Inter Mediolan - kolos ledwie dyszy

Jeśli broniący tytułu piłkarze Interu Mediolan nie pokonają w środę Twente Enschede, zagrozi im upadek, jakiego Liga Mistrzów nie pamięta. A renomowanemu trenerowi Rafaelowi Benitezowi - najbardziej spektakularna klęska w karierze

To nie jest zwyczajna zapaść, która dotyka wielu czempionów wycieńczonych notorycznym zwyciężaniem. Ani mediolańczycy nie są bowiem zwyczajnymi obrońcami trofeum, ani skala ich kłopotów nie jest zwyczajna. Wiosną wygrywali przecież wszędzie - nigdy wcześniej piłkarze włoskiego klubu nie kończyli sezonu ukoronowani potrójnie, czyli w Champions League, Serie A oraz krajowym pucharze.

Teraz mediolańczycy wszędzie zawodzą. Nie dali rady Atletico Madryt w Superpucharze Europy. Nie dali rady wicemistrzowi kraju (Roma) ani w derbach Milanowi, który w minionym sezonie wychłostali dotkliwiej niż w jakimkolwiek innym w ostatnim stuleciu. Z meczu z Juventusem uszli cało, bo zremisowali 0:0, ale ich bilans gier z tercetem potęg Serie A pozostaje fatalny - żadnej nie wbili gola. Strzelają je najrzadziej od 1994 roku, w tabeli zsunęli się na szóste miejsce.

Ultimatum dla Beniteza: wygraj z Twente albo odejdź!

LM pocieszenia też nie daje - po efektownym początku Benitez, wybitny specjalista od międzynarodowych bitew, poniósł

prestiżową klęskę w Londynie,

z uchodzącym za taktycznego abnegata i słabo zaznajomionego z europejską konkurencją trenerem Tottenhamu Harrym Redknappem. I awansu nerazzuri wciąż pewni nie są. Nie wspominając o powrocie na pozycję lidera, która prawdopodobnie pozwoli w następnej rundzie uniknąć batalii z faworytami rozgrywek - Barceloną, Chelsea, Manchesterem Utd czy Realem Madryt.

W innych okolicznościach szokowałoby już to, że gospodarze w ogóle traktują mistrzów Holandii, debiutujących w elicie, śmiertelnie poważnie. Powodów mają jednak mnóstwo.

W listopadzie nie wygrali ani razu, choć mierzyli się również z prowincjonalnymi Brescią, Lecce czy Chievo Werona. A Twente Enschede dowodzi przebiegły Michel Preudhomme, kolejny jajogłowy trener w futbolu i zarazem podobny do Beniteza fanatyk taktyki, który wspaniale wychwytuje wady oraz zalety przeciwnika, by następnie opracować precyzyjny plan gry. Na swoim boisku obrońców tytułu zatrzymał (2:2), choć ci przylecieli w pełnym składzie, ze wszystkimi bohaterami wiosny.

Teraz Benitez liczy żywych i półżywych, by za wszelką cenę uniknąć upychania w podstawowej jedenastce żółtodziobów. Zapłaci grubym ryzykiem - w centrum defensywy znów wystawi odliczającego dni do emerytury Marco Materazziego, któremu dotąd odważył się - czy raczej musiał - zaufać raz. I przez kardynalny błąd weterana Inter przegrał derby Mediolanu.

Hiszpański szkoleniowiec nie ma alternatywy. Bramkę i defensywę obsadzi prawdopodobnie ludźmi w wieku dla wyczynowca podeszłym (35 lat Castellazziego, 34 Cordoby, 32 Lucio, po 37 Zanettiego i Materazziego), na ławce rezerwowych usiądzie obok nastoletnich nowicjuszy. Wszystko przez zarazę, która położyła dziesięciu piłkarzy, w tym absolutnie kluczowych Julio Cesara, Maicona, Samuela i Milito.

Co gorsza, zagrają także ci, którzy kiedy indziej również zostaliby uznani za nie całkiem sprawnych, jak rewelacyjny wiosną rozgrywający Sneijder oraz Pandev.

Benitez dostał oficjalne - choć niezbyt mocne - wsparcie od właściciela klubu, ale też codziennie czyta, z kim Massimo

Moratti rozmawia o przejęciu drużyny.

Na giełdzie królują Luciano Spalletti (jeśli zechce, wolno mu rozwiązać kontrakt z Zenitem St. Petersburg), Leonardo (bez posady, ostatnio w Milanie), Fabio Capello (słabną jego notowania jako selekcjonera angielskiej kadry) i Marcelo Bielsa (na mundialu zachwycało jego Chile), ale wymienia się nazwiska wszystkich uznanych fachowców, którzy nie pracują lub ich przyszłość uchodzi za niepewną.

Beniteza obwinia się i za epidemię urazów (w większości przeciążeniowych), i za przygaszone miny piłkarzy. Wiosną w opałach znajdowali w sobie dodatkowy zapał do walki, teraz bezsilnieją. Ponoć dlatego, że José Mourinho, czyli fenomenalnego motywatora i zarazem gwałtownego wojownika, który kipiał w szatni i przy linii bocznej, zastąpił zimny technokrata, który mówi algorytmami. Piłkarze mają kłopot, by w ogóle się na jego słowach skupić. I przestali czuć się jak gladiatorzy.

Kapitan drużyny Javier Zanetti szefa broni, apeluje, by mediolańczyków oceniać dopiero wtedy, gdy wszyscy ozdrowieją. Tyle że nawet on - przez spędzone w klubie 16 sezonów niezawodny niemal zawsze - ostatnio w lidze kopał ślamazarniej niż kiedykolwiek wcześniej, a Holendrzy czekać nie zamierzają, zasadzą się na Inter już zaraz. Obiecywana ofensywa transferowa naprawiająca letnie zaniedbania też ruszy dopiero w styczniu, tymczasem grudzień zapowiada się intensywnie, bo triumf w LM zobowiązuje do wyjazdu na klubowe mistrzostwa świata.

W środę gospodarzy poprowadzi jeszcze Samuel Eto'o, snajper nadal bezlitosny, wielokrotnie ratujący im skórę. Potem jedynego ocalałego drapieżnika mediolańczycy stracą. Za uderzenie rywala Serie A zdyskwalifikowała go na trzy kolejki ligowe i Kameruńczyk nie zagra m.in. w arcytrudnym wyjazdowym boju z Lazio, sensacyjnym wiceliderem. Czy przetrwa do tego szlagieru trener Benitez, nie wiadomo.

Więcej o: