyczepę. Z Omonią odpadli, bo byli słabsi od Cypryjczyków, ale myślę, że nie byli słabsi generalnie tylko w danej chwili. Błędy Legii kosztowały ją wiele. Omonia też się myliła, ale bez konsekwencji. To nie jest przecież drużyna poza zasięgiem Legii. Mistrz Polski za 3 tygodnie będzie wyglądał dużo lepiej. Ja wiem, że okres przygotowawczy był w tym sezonie specyficzny, ale podejrzewam, że zawodnicy i Legii i też Cracovii, która odpadła z Malmoe, dostali w kość. Oni będą dobrze wyglądać na jesieni. Przecież nawet z Linfield Legia zrobiła tylko jedną ładną składną akcję, a tak była drużyną wolną. W porównaniu z drużyną mistrzowską trochę się rozjechała. Michał Karbownik grał na lewej stronie obrony, teraz Aleksandar Vuković przełożył go na prawą, gdzie nie wygląda tak dobrze. Teraz te detale znowu muszą się wpasować i zatrybić i musi wrócić lekkość i szybkość. Wtedy będzie łatwo i przyjemnie. Legię stać na dużo lepszą grę.