Liga Mistrzów. Szaleństwa pobitego Milanu

Piłkarze z Mediolanu nie tylko niespodziewanie przegrali w 1/8 finału Ligi Mistrzów z debiutującym w elicie Tottenhamem 0:1, ale jeszcze wstyd przyniósł im kapitan Gennaro Gattuso. Grozi mu długa dyskwalifikacja.

Najlepszy serwis o Lidze Mistrzów na Sport.pl ?

Zanim kontrolę nad sobą stracił Gattuso, nogi Vedrana Corluki (musiał zejść z boiska) brutalnym wślizgiem potraktował inny pomocnik gospodarzy Matthieu Flamini. Tak niebezpiecznym, że po meczu poszedł do szatni londyńczyków, by przeprosić.

Dostał żółtą kartkę, zasłużył na czerwoną. Podobnie jak Gattuso, który całą drugą połowę przeżył w ślepej furii - wpadł w nią, gdy po upomnieniu od sędziego zdał sobie sprawę, że nie wystąpi w rewanżu. Ze szkockim asystentem trenera gości Joe Jordanem kłócił się jeszcze w trakcie gry, po meczu uderzył go głową. Na jednym ciosie by się nie skończyło, gdyby zaatakowanego tłumnie nie osłonili londyńczycy.

Jordan jako piłkarz przypominał Gattuso, też był agresywnym i nieustępliwym twardzielem. Wołali na niego "rekin", bo w boiskowej walce wręcz stracił dwa przednie zęby. Na początku lat 80. grał dla... Milanu.

- Straciłem głowę, biorę na siebie całą winę - kajał się po meczu reprezentant Włoch. - On zaczepiał mnie przez całą drugą połowę, rozmawialiśmy po szkocku [Gattuso spędził kiedyś sezon w Glasgow Rangers]. Zrobiłem coś, czego nie powinien zrobić. Nie ma dla mnie usprawiedliwienia, zaakceptuję każdą karę - dodał piłkarz tłumaczony potem przez swego agenta, według którego Jordan ostro prowokował, nazywając rywala "pierd... włoskim gnojkiem". UEFA rozpoczęła wczoraj postępowanie dyscyplinarne i niemal na pewno zawiesi Włocha na znacznie dłużej niż jeden mecz. A w świat znów poszedł komunikat, że calcio chuligaństwem i niezdolnością do honorowego zaakceptowania porażki stoi.

Znów poszło też w świat, że Zlatan Ibrahimović - największy gwiazdor gospodarzy - to futbolista wybitny wyłącznie w aspekcie krajowym - był mistrzem Holandii z Ajaksem, był mistrzem Włoch z Juventusem oraz Interem, był mistrzem Hiszpanii z Barceloną, teraz zmierza po mistrzostwo Włoch z Milanem. Międzynarodowo nie osiągnął nic, we wtorek jak zwykle drużyny nie zainspirował.

A przede wszystkim znów poszło w świat, że calcio się zestarzało i ledwie oddycha. Trener Massimo Allegri od ofensywnego pomocnika żąda dynamiki i ostrych wejść w pole karne, ale przedwczoraj wystawił na tej pozycji Clarence'a Seedorfa, który dostojnie przemierzał murawy także wtedy, gdy jeszcze nie dochodził do 35. urodzin. I musiał zdjąć go już w przerwie. Trener gospodarzy alternatywy jednak nie miał, bo sprowadzonych zimą Marka van Bommela oraz Antonio Cassano zgłosić do rozgrywek nie mógł (jesienią reprezentowali w nich inne kluby), a wszystkich graczy drugiej linii położyły mu kontuzje.

To główny wątek bieżącego sezonu w uznanych firmach Serie A - miewał całymi tygodniami szatnię uszczuploną o kilkunastu (!) graczy naraz Inter Mediolan, miewał kilkunastu leczących się naraz graczy Juventus, ostatnio epidemia zdziesiątkowała Milan. Większość przewlekle chorych to sportowcy tyleż wiekowi, co do kości wyeksploatowani. We wtorek Allegri nie dokonał trzeciej zmiany, bo na ławce ostali mu się już wyłącznie obrońcy (w tym jeden 34 - i dwóch 35-latków) oraz młodziuteńki Alexander Merkel. A prowadzący gości Redknapp spokojnie zastępował prących dopiero ku szczytom swoich karier Rafaela van der Vaarta i Stevena Pienaara na prących dopiero ku szczytom swoich karier Lukę Modricia i Niko Kranjczara...

Angielscy fani przeżyli to, do czego zdążyli już przywyknąć. Znów zobaczyli, że ich drużyny mają nad włoskimi przewagę atletycznej świeżości. Znów zobaczyli, jak ich drużyny zwyciężają w 1/8 finału Milan. Trzy lata temu na San Siro wygrał Arsenal. Rok temu wygrał tam Manchester United. Teraz wygrał Tottenham. W LM jego piłkarze nie wystąpili dotąd nigdy, są teraz na czwartym miejscu w Premier League, a przechytrzyli lidera Serie A.

Dopadli go w drugiej połowie, w której oblegani przed przerwą gospodarze ożyli, zaskoczyli rywali intensywnością gry, bywali bliscy wgryzienia się w bramkę. I wieczór przynajmniej skończył się na przekór stereotypom - londyńczycy zadali decydujący cios po najklasyczniejszym z klasycznych kontrataków, wyprowadzając go w dodatku akurat wtedy, gdy gospodarze wydawali się panować nad sytuacją. Byli sprytniejsi. A grali bez największej gwiazdy Garetha Bale'a, który jesienią niemal samotnie rozprawił się z Interem, czyli aktualnym mistrzem Serie A i obrońcą Pucharu Europy.

Gennaro Gattuso ? czeka na karę

Więcej o: