Liga Europy. FC Utrecht, czyli zespół w przebudowie na drodze Lecha Poznań

Cztery lata na powrót do eliminacji Ligi Europy czekał FC Utrecht. Czwarta drużyna poprzedniego sezonu Eredivisie, która wiosną zachwycała w Holandii, obecnie jest jednak w dużej przebudowie. Na co stać zespół Erika ten Haga w dwumeczu z Lechem Poznań?

Po wyeliminowaniu Pelisteru Bitola i FK Haugesund, Lecha czeka kolejna przeszkoda na drodze do awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Kolejna i, jak do tej pory, najtrudniejsza, bo rywalem „Kolejorza” w III rundzie eliminacji będzie Utrecht, czyli czwarta drużyna poprzedniego sezonu Eredivisie. Pierwsze spotkanie w czwartek w Holandii (godz. 19), rewanż tydzień później w Poznaniu (godz. 20.15), relacja na żywo na Sport.pl.

Najlepszy wynik od lat

W swojej historii Utrecht tylko raz sięgnął po mistrzostwo kraju (1958), trzykrotnie zdobywał Puchar Holandii (1985, 2003, 2004). Miniony sezon ligowy dla zespołu prowadzonego przez ten Haga był najlepszy od 36 lat. Rozgrywki 1980/81 „Domstedelingen” zakończyli na trzecim miejscu, ostatnio lepsi okazali się tylko faworyci - Feyenoord, Ajax i PSV.

W II rundzie el. LE, Utrecht poradził sobie z maltańską Vallettą (3:1, 0:0). Dla klubu to powrót do europejskich pucharów po czterech latach przerwy. O poprzednim udziale w rozgrywkach, w Utrechcie na pewno chcieli jednak zapomnieć jak najszybciej. W 2013 r. ich grę w LE zakończyło luksemburskie FC Differdange 03 już w II rundzie eliminacji.

Znacznie lepiej „Domstedelingen” zaprezentowali się w sezonie 2010/11. FC Utrecht w eliminacjach pokonywał KF Tiranę, FC Luzernę i Celtic Glasgow. W fazie grupowej LE Holendrzy zajęli co prawda ostatnie miejsce, ale pięć remisów i porażka w starciach ze Steauą Bukareszt, Liverpoolem i Napoli, wstydu na pewno im nie przyniosły.

Kup, wypromuj, sprzedaj

W Holandii Utrecht uchodzi za klub bardzo dobrze szkolący młodzież oraz za idealne miejsce do promocji zawodników przed sprzedażą do większych klubów. W ostatnich latach dla „Domstedelingen” grali m.in. Dries Mertens (obecnie SSC Napoli), Ricky van Wolfswinkel (FC Basel), Kevin Strootman (AS Roma), Mike van der Hoorn (Swansea) czy Bart Ramselaar (PSV).

Wszyscy ci piłkarze odchodzili z Utrechtu do lepszych zespołów, dając jednocześnie duży zarobek klubowi. Najwięcej, bo osiem milionów euro, „Domstedelingen” zyskali na sprzedaży Mertensa do PSV. W 2011 r., za van Wolfswinkela Sporting CP zapłacił ponad pięć milinów euro, około miliona mniej PSV kosztowało sprowadzenie Strootmana i Ramselaara. Mniej więcej tyle samo w 2013 r., za wychowanego w Utrechcie van der Hoorna, wyłożyć musiał Ajax.

Drużyna ten Haga, podobnie jak Lech, przeszła tego lata kadrową rewolucję. W ostatnich tygodniach klub opuścili m.in. napastnik Sébastien Haller (7 mln euro do Eintrachtu Frankfurt), pomocnik Sofyan Amrabat (4 mln euro do Feyenoordu) czy Nacer Barazite, który łączony był z przenosinami do Legii, a ostatecznie trafił do tureckiego Malatyasporu. Pierwszy, w poprzednim sezonie, strzelił 16 goli i miał sześć asyst, drugi zdobył jedną bramkę, do której dołożył siedem asyst. Barazite zaś strzelił osiem goli i miał 10 asyst.

- Haller był jednym z najlepszych napastników Eredivisie, to na jego umiejętności utrzymania się przy piłce w dużej mierze opierała się ofensywa Utrechtu. Amrabat zaś to jeden z graczy który zrobił w ciągu ostatniego roku największy postęp w lidze, co zaowocowało transferem do Feyenoordu. Dla trenera mistrzów Holandii był głównym celem transferowym. Dużą stratą jest również odejście bramkarza Robbina Ruitera, który wprawdzie stracił miejsce w składzie na rzecz Davida Jansena, ale przez kilka lat był kluczowym piłkarzem Utrechtu. Między innymi jego nieobecnością w składzie tłumaczono porażkę z Feyenoordem w ubiegłorocznym finale Pucharu Holandii - mówi Mariusz Moński, obserwujący na co dzień ligę holenderską autor na portalu Eredivisie.com.pl.

Zespół niewiadomą, uwaga na Ayouba

Rozgrywki ligowe Utrecht wznowi dopiero 11 sierpnia, kiedy na wyjeździe zmierzy się z ADO Den Haag. Do starcia z Lechem zespół ten Haga podejdzie po dwumeczu z maltańską Valettą. Na wyjeździe Holendrzy zaledwie zremisowali z dużo słabszym rywalem. - Remis na Malcie, w temperaturze przekraczającej 30 stopni, w mocno rezerwowym składzie, nie był mocno krytykowany. W rewanżu Utrecht całkowicie zdominował rywala - tłumaczy Moński.

Na co musi przygotować się Lech w starciu z Holendrami? - Utrecht jest niewiadomą, bo obecna drużyna różni się od tej, która zachwycała w Eredivisie wiosną. Wtedy zespół w ustawieniu 4-1-2-1-2, co nie powinno się akurat zmienić. Ich mocne strony to z pewnością stałe fragmenty gry i groźne strzały z dystansu. Utrecht lubi zmieniać strony gry, często używa krzyżowych podań - mówi Moński.

- Słabszą stroną drużyny jest defensywa. Obrońcy gubią krycie i mają problemy z trzymaniem linii spalonego. Najlepsi gracze już odeszli z Utrechtu, ale jeżeli do czwartku nic się nie zmieni (transfer do Turcji), to kluczowym graczem jest Yassin Ayoub. On, wraz z grającym za napastnikami Zakarią Labyadem, będą najgroźniejsi. Szczególną uwagę Lech musi skupić na prawej stronie swojej obrony.

W poprzednim sezonie, 23-letni Ayoub rozegrał 40 meczów, w którzy strzelił pięć goli i miał 12 asyst. - To bardzo kreatywny, świetnie wyszkolony technicznie pomocnik. Znakomity zarówno w defensywie jak i z piłką przy nodze, świetny drybler. Jego nieobecność w starciu z Lechem byłaby dla drużyny bardzo dużym ciosem. Oprócz Bursasporu, do którego ma odejść, interesowały się nim też Trabzonspor i Feyenoord - opisuje Moński.

Niepewność - to słowo chyba najlepiej charakteryzuje atmosferę w Utrechcie przed starciami z „Kolejorzem”. - Holendrzy na pewno nie są poza zasięgiem Lecha. Utrecht nie jest w najwyższej formie, większość nowych zawodników, z powodu kontuzji, nie przepracowało w pełni okresu przygotowawczego. Na razie największą krytykę zbiera Simon Makienok, który ma być następcą Hallera, a marnuje mnóstwo strzeleckich okazji - kończy Moński.

Więcej o: