Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lech Poznań - Szachcior Soligorsk. Lech nie potrzebuje rotacji, a w awansie pomogą mu kibice

- To nie grudzień - słusznie zauważył Ivan Djurdjević i stwierdził, że na razie rotacje w jego zespole są niepotrzebne. W czwartek o 20:45 Lech Poznań zagra z Szachciorem Soligorsk. Pierwszy mecz między tymi drużynami skończył się remisem 1:1. Lechowi, w wywalczeniu awansu po raz pierwszy w tym sezonie pomogą kibice.

Kibice na stadionie cieszą wszystkich

Dotychczas stadion przy Bułgarskiej świecił pustkami. Decyzją wojewody wielkopolskiego kibice opuścili mecz eliminacyjny do Ligi Europy z Ganżasarem Kapan i ekstraklasowy z Cracovią. Pomimo, że oba te spotkania pozbawione były odpowiedniej atmosfery skończyły się wygranymi Lecha po 2:0. - Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że kibice będą jutro z nami. To dla nas duże wsparcie i dodatkowy atut. Doping kibiców doda nam energii i będziemy lepiej grać – mówił podczas konferencji prasowej Thomas Rogne.

W podobnym tonie wypowiadał się kilka dni temu Łukasz Trałka. - Jeżeli słyszysz kibiców, to gra się łatwiej. Kibice naprawdę niosą dopingiem swoich piłkarzy. Czując taką presję trybun, z reguły gra się lepiej.

Chociaż piłkarze Szachciora Soligorsk na co dzień grają na znacznie mniejszych obiektach (ich stadion mieści 4 200 widzów) nie przestraszą się dopingu poznańskich kibiców. Ich obecność chcą nawet wykorzystać jako swój atut. - Moja drużyna woli grać na dużych stadionach. Gdy na trybunach robi się piekło, to gramy lepiej. Wolimy grać przed wieloma tysiącami widzów, więc gdy dowiedzieliśmy się, że stadion nie będzie zamknięty bardzo się ucieszyliśmy. Widzowie dodadzą nam animuszu – przekonuje trener Sergiej Taszujew.

Halo, to nie grudzień!

Nie da się temu zaprzeczyć. W Poznaniu termometry wskazują ponad 30 stopni i podczas meczu nie będzie inaczej. Ivan Djurdjević na swojej konferencji nie mówił jednak o pogodzie, a o zmęczeniu swoich zawodników. I nawet przez moment na nie narzekał! „Kolejorz” spośród drużyn rywalizujących w eliminacjach do europejskich pucharów najlepiej radzi sobie w LOTTO Ekstraklasie. W ligowych rozgrywkach punkty straciły już Legia, Jagiellonia i Górnik Zabrze. Djurdjevicia wyróżnia to, że nie rotuje tak wyraźnie składem jak robią to trenerzy pozostałych zespołów grających na dwóch frontach. Szkoleniowiec Lecha nie boi się zmęczenia swoich zawodników.

- Zaczynamy dopiero sezon i mieliśmy dużo czasu w wakacje, by odpocząć. Nie możemy być już zmęczeni. To byłoby niepoważne. Zawodnicy muszą się zmęczyć i sprawdzić swoje możliwości. To też zbuduje nasz charakter. Jeśli nie jest łatwo to wtedy ten charakter się kształtuje i to w tej grze jest bardzo ważne – tłumaczy Djurdjević i dodaje, że sam mając ponad 30 lat grał u Franciszka Smudy we wszystkich meczach i jakoś sobie radził. A możliwości infrastrukturalne były bez porównania gorsze.

Rafał Janicki, Thomas Rogne, Maciej Makuszewski czy Christian Gytkjaer mają rozegranych po cztery i pięć meczów, a zdaniem trenera czują się bardzo dobrze i na razie zmęczenia po nich nie widać. Potwierdzają to gole strzelane w końcówkach meczów. Właśnie w taki sposób Lech wywalczył zwycięstwo w Płocku, rozstrzygnął wynik z Cracovią, uniknął dogrywki w Armenii przeciwko Gandżasarowi i przed tygodniem doprowadził do remisu z Szachtiorem. Rotowanie dla zasady jest więc bez sensu.

Kto będzie kapitanem?

Zmieniany jest za to kapitan zespołu. I to regularnie. Djurdjević przekazuje opaskę kapitańską z rąk do rąk i żaden z piłkarzy nie może na razie przywłaszczyć sobie tego skrawka materiału. Taktyka jest prosta – odpowiedzialność za zespół ma czuć każdy zawodnik. Nie ważne jak długo jest w Lechu, ile strzelił goli, w jakim języku mówi, na jakiej pozycji gra i czy ma polski paszport. W wyborach trenera naprawdę trudno doszukać się jakiego klucza.

Już podczas przedsezonowych sparingów za każdym razem ktoś inny był kapitanem. Djurdjević mówił wówczas w wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego”, że potrzebuje znaleźć liderów, których zabrakło Lechowi w końcówce poprzedniego sezonu. Djurdjević chciał sprawdzić kogo opaska ogranicza, a na kogo działa mobilizująco.

- Być może dojdzie do tego, że w pewnym momencie ktoś wyprowadzi zespół na boisko w kilku spotkaniach z rzędu. Później jednak opaskę i tak może przejąć ktoś inny. Nie ma w tym nic sensacyjnego – uważa trener Lecha.

„Kolejorzem” w oficjalnych meczach tego sezonu dowodzili już Burić, Vujadinović, Jevtić, Makuszewski i Gytkjaer. Kto będzie nim w rewanżowym meczu z Szachciorem? Komora maszyny losującej jest pusta, następuje zwolnienie blokady…

Zdążyli się poznać

Djurdjević chce przede wszystkim skupić się na grze swojego zespołu. Oczywiście wskaże piłkarzom mankamenty i mocne strony przeciwnika, ale jednocześnie przekona ich, że jeśli zagrają na swoim poziomie, to wygrają bez względu na postawę Szachciora.

- Wynik nie daje nam komfortu, ale w piłce nigdy go nie ma. W pierwszym meczu byliśmy lepszą drużyną. Stworzyliśmy więcej okazji i mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Patrzymy, więc na siebie. Gramy przed swoimi kibicami i nie chcemy czekać na to, co zrobi nasz rywal. Wiemy jak chcemy grać. Przejmiemy inicjatywę, narzucimy swój styl gry i w ten sposób wywalczymy awans – przekonuje trener Lecha.

Zespół z Białorusi będzie do rewanżu będzie przygotowany dużo lepiej niż był do pierwszego meczu. W ogóle nie kryje tego trener Szachciora: - W pierwszej połowie pierwszego meczu, nie byliśmy przygotowani na obronę przed tak szybkimi atakami Lecha, np. w wykonaniu Makuszewskiego. Zostawialiśmy mu za dużo miejsca. Mamy jednak bardzo napięty terminarz i nie mieliśmy czasu przygotować się do tego spotkania. Te szybkie ataki zostały zatrzymane po przerwie. Wtedy już Lechowi nie grało się tak łatwo, a dopiero teraz jesteśmy odpowiednio przygotowani – ostrzega Sergiej Taszujew.

Zwycięzca dwumeczu zmierzy się z w III rundzie eliminacji z belgijskim zespołem KRC Genk, który w dwumeczu pokonał luksemburską Folę Esch aż 9:1. Początek meczu Lech Poznań – Szachcior Soligorsk w czwartek o 20:45.

***
Rio Ave - Jagiellonia. Paixao: Na Jagę czeka rozjuszony byk. Polacy muszą zamurować się na własnej połowie i liczyć na cud

Juventus pozbył się gwiazdy! Gonzalo Higuain odchodzi!

Więcej o: