W czwartek "Kolejorz" był krok od kompromitacji. Zespół Ivana Djurdjevicia mierzył się w Erywaniu z Gandzasarem Kapan w rewanżowym meczu I rundy eliminacji Ligi Europy. Przed tygodniem w Poznaniu "Kolejorz" wygrał 2:0. W czwartek, do 95. minuty, przegrywał 0:2 i wszystko wskazywało na to, że w Armenii dojdzie do dogrywki.
Wtedy jednak piłkę z rzutu wolnego dośrodkował Darko Jevtić, a strzałem głową bramkę na 1:2 zdobył Łukasz Trałka. Lech w bólach awansował do II rundy eliminacji.
- Lech Poznań ma w historii mnóstwo takich spotkań jak to, bo pierwsze rundy pucharów są wielką niewiadomą i trudnymi dla nas meczami. Nie znamy tych przeciwników, nie obserwujemy ich, a dla nich często mecze z nami to pojedynki życia - powiedział po spotkaniu Djurdjević cytowany przez portal Poznan.Wyborcza.pl.
– Pojawiły się proste błędy, potrzebowaliśmy tego 0:2, żeby się obudzić. Wtedy zaczęliśmy grać i kreować sytuacje, byliśmy bardziej niebezpieczni niż Gandzasar. Dopiero wtedy. Takie są te mecze, dobrze że zachowaliśmy spokój do końca, bo najgorsza byłaby panika.
– Wiedzieliśmy bowiem, że rywal słabnie, było widać jak brakuje im sił. Wiedzieliśmy, że okazje do strzelenia gola będą. Dobrze, że nie doszło do dogrywki, bo miałem w głowie mecz z Wisłą Płock - zakończył.
Rywalem Lecha w II rundzie eliminacji Ligi Europy będzie białoruski Szachtior Soligorsk, który w I rundzie wyeliminował walijskie Connah's Quay (5:1 w dwumeczu). Zanim jednak to, w niedzielę "Kolejorz" zagra z Wisłą Płock w 1. kolejce LOTTO Ekstraklasy.
Liga Europy. Gandzasar Kapan - Lech Poznań. "Kolejorz" uniknął kompromitacji, ale wstyd pozostał