Jesper Gronkjaer. Pechowy skrzydłowy z FC Kopenhaga

33-letni Jesper Gronkjaer zagrał we wszystkich meczach FC Kopenhagi w tegorocznej Lidze Mistrzów. W klubie, który niespodziewanie awansował do 1/8 finału rozgrywek, doczeka zapewne sportowej emerytury. Przez całą karierę nie opuszczał go pech. Ale niewykluczone, że grając w Chelsea, zmienił historię futbolu.

Najlepszy serwis o Lidze Mistrzów na Sport.pl ?

Duńczyk jest tym z piłkarzy, który potrafi strzelać ważne gole. Dzięki niemu FC Kopenhaga gra w tegorocznej Lidze Mistrzów. Choć gola na wagę awansu w ostatniej rundzie eliminacji strzelił w rewanżowym meczu z Rosenborgiem Ottesen, to nie mniej istotny był gol Gronkjaera strzelony w końcówce pierwszego meczu w Trondheim - wynik 1:2 dał FC Kopenhaga szansę w drugim meczu. W ostatnim meczu grupowym z Panathinaikosem wykorzystał rzut karny. Wcześniej asystował dwa razy, w tym gdy Kopenhaga remisowała 1:1 z Barceloną. Ale ważne trafienia Duńczyk zaliczał w lepszych klubach.

Najważniejsze gole w historii Chelsea padły 11 maja 2003 roku. W ostatniej kolejce ligi angielskiej na Stamford Bridge przyjechał Liverpool. Mecz decydował o tym, kto zajmie czwarte miejsce dające awans do Ligi Mistrzów. Dla Chelsea było to ważne podwójnie. Pogrążonym w długach londyńskim klubem od pewnego czasu interesował się rosyjski biznesmen Roman Abramowicz, który inwestycję uzależniał od możliwości gry w Lidze Mistrzów.

Chelsea przegrywała 0:1, ale pokonała Liverpool 2:1. Pierwszego gola strzelił Marcel Desailly po podaniu Gronkjaera. Drugą bramkę zdobył Duńczyk.

Przejęcie klubu przez Abramowicza nie skończyło się jednak dobrze dla Gronkjaera, dla którego w nowo budowanym klubie nie było miejsca. Choć urodzony na Grenlandii Duńczyk, który w charakterystyczny sposób potrafi minąć obrońcę i dokładnie dośrodkować piłkę w pole karne, był jednym z lepszych skrzydłowych w historii Chelsea, wielkiej kariery nie zrobił przez częste kontuzje. Jego pech polega też na tym, że łatwo pakuje się w kłopoty.

Kto pamięta z boiska Thomasa Gravesena i Stiga Toftinga, wie, że kłótnia z nimi to zły pomysł. Gronkjaer musiał o tym zapomnieć, gdy podczas treningów w czasie mundialu w Korei i Japonii zaczął bójkę z dwoma defensywnymi pomocnikami reprezentacji - na boisku mającymi zwykle za zadanie odebrać ochotę do gry rozgrywającym rywali. Gronkjaera rozjuszył żart obu kolegów, którzy do spodni włożyli mu kostki lodu. - To typ cichego milczka. Musieli go mocno zdenerwować - komentowali świadkowie zdarzenia, a było ich wielu, bo do bójki doszło przed oczami dziennikarzy. Była krótka. Tofting bardzo szybko musiał być odciągany od Gronkjaera, którego prawie udusił.

Spokojni piłkarze rzadko też trafiają na okładki angielskich brukowców. A Gronkjaerowi się to przydarzyło, gdy "Sunday Mirror" przyłapał go w kasynie. Pechowy Duńczyk poza prywatnością stracił też 112 tys. funtów, które przegrał w jeden wieczór.

Po odejściu z Chelsea Gronkjaer w dwa lata zwiedził trzy kluby. Był w Birmingham, Atletico i Stuttgarcie. Spokój znalazł dopiero w Kopenhadze, do której trafił w 2006 roku. Choć wciąż nękają go kontuzje - dlatego w latach 2007-09 grał bardzo rzadko - to i tak jest jednym z najważniejszych piłkarzy trenera Stale Solbakkena.

Norweski szkoleniowiec słynie z ciętego języka. Gronkjaera potrafi porządnie zrugać, po nieudanym meczu nazywając go "60-letnim starcem", ale w najważniejszych chwilach stawia na niego. - To starszy piłkarz, więc trzeba go oszczędzać, gdyby dziś zagrał, nie mógłby wyjść na Rosenborg - tak Solbakken tłumaczył, dlaczego Gronkjaer nie zagrał w ligowym meczu poprzedzającym rewanżowy mecz z zespołem z Trondheim, z którym FC Kopenhaga walczyła o awans do tegorocznej Ligi Mistrzów.

Gareth Bale: ? Do wszystkiego doszedłem ciężką pracą

Więcej o: