Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Celtic zaoferował pomoc Legii Warszawa. Dariusz Mioduski: Nie potrzebujemy

- Parę lat temu mierzyliśmy się z Celtikiem i wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Dlatego dobrze byłoby teraz wyrównać rachunki. Wygrany dwumecz z Rangersami to byłaby taka fajna klamra - powiedział Dariusz Mioduski, prezes Legii Warszawa, która w czwartek o 20 zagra pierwsze spotkanie z FC Rangers o awans do fazy grupowej Ligi Europy. - Jestem dobrej myśli, ale nawet jeśli nie awansujemy, to i tak widzę, w którą stronę zmierzamy, że ta drużyna robi progres - dodał prezes Legii.

Legii Warszawa nie stać na to, żeby zrezygnować z Carlitosa:

Zobacz wideo

Legia - Rangers, czwartek, godz. 20. Takiego dwumeczu na Łazienkowskiej nie było od dawna. - W poniedziałek sprzedaliśmy 17 tys. biletów w jeden dzień. Czegoś takiego nie było nawet trzy lata temu, kiedy graliśmy w Lidze Mistrzów. Widać, że Warszawa jest głodna Legii, która w Europie gra właśnie z takimi przeciwnikami. Mam nadzieję, że jesienią będziemy to kontynuować - powiedział Dariusz Mioduski, który w środę przed południem pojawił się w Skyboksie na Łazienkowskiej, gdzie Poczta Polska razem z Legią zorganizowała konferencję, na której pochwaliła się wydaniem okolicznościowego znaczka oraz koperty z wizerunkiem Kazimierza Deyny.

- Dokładnie 50 lat temu Kazimierz Deyna zdobywał z Legią pierwsze ze swoich dwóch mistrzostw Polski. Dziesięć lat później żegnał się z Łazienkowską. Stąd decyzja, że rok 2019 będzie rokiem Deyny. Cieszę się, że Poczta Polska honoruje takiego piłkarza znaczkiem pocztowym. Mogę zagwarantować, że w czwartek damy z siebie wszystko, by wygrać z Rangersami i zadedykować to zwycięstwo właśnie śp. Kazimierzowi Deynie - powiedział Dariusz Mioduski podczas oficjalnej części.

Dariusz Mioduski: Nie potrzebujemy pomocy od Celtiku

Po prezentacji prezes Legii początkowo nie za bardzo chciał rozmawiać z dziennikarzami, ale w końcu się zgodził. Odpowiedział na kilka pytań. Rozmowę oczywiście zdominowało czwartkowe starcie Legii z Rangers FC. - Od początku, jeszcze przed ich dwumeczem z Midtjylland, chciałem zagrać właśnie z Rangersami. A dlaczego? Bo dla nas jest to po prostu fajniejszy przeciwnik. Uważam, że możemy zagrać lepszy mecz, ciekawszy dla kibiców. No i są też dodatkowe smaczki, jak choćby nasza rywalizacja z Celtikiem. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło kilka lat temu. Dlatego dobrze byłoby teraz wyrównać rachunki. Wygrany dwumecz z Rangersami to byłaby taka fajna klamra - powiedział Mioduski.

Dla tych, co nie pamiętają - Legia Warszawa w sezonie 2014/15 wygrała w dwumeczu z Celtikiem 6:1, ale została ukarana walkowerem za występ nieuprawionego do gry Bartosza Bereszyńskiego. I odpadła z Ligi Mistrzów w III rundzie eliminacji. - Wtedy popełniliśmy wielki błąd, ale po tych wszystkich perturbacjach się zaprzyjaźniliśmy. Z ludźmi z Celtiku - choćby z Peterem Lawwellem [członek zarządu ECA, który reprezentuje w nim Celtic] - współpracujemy dziś bardzo blisko. Gdy wylosowaliśmy Rangersów, było między nami trochę żartów. Także chęć pomocy z ich strony. Tylko że my pomocy nie potrzebujemy. Znamy ten teren, mamy bardzo dobry sztab i ludzi, którzy przygotowują nasz wyjazd. Słowem: wszystko jest pod kontrolą - przyznał Mioduski, zdradzając przy okazji, że na rewanż do Glasgow chciałby zabrać byłych legionistów, którzy w przeszłości grali w Celtiku. - Rozmawiamy o tym z Dariuszem Dziekanowskim, Dariuszem Wdowczykiem. Zbieram się też, by zadzwonić do Artura Boruca - powiedział.

"Na dwumecz z Rangersami nie będziemy jeszcze w optymalnej formie"

0:0, 3:0, 1:0, 0:0, 0:0, 2:0. To wyniki Legii, które osiągała dotychczas w dwumeczach z Europą FC, Kuopionem Palloseura i Atromitosem Ateny. - Musimy się przyzwyczaić do tego, że kwalifikacje do pucharów dla wszystkich polskich drużyn zawsze będą się zaczynały w ten sposób. Czyli że będą trudne. Jako polskie drużyny jesteśmy wtedy na takim etapie przygotowań, że trzeba włożyć naprawdę dużo wysiłku, by przeskakiwać te kolejne rundy. Rundy, w których to my z reguły jesteśmy faworytami, a to też determinuje grę przeciwników. Zresztą uważam, wbrew pozorom, że gdybyśmy trafiali na teoretycznie lepsze drużyny, byłoby nam łatwiej. To byłaby zupełnie inna piłka. No, ale dziś realia są takie, że przygotowania do sezonu - pierwsze mecze i treningi - służą nam, by być blisko optymalnej formy na ostatni etap eliminacji europejskich pucharów - tłumaczył Mioduski.

Stawką dwumeczu z Rangersami są także pieniądze, bo zwycięzca zgarnie 2,92 mln euro za awans do fazy grupowej. - Pieniądze, które zarobiliśmy w kwalifikacjach, nie są aż tak duże [780 tys. euro], głównie pokrywają koszty. Za awans można dostać więcej, ale nie demonizowałbym samych finansów. Bo my gramy przede wszystkim o awans. O fazę grupową Ligi Europy, w której Legia po prostu być powinna. Tam jest jej miejsce. Szkoda trochę tego mistrzostwa Polski, bo uważam, że teraz byłoby nam trochę łatwiej awansować. Ale jestem dobrej myśli. Nawet jeśli nie awansujemy, to i tak widzę, w którą stronę zmierzamy, że ta drużyna robi progres - zakończył Mioduski.