Dnipro - Sevilla. Dnipro, dowód życia ukraińskiej piłki

Trener Miron Markiewicz: - Nie powiem piłkarzom ?ani kroku w tył?. Powiem, by zagrali, jak potrafią. W środę jego Dnipro, klub sensacja z Ukrainy, gra z Sevillą w finale Ligi Europy na Stadionie Narodowym. Mecz w środę o 20:45. Relacja na żywo na Sport.pl

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasKto rozumie futbol, nie powinien wyobrażać sobie, by Sevilla nie obroniła tytułu, mimo że nikomu się to dotąd nie udało. Wyobrażają to sobie tylko piłkarze, trenerzy i fani Dnipra Dniepropetrowsk. Wbrew okolicznościom. Tak jak wbrew nim dotarli do finału - bez swojego stadionu, bo w Donbasie trwała do niedawna wojna.

Wierzy przede wszystkim Markiewicz, najlepszy ukraiński szkoleniowiec. Pochodzi z Lwowa i bardzo dobrze mówi po polsku. W czasie ubiegłorocznych zamieszek na kijowskim Majdanie wsparł protestujących.

Jest on skarbem Dnipra. Po dziewięciu latach pracy odszedł z Metalista Charków, ponieważ jego nowy właściciel Serhij Kurczenko był bliskim współpracownikiem obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. Zarzucano Markiewiczowi, że zrezygnował z pracy, ponieważ klub był mu winien kilkaset tysięcy dolarów. - Dla mnie pieniądze nie są najważniejsze. Zaległe pensje proszę przekazać na pomoc sportowcom i na dom dziecka w Charkowie - powiedział trener.

Wcześniej przyznał jednak, że raz dał się skusić dużymi pieniędzmi. W 2004 r. objął rosyjski, a właściwie dagestański, Anży Machaczkała. - W Karpatach Lwów zarabiałem 2 tys. dolarów miesięcznie, a po niespodziewanym zwolnieniu nie miałem za co żyć. Musiałem sprzedawać książki. W Dagestanie dostałem 15 tys. dolarów miesięcznie - tłumaczył. Teraz twierdzi, że w Rosji pracować nie będzie.

Po triumfie Euromajdanu przed kamerami telewizyjnymi składał kwiaty i zapalał znicze w miejscach, gdzie zginęli protestujący. Pomagał rodzinom finansowo. Stać go na to, ponieważ w Dniprze rocznie dostaje 2 mln dolarów. Nic dziwnego, jest większą gwiazdą klubu niż kapitan Rusłan Rotań czy Jewhen Konoplanka. W ostatniej dekadzie przy każdej zmianie selekcjonera reprezentacji Markiewicz jest kandydatem nr 1. Przyjął ofertę przed Euro 2012, jednak w 2008 r. - po rozegraniu czterech spotkań - zrezygnował, gdy federacja ukarała Metalist, który równocześnie prowadził, za rzekome kupienie meczu z jego byłą drużyną Karpatami.

Markiewicz nigdy nie był mistrzem Ukrainy, bo tytuł jest zarezerwowany dla Dynama i Szachtara. Ale z Metalista zrobił trzecią siłę i pokazał się w Europie. Dlatego największymi sukcesami Markiewicza w niepodległej Ukrainie były dwa wicemistrzostwa z Metalistem: w 1993 i 2014 r. Teraz jest blisko powtórzenia tego samego z Dniprem, choć pod względem zamożności znów nie może się równać z rywalami.

Wcześniej klub z Dniepropetrowska dwukrotnie był mistrzem ZSRR. Ale głównie był wtedy źródłem talentów dla potężnego Dynama Kijów. W Dniprze jako 29-latek rozpoczynał karierę trenerską legendarny Walery Łobanowski, a także znakomici piłkarze: Oleg Protasow, Giennadij Litowczenko i Oleg Taran.

W połowie lat 90. Dnipro znalazł się na skraju przepaści. Z finansowania zrezygnowała firma Naftogaz, w dodatku sprzedając do innych klubów siedmiu najlepszych zawodników i trenera. Ratunek przyszedł ze strony Ihora Kołomojskiego, oligarchy pochodzącego z Dniepropetrowska. Na Ukrainie o takich ludziach jak on mówi się, że są "właścicielami miast". Majątek właściciela Dnipra wyceniany jest na 3 mld dolarów, a on sam ma trzy obywatelstwa: ukraińskie, cypryjskie i izraelskie, a mieszka w Szwajcarii.

Kołomojski rzadko decyduje się na wydanie ogromnych sum na transfery. Nie żałuje za to pieniędzy na trenerów. Juande Ramos, poprzednik Markiewicza, zarabiał 4 mln dolarów. Dziś sądzi się z klubem o premie wynoszące połowę rocznego kontraktu.

Strategia zatrudniania znanych szkoleniowców zaczyna przynosić efekty. W poprzednim sezonie drużyna została wicemistrzem kraju, wykorzystując kryzys Dynama. Teraz wciąż walczy o drugie miejsce, ale kolejkę przed końcem szanse ma niewielkie, ponieważ traci dwa punkty do Szachtara. W klubie nikt nie robi z tego tragedii, wszystko bowiem podporządkowane jest finałowi Ligi Europy. W sobotnim spotkaniu - właśnie z Szachtarem - Markiewicz wystawił całkowicie rezerwowy skład, mimo to jego drużyna wygrała 3:2.

- Przed meczem z Sevillą nie mam zamiaru wywierać dodatkowej presji na piłkarzy, mówić jak na wojnie, że "ani kroku w tył, za nami już tylko Moskwa". Oni mają wyjść na boisko i pokazać to, co potrafią. Już pokazaliśmy, że ukraiński futbol żyje. I nie zamierzamy na tym poprzestać - zapowiada Markiewicz.

Kłopotów mu nie brakuje, ponieważ za kartki pauzuje pomocnik Dżaba Kankawa, a kontuzji kolana doznał Jewhen Selezniow, strzelec dwóch goli w półfinałach. Nie widać też końca serialu pt. "transfer Jewhena Konoplanki". W ubiegłym tygodniu z negocjacji wycofały się Tottenham i Stoke City. Ten ostatni klub poinformował, że nie jest w stanie spełnić oczekiwań finansowych zawodnika. W Dniprze są przekonani, że po środowym spotkaniu w Warszawie 25-letni skrzydłowy otworzy listy życzeń silniejszych drużyn.

- Sevilla jest jedną z dziesięciu najsilniejszych drużyn w Europie - chwali przeciwnika Markiewicz. - W lidze zremisowała z Barceloną, jedną bramką przegrała z Realem. Ale jeśli musiałbym porównać ją do ukraińskich klubów, to jest na podobnym poziomie jak Dynamo Kijów i Szachtar Donieck.

Ukraińskie media przypominają, że sześć lat temu Szachtar też nie był faworytem finału Pucharu UEFA, a mimo to pokonał Werder Brema. Sevilla ma lepszych zawodników, ale atutem Dnipra powinien być wspaniały kolektyw. I poczucie, że na ich zwycięstwo czeka cała Ukraina cierpiąca z powodu wojny domowej. Ile to daje sił, przekonały się m.in. Olympiakos, Ajax, Brugge i Napoli.

Zobacz wideo

Znowu rewolucja na koszulkach Barcelony! [ZOBACZ]

Więcej o: